Kartki znalezione na ambonie [3] Kto, gdzie i po co?

Zanim zapuścimy się głębiej kaznodziejski las, wyjdźmy z kościoła w Wiśle i spójrzmy na Polskę AD 2020. Kto i gdzie w niej każe? 

W kraju jest dwadzieścia tysięcy duchownych. Większość z nich to kaznodzieje, co znaczy, że mają oni swojego biskupa władzę nauczania. Każdy z nich przysięgał głosić wyłącznie aktualną naukę Kościoła.

Wychodzą oni na ambony z różną częstotliwością. W małej parafii może nawet co niedzielę, w większej, gdzie jest kilku, zmieniają się w ramach dyżurów, które czasem obejmują też pozostałe dni tygodnia, co świadczy o gorliwym duszpasterstwie.

Kaznodzieje występują na ślubach i pogrzebach, na poświęceniach biur, placów, na patriotycznych rocznicach, na początkach roku szkolnego, na spotkaniach grup modlitewnych i na pielgrzymkach, bo Polska to kraj pielgrzymek. Nawet do Japonii można u nas polecieć w ramach pielgrzymki. 

Miejscem nie musi być świątynia. Poza kościołami z czasów baroku i PRL, oraz z innych epok, razem tworzącymi trzy trzecie polskich kościołów, kazania głosi się tam, gdzie się akurat odprawia. Polski ksiądz odprawi zaś mszę wszędzie. Może być mroźny szczyt, łódka w nocnym porcie, nagrzany autokar lub kajak Wojtyły, albo las. Pamiętam wysoką brzozę w roli ambony, z której pewien kapłan opowiadał niewidomym dzieciom o kolorach. 

Najdłuższe i najlepiej przygotowane kazania padają z ambon na specjalne okazje, jak odpusty i rekolekcje. Jest to domena elity kapłanów. Są na nie specjalnie zapraszani, bo potrafią na ambonie coś więcej. Proboszczowie nie zawiązują pyska tym młócącym Boże Słowo wołom, a parafianie hojnie im sypią na tace, zwłaszcza, jeśli kazanie było wspaniałe i niedługie. Przy czym Polska nie jest krajem kultu wystąpień publicznych. Gdzież nam do Wysp, do Francji, albo do Stanów Zjednoczonych! W karierze polskiego księdza to inne rzeczy, a nie kazania, decydują o awansie. 

Dodam, że rzadko, ale przy specjalnych okazjach mówią niekiedy z ambon także kobiety. Jestem pewnie wyjątkiem, ale akurat kazania, które miały poważny wpływ na moje życie, nie licząc ks. Franciszka z Wisły, wszystkie wygłosiły siostry zakonne.

Po co w Polsce głosi się kazania?

Gdy Pan Jezus wstępuje do nieba, aniołowie zaglądają na ziemię przez otwór w chmurach. Widzą jedenaście jasnych punktów. Panie Jezu, pyta jeden z aniołów, czy dobrze rozumiem? Teraz tych jedenastu słabych ludzi poniesie Twoją naukę na cały świat? To twój plan? Tak, mówi Pan Jezus. Anioł trzeźwo stwierdza, że jest to słaby plan. Pan Jezus mówi, że owszem, ale tak się składa, że nie ma innego.

Ta anegdota dobrze tłumaczy kościelną teorię kazania. Jasne punkty to Apostołowie. W bazylice św. Pawła w Rzymie można przejść wzdłuż ściany i obejrzeć portrety papieży. Od obecnego, aż do Piotra Apostoła jest nieprzerwany ciąg, oznaczający przekazywanie tego światła z anegdoty niby w sztafecie, niby przy odpalaniu świec. Źródłem jego jest Pan Jezus. Katolik to ktoś, kto wierzy, że papieże, biskupi, księża, mają w sobie Jego łaskę przekazywaną przez położenie rąk na głowie w trakcie święceń. To, co mogą zrobić uświęconymi rękami, jak ochrzcić czy namaścić, działa prościej i bardziej bezpośrednio niż to, co mogą powiedzieć. Na polu zła zresztą też to działa, zwykle zły czyn sługi Bożego przebija jego złe słowo. 

Dlatego dla katolików msza zawsze jest ważniejsza, niż kazanie. Codziennie w Polsce tysiące ludzi idzie na mszę bez kazania, nikt zaś nie chodzi codziennie na kazanie bez mszy, no, chyba, żeby je dawał w Warszawie obecny król ambony, Adam Szustak. Nawet on jednak przyzna, że msza to bez porównania więcej, niż głoszenie, choć ono jest mszy potrzebne, bo budzi wiarę w jej moc. 

Teorię kazań rozwijają teolodzy. Co roku w Polsce powstaje mnóstwo artykułów, magisterek, doktoratów, książek na temat głoszenia. Teolog, który o tym pisze to homileta. Od teologa homilety dowiesz się, jak napisałem wyżej, że kazania prowadzą do sakramentów, jak też, że kaznodzieja przepowiada, nie jak wróżka, lecz jak prorok, nie przewidując jutra, ale interpretując dziś. W jednym ręku trzeba mieć Biblię, w drugim gazetę, mówili nam w seminarium, przy czym jeden wykładowca miał na myśli Gazetę Wyborczą, a drugi Nasz Dziennik. Zajmują się też homileci bardziej przyziemnymi aspektami, jak technika głoszenia. 

