Teologia Godzilli

Godzilla pierwszy raz wynurzyła się w Japonii po drugiej wojnie światowej, którą Armia Stanów Zjednoczonych zakończyła paląc dwa miasta nuklearnym ogniem. Radioaktywność i terror to treść Godzilli, treść ubrana w tradycyjną dla Wschodu fascynację potworami.

Prababcia Godzilli była z Chin.

Chińska Księga Mórz i Gór jest starsza, niż Nowy Testament. Jest w niej o lisie o dziewięciu ogonach, o wężu o dziewięciu twarzach, jednorożcu i smoku wijącym się wśród chmur. Potwory te, przemycone przez Morze Wschodniochińskie w papierowym zwoju, z marszu podbiły Japonię. 

Japończycy chętnie czytali chińską księgę, bo ich kultura mogła wykarmić wielkiego potwora. Zachowała uwielbienie dla zwierząt. Poddani cesarza to potomkowie ludzi wolnych, bez miast i granic. Ludzie ci wyznawali to, co my nazywamy animizmem. Religię tę pojąć może tylko ten, kto dziczy stanął oko w oko z kimś, kto nie jest człowiekiem. 

Godzilla to pochwała przyrody, jak góra i sosna wymalowane na czarce do herbaty. Jest jak japoński kotek, tylko z innym potencjałem.

Więcej przemawia, że to on, niż ona, lecz ja zawsze myślałem o Godzilli z żeńskimi końcówkami i tego się będę trzymał. Po wielkim spotkaniu z Chinami Japonia spotkała się z nowoczesną Ameryką, dlatego Godzilla jest dinozaurem, i to takim naprawdę starym, z lat pięćdziesiątych, gdy ludzie malowali je jeszcze z ogonami wleczonymi po ziemi. ( Tak malują je dzisiaj )

Film o Godzilli można poznać po tym, że człowiek w zielonym kostiumie demoluje makiety, hula z innymi stworami, igra z wojskiem, lata za kosmitami, zjada reaktory, pluje ogniem, albo tańczy na tle świętej góry Fuji. 

Taką to Godzillę podprowadzimy do teologa, aby ją zbadał.

Fundament pod jej teologię położyli autorzy Starego Testamentu.

Biblia Tysiąclecia z właściwym sobie wyczuciem nazywa go krokodylem, ale skoro jego kichanie olśniewa blaskiem, a oddech rozpala węgle, a serce jest twarde jak kamień, to nie taki zwykły ten krokodyl! Bo też chodzi o Lewiatana, ewentualnie Behemota.

Żywy dowód na to, że w Biblii natchnienie spoczęło na bliskowschodnich mitach. 

Opis Lewiatana z księgo Hioba to uczta. Weźmy stare przekłady – wrota paszczęki jego, kto otworzył? Wkoło zębów jego strach.Tak ksiądz Wujek. Dalej, w przekładzie gdańskim: gdy się podnosi, drżą mocarze, a od strachu oczyszczają się. Hmm. U ks. Wujka mamy anijołów i oni też się oczyszczają, co może być przyczynkiem do dumań nad ich cielesnością.

Ciekawe, że gdy księga Hioba wykłada swą rzecz o potworze, to nie umieszcza go w zaczarowanej krainie, ale raczej nieopodal, koło rzeki, w cieniu wierzb.

Czy go nazwiemy Lewiatanem, Behemotem, czy Godzillą, potwór taki składa się z trzech pierwiastków, z grozy, zabawy i religii.

Groza jest najpierwotniejsza.

Korzeniem jej jest pęd do zachowania życia. Jedna komórka umykała drugiej już w Praoceanie. Czasem ucieczka w grozie jest aż do momentu, w którym uciekający odwraca się, i robi to, co Godzilla na widok trzygłowego smoka – atakuje. Pismo mówi, że Pan zmiażdżył łby Lewiatana. Pewnie przed decydującym ciosem potwór się bał, co jest hipotetyczne, bo przecież on nigdy nie żył, a w tym fragmencie Pisma służy po prostu za symbol zła. 

