Dowcipy o epidemii i nie tylko. Żydowskie!

„Wielki Śmiech po żydowsku” Roberta Stillera, rozdział „Higiena i medycyna”, otwieram i czytam pierwszy dowcip, traf chce, że o epidemii:

Kilka wieków temu. Epidemia cholery. Żyd leży na sali pełnej konających i wygląda na to, że nie przeżyje. Pytają go, czy nie chciałby duchownego z posługą.
„Tak… Ja bardzo poproszę o biskupa.”
„Na pewno nie rabina?”
„Co znaczy rabina? żeby też się zaraził cholerą?”

Gdy już się naśmiałem, doszedłem do wniosku, że te kilka wieków się przedawniło na naszych oczach. Pełna sala konających może być i teraz, i nie będzie to prima aprilis. Mogę znaleźć się w takiej sytuacji także ja. Nie będę wówczas przewrotny, jak ten Żyd. Nie zawołam rabina, zostanę przy swoim.

Skąd zresztą w Lublinie rabin?

Przed wojną to pytanie samo byłby materiałem na niezły kawał, z tych absurdalnych, bo gdzie jak gdzie, ale w Lublinie rabin na rabinie rabinów poganiał, niemal tylu ich było, co dziś kanoników. Cóż, „Wielki śmiech po żydowsku” jest tak wielki, że ma nie tylko dowcipy o epidemii, ale nawet o Holokauście. Takie, z których wypada się śmiać przez łzy. Ludzkie, inteligentne. Boże nawet. Żydowskie!

Wiadomo, że każdy gatunek literacki ma swego mistrza. Ja jednak nie wierzyłem, że tyczy się to książek z kawałami. Większość jest słaba. Nieśmieszna. Brzmią one jak anegdotka sprzed stulecia, co ją proboszcz co roku opowiada na odpuście. „Wielki śmiech po żydowsku” jest chlubnym wyjątkiem. Ta księga dowodzi, że tak, jak eposy mają Homera, dramaty Szekspira, a kalendarze liturgiczne poetów z lubelskiej kurii, tak książki z kawałami doczekały się Roberta Stillera.

„Co to jest: wisi na ścianie, jest zielone i gwiżdże?”
„Nie mam pojęcia.”
„Śledź.”
„Co znaczy śledź? Dlaczego śledź wisi na ścianie?”
„Ponieważ go powiesili.”
„A dlaczego zielone?”
„Bo go pomalowali na zielono.”
„Ale dlaczego gwiżdże?”
„No, gwizdać to on może nie gwiżdże. Ale wtedy byłoby za łatwo zgadnąć.”

Absurdalny śledź po żydowsku. Na słodko! A smaczku dodają to tu to tam rzucone komentarze, czasem poruszające i osobiste. Tak Stiller komentuje tego śledzia:

Różne warianty. Ale zawsze o śledziu. Opowiadał mi to w dzieciństwie nawet mój ojciec, ukrywający swe żydostwo i manifestujący swój antysemityzm, nie wiedząc, że to jedna z rzeczy, którymi się zdradza.

Na końcu zbioru dowcipów o epidemii, Holokauście i nie tylko, możemy lepiej poznać Stillera. Okazuje się, że to Ciekawy człowiek ze smutnym akcentem. O tym akcencie potem. Jeśli chodzi o ten zbiór, to jest nie tylko jego zasługą, ale też Salci Landmann, która pierwsza po wojnie podjęła się ratowania żydowskich kawałów przed zagładą zapomnienia. Słusznie, bo to dobro narodowe całej planety. Ze specjalnym uwzględnieniem województwa lubelskiego. Nie tylko, że się Lubartów, Łęczna i Lublin przewijają, ale też jest cały wielki rozdział na temat Chełma! To było miasto śmiechu, mieszkańców Górki i przyległości powszechnie uważano za szczególnie wyczulonych na absurd istnienia. Absurd istnienia? Cóż, piszę trochę na około, bo mam tam rodzinę; tak naprawdę uważano Chełmian za głupców:

Siedmiu chełmskich mędrców rozważało, dlaczego krowa nie lata. Kiedy wychodzili z synagogi, przelatujący ptaszek narobił jednemu z nich na głowę. Mędrzec wykrzyknął: „Otóż i odpowiedź! Bóg jej nam udzielił w dobroci swojej, widząc, że pytanie to nas przerasta.”