Od lat jestem konsumentem tej teorii kazań, ale przywołuję ją tu niechętnie. Ta teoria nie mówi bowiem o tym, co jest, a o tym, co powinno być. Nie jest to jakieś niebywałe zjawisko, ta życzeniowość. Przeciwnie, jest tak charakterystyczna dla ludzi, jak same kazania.

Cele deklarowane przez homo sapiens zwykle różnią się od prawdziwych. Nie całkowicie, ale znacząco. Na przykład, szkoła. Szkoła jest po to, by uczyć dzieci. Ale z tym deklarowanym celem różnie bywa. Cel bardziej realny, to jest przechowanie dzieci przez czas, gdy rodzice są w pracy, jest osiągany dużo łatwiej i niemal zawsze. Zgodnie z zasadą, że gdzie padlina, tam sępy, ta skłonność ludzi do lukrowania rzeczywistości przyciągnęła uwagę naukowców. 

Jeszcze raz, po co się głosi kazania?

Bo jest niedziela. Bo jest pogrzeb. Albo zwykła msza. Po Ewangelii ludzie siadają i trzeba coś powiedzieć. 

Ta praktyczna strona kazań nie znaczy, że nie mają racji antropolodzy i że kazanie nie buduje wspólnoty. Nie znaczy też, że nie mają racji homileci i że kazanie nie zbliża do Pana Jezusa. Znaczy jednak to, że to żywy człowiek staje przed wobec ambony, a jego życiowa sytuacja zawsze jest mocniejsza, niż teorie. Ta sytuacja to, na przykład ateistyczny szatan z ósmej klasy. Po czterdziestu pięciu minutach z nim Richard Dawkins to uprzywilejowany partner dialogu. Albo uśmiech pani od muzyki. Albo kreatywna księgowość przełożonego, lub dylemat, ile biskupowi dać za dzwony, by móc ich jeszcze za rok posłuchać, na ambonę mogą wskoczyć osobiste wnioski z lektury Dostojewskiego, albo prof. Pająka, albo Pieśni nad Pieśniami, i tak dalej według bogactwa kościelnego życia. Te sytuacje to prawdziwe słonie balansujące na ambonie. 

W końcu zaś jest osobista wiara kaznodziei, wymykająca się teoriom tak antropologów, jak teologów. Według niej mówi on z tego, co ułożył w głowie lub na kartce, albo z tego, co mu się w trakcie ułoży. 

Mi, na przykład, najlepiej się głosi w dobrą pogodę, gdy jestem zdrowy i w dobrostanie, gdy mam bezpiecznie spisane kazanie w punktach na kartce, a mówię coś zupełnie innego. 

Przez taką przyziemność kaznodziejstwo jest w Biblii nazwane głupstwem. Jakby Paweł Apostoł przyznał rację sceptycznemu aniołowi z anegdoty. Przez głupstwo głoszenia słowa spodobało się Bogu zbawić wierzących! Jest to jeden z tych przypadków, gdy Biblia jest bliżej ziemi, niż teologia. W Biblii, na przykład, czytamy o proroku, który przemawia ironicznie. Homiletyka, zajęta utwierdzaniem teologicznych reguł, nie zagłębia się w takie sprawy, jak ironia. Pracuje mozolnie nad wzorcem i nie wnika w drugie dno kazań.

Wspomniałem o naukowcach zwabionych ludzkim łudzeniem się. Książka nazywa się „Elephant in the mind”, podsumowuje wiele badań nad życiem społecznym i z niej wziąłem przykład o szkole. Tytuł sugeruje, że wśród ludzi są rzeczy, których obecność się ignoruje, a które mają wielki wpływ na rzeczywistość.

Lubię tego słonia z tytułu książki, bo przypomina mi wykład z seminarium, bodajże z teorii poznania, gdy ksiądz doktor kazał nam wyobrazić sobie różowego słonia pośrodku pięknej, zielonej sali, tak wysokiej, że słoń ten mógłby po niej latać.

Ksiądz tym słoniem otwierał nam oczy na niepewność poznania. Otóż ten słoń poleciał za mną na ambony. Ilekroć słyszałem w kazaniu, swoim lub cudzym, specyficzny dźwięk ostrego wchodzenia w zakręt omijający jakąś niewymowną, a realną sprawę, wyobrażałem sobie takiego słonia.

Taki zakręt bierze na przykład kaznodzieja płaczący na własnym kazaniu nad losem ks. Popiełuszki, orędownika ludzi pracy. Leje łzy, mimo, że żaden z ludzi, z których on zatrudnia, nie ma nawet cienia umowy o pracę.

W kazaniach dzieje się zresztą wiele innych rzeczy, o których nie śniło się naszym homiletom.

uwagi

  1. I „widząc” takiego słonia trzeba się uśmiechnąć. Aż się boję mojej reakcji podczas słuchania niektórych kazań 😀

  2. Bardzo dobrze się czyta tę serię o kazaniach. Takie nieco metakazanie 😉

Dodaj komentarz