Jednak to, że potrafię się wczuć w strach wymyślonego potwora, to stąd, że sam podlegam grozie. Pewnie dlatego oglądałem Godzillę kaseta za kasetą.

Czego się boi chłopiec w Polsce, mając siedem lat? Wtedy, gdy na rynku pojawiły się VHS z Godzillą? Gdyby ktoś się cofnął w czasie, wcisnął na magnetowidzie przycisk stop, i zapytał małego mnie, czego się obawiasz, usłyszałby, że wojny, zniszczenia środowiska, a także obcych. Tę triadę strachu dobrze zna Godzilla. Kulturoznawcy mówią, że jest metaforą wojny nuklearnej, ingerencji w naturę, lub grozy tego, co obce. 

Nie przesadzam z tymi strachami. Miałem kilka lat, gdy dowiedziałem się o Zimnej Wojnie, o stu tysiącach głowic gotowych do lotu, a także, że klucze do nich dzierżą politycy. Dumałem nieraz, czy nasza piwnica w Jaszczowie to wytrzyma. Słoiki, jakie ustawiała tam babcia były całą moją nadzieją na przetrwanie zimy nuklearnej, albo tej po uderzeniu kamienia z kosmosu, albo jeszcze innej. 

Dlatego śmiać mi się chce z dorosłych, którzy uważają, że Godzilla lub inny potwór może być nieodpowiedni dla dziecka. To rzeczywistość jest nieodpowiednia!

Z powodu takiej oceny sytuacji świata, z ulgą patrzyłem na destrukcję kartonowych miast. Groza możliwych katastrof nabierała w Godzilli wymiarów kolosalnych, ale konkretnych, więc ograniczonych.

Potwora bowiem daje się oswoić, niczym lisa spotkanego na polu róż, choć nie przez rozmowę, a przez zabawę. 

Tu spotkanie Godzilli z teologiem zaczyna być ciekawe!

Żeby groza była pełna, musi być śmiech.

Wróćmy do Hioba, czterdziesty rozdział, opis potwora. Paraduje tam myśliwy, co nie zna strachu. To odwieczna postać. Zbrojny, wojownik, generał, dowódca sił. Dumny jak cały Polski Związek Łowiecki.Wyprawia się na polowanie z dzidą, strzelbą, z samolotami F-35. Jest pełen optymizmu. Ma już gotowe kółko i sznur, będzie kiełznał potwora, będzie w tryumfie go prowadził. Aha! Poczekaj, zaraz się przekonasz, kto jest królem nad wszemi synmi pychy.

Pycha nadaje wymiary walki z Lewiatanem nie tylko polowaniu na hipopotama, ale nawet na chomiki. Pycha budzi śmiech ludzi z ludzi. A to zaledwie początek zabawy z potworami. 

Spójrzmy w dowolny kosz zabawek. Co tam mamy? Misia, hipcia. To potwory! Hipopotam zabija w Afryce tysiące ludzi, rok w rok, niczym mała wojna domowa.

Dzieci lubią duże. Konie, koparki, dinozaury. Dzieci kochają wielkie, bo dzieci to mali ludzie, a ludzie, zwłaszcza mężczyźni, osiągali sukces dzięki wielkim zwierzętom.

Potwory bawią zresztą także poważniejsze Osoby.

Czy Bogu wypada się bawić z potworem?

Biblia, psalm sto czwarty. Ten, w którym Pan chodzi na skrzydłach wiatrowych, w którym poi osłów, rozwesela serca, umacnia jeże. W wersecie dwudziestym szóstym, mamy tam Lewiatana. On to, jako jedyne ze wszystkich stworzeń, ma powiedziane, dlaczego został stworzony. Do igrania z Bogiem!  Jak niepokojący to powód, widać po uniku wspomnianego już tłumacza. Ks. Wujek powtarza za Wulgatą, że smoka Pan stworzył dla naigrywania się z niego, co pachnie ustawką i jest teologicznie niesatysfakcjonujące.