Co to jest: siedzi na dachu, pieje, a nie kogut? Wiadomo: wariat.
Inna zagadka. Co to jest? ma płetwy i lata nad domem? Wiadomo: zwariowana ryba.

Przyszła kozia zaraza i cap zdechł. Talmudysta zastanawia się: „To ciekawe. Jak doić, to był cap. A jak zdechnąć, to koza.”

Przyznam, że ten kawał czekał dobry kwadrans, zanim go zrozumiałem. Nie obraziłem się jednak na tę książkę. Na szczęście! Jest w niej milion dobrych dowcipów:

W drogerii: „Ja poproszę środek na pchły.”
„Ile?”
”Ja wiem? Tyle, co gwiazd! Miliony”

Sumując, te kawały to światowe dziedzictwo ludzkości. Wielka filozofia i teologia! Oraz Antropologia inteligentna, kompletna i celna. Porównywalna może jedynie z tą uprawianą na KUL-u. Przyznajmy jednak, że uniwersytet wyprzedza Stillera, bo nie zastosował on kropkowego systemu w przypisach. To oczywiście zarzut absurdalny, a są niestety wobec tego pisarza zarzuty konkretniejsze.

Teraz ten smutny akcent. Materiały IPN sugerują, że donosił na kolegów w czasach PRL. Choć straszył swoich oskarżycieli sądem, to jednak do rozpraw nie doszło. Można śmiać się z epidemii, a nawet z Zagłady, a na koniec okazuje się, że świat ma tyle brzydkich stron, że trudno nadążyć, by je wszystkie obrócić w kawał.

Śmiech z brzydkich stronach ludzkiej natury zdopingował mnie do pracy. Odłożyłem na chwilę doktorat. Próbowałem dowieść równości humoru kościelnego humorowi Żydów. Po długich postach i przesiadywaniu nad starymi kodeksami, zdołałem wydestylować taki kawałek:

Kolęda w mokrym śniegu. Z trudem młody ksiądz brnie na plebanię, by tam paść wyczerpany na łóżko. Rzuca torbę bez porządkowania kopert. Jutro rozliczy się z szefem. Nagle z torby dobiega go lament. Wikary zagląda, a tam w płaczą pieniądze. Lamentują polscy Królowie. Płaczą Kazimierze z pięćdziesiątek i Władysławy ze stów, i nawet Zygmunty.
„Czemu rozpaczacie, na litość Boską”?
„Błagamy, policz nas już dziś, mimo zmęczenia i oddaj swojemu proboszczowi!”
„Niby dlaczego?”
„Bo chcemy być z tym, kto nas naprawdę kocha!”

To jeden, a drugi jest o biskupie, ale w Internecie go nie napiszę. Ani tego, jak Morawiecki tłumaczy ministrowi zdrowia, że nie mogą zamknąć kościołów, bo Polsce groziłaby powódź. „Jak to?” „No tak, rzeki wystąpiłyby z brzegów. Przecież proboszczowie przecież płakaliby za tacą!”

Jest to już jednak nieaktualny żart, no, chyba, że na którejś parafii ogarnęli cyfrowe koszyki.

„Wielki śmiech po żydowsku” kończy się akcentem chrześcijańskim. Jakoś to pasuje do naszej zakaźnej wiosny:

Pan Bóg zszedł na ziemię. Widzi w parku mężczyznę, który siedzi na ławce i gorzko szlocha. „Dlaczego płaczesz?” Tamten nie odpowiada. „Jestem wszechmogący i mogę ci pomóc.” Znów brak odpowiedzi. Dopiero za trzecim razem nieszczęśnik wyjaśnia: „Jestem Żydem.” Na to Bóg siada obok niego i także wybucha płaczem.

uwagi

  1. Ten ze śledziem to absolutne mistrzostwo 😀
    A co do tacy, to wygląda na to, że w najbliższe niedziele będzie cicha jak nigdy 😉

  2. No, pytał mnie jeden miś, jak ja sobie to wyobrażam, jak przeżyją parafie. Oczywiście, chodzi właśnie o to, by parafie przeżyły.

Leave a Reply