Pamiętam brodatego kapucyna, biblistę, który wykładał nam psalmy i przy tym wersecie wspomniał o haggadach, czyli nieco bajkowych komentarzach do Biblii. Tam podkreślone jest, że Pan się bawi z Lewiatanem. Kapucyn był entuzjastą tej idei, bo jak Bóg igra, to znak, że jest Żywy. Kamienie się nie bawią, to jasne, albo prawa kosmiczne, albo wzniosłe idee. Bawi się to tylko, czemu serce potrafi przyśpieszyć na widok piłki, lub ofiary. 

W tym wersecie psalmu jest coś jeszcze o Bożej Zabawie.

Dlaczego On to zrobił? Czy był przymuszony, by stworzyć świat? Nie, nie było wtedy żadnych okoliczności! Ach, więc może coś Mu z tego przyszło? Przeciwnie, wszystkie sobory i wszyscy Ojcowie jednym głosem wyznają, że nie miał żadnych korzyści ze stworzenia! No dobrze, ktoś powie, ale nie mów, idąc dalej tym tropem, że świat jest Jego zabawą! Że świat cały jest Bożym Igrzyskiem, jak pisał Kochanowski!

Tak oto dotarliśmy do trzeciego składnika potwora. Religii.

Co jest trudniejsze? Wiara w Boga, czy łowienie pancernego krokodyla? Odpowiedź jest w księdze Hioba.

Potwór u Hioba wynurza się z natchnionego tekstu w czterdziestym rozdziale. Tam właśnie postawiono pytanie o zło. Najwyraźniej w całej Biblii. To u Hioba, na koniec historii człowieka, któremu umarły wszystkie dzieci, na końcu odzywa się Bóg. Co robi?

Opowiada o Lewiatanie. 

W kluczowym momencie pada z Bożych Ust scenariusz filmu o potworach.

Mocno mnie to swego czasu dotknęło, jeszcze w liceum. Kryłem się wtedy w ostatniej ławce na katechezie i czytałem Biblię. Po odkryciu księgo Hioba zamknąłem ją z poczuciem, że coś jest nie tak. Oto po wszystkim, co spotkało Hioba, Bóg mówi mu o krokodylu, który kicha ogniem. Dzwonek, a ja z Biblią podchodzę do biurka i jeszcze się waham, obalać Kościół Rzymski, czy nie obalać? Lecz ksiądz mi się trafił pierwszorzędny. Zamiast oburzyć się albo wezwać policję, on się tylko roześmiał.

Potem zaś powiedział nieśmiertelne słowo na T.

Tajemnica.

Ponoć jest w Ameryce chory chłopiec, który liczy na to, że dożyje przyszłego roku, bo wejdzie do kin nowa „Godzilla vs Kong”. Zasypiając pewnie pyta się, czy w razie czego, będzie mógł to zrobić w Niebie?

uwagi

  1. Oczyszczanie się ze strachu zostało moim nowym ulubionym eufemizmem xD Podoba mi się też Pan Bóg umacniający jeże i bawiący się ze smokami. Chętnie dowiedziałbym się więcej o wpływach wschodnich na autorów biblijnych, ale najpierw muszę pójść pocieszyć kirina, że nie jest sobie ot tak zwykłym jednorożcem 😉

  2. Och, ten temat wpływów kultur ościennych na Biblię jest prawie tak bogaty jak repertuar polskich pieśni Maryjnych 😉 Strach też pisać, bo bibliści nie śpią, a szkół jest wiele, a jedna prawdziwsza od drugiej. Ale może coś napiszę jeszcze. Co do jeży, w psalmie autorowi natchnionemu prawdopodobnie chodziło o góralki, w polskich przekładach mamy jeże, borsuki, świstaki, inne jeszcze pewnie. Ale za każdym razem umacnia je, ewentualnie daje im kryjówkę na skałach 🙂

  3. Tak czy inaczej umacnianie małych gryzoniowatych zwierzątek futerkowych brzmi całkiem szlachetnie 😀

Dodaj komentarz