Zwierzęta

Tak Critton określał je w książce „Park Jurajski”. Zwierzęta.Moje zwierzątka domowe.

W reklamówce z chlebem i mlekiem, którą ojciec stawia na stole, jest kość dla mnie. Tyranozaura. Nic, że plastykowa, mogłoby zresztą jej nie być. Nigdy nie złożyłem modelu, mało mnie ciekawił. Sama czaszka wylądowała w pudle zabawek. Chodziło o gazetę, z którą ją sprzedawali.

Obudźcie mnie za milion lat w środku nocy, podejmuję się rozpoznać po zapachu magazyn „Dinozaury„, okulary 3D i świecące w ciemnościach kostki.

To był mój brewiarz w okolicach Komunii. Szalone lata 90!

Najlepszy dzień zaczynał się tą gazetą. Jedno przeczytanie, prześledzenie obrazków, potem zabawa w dinozaury w chwastach i na kamieniach, potem znów do domu, gazeta, potem rysowanie dinozaurów, potem znów te figurki poobijane na dwór, znów gazeta. Wychodziła co dwa tygodnie.

Dwa tygodnie. Dziś na biskupstwo tak bym nie czekał.

A gdyby mi dawali codziennie nową gazetę, to bym w wieku ośmiu lat napisał trzy doktoraty z dinozaurów zamiast teraz jednego z teologii kosmoteandrycznej, i byłbym jeszcze zadowolony!

Wieczorem chłopiec, co był mną, modlił się, spraw Panie Boże, bym dożył jeśli nie wehikułu czasu, to przynajmniej ich sklonowania, jak w „Parku Jurajskim”.

Zawsze potem dodawałem, że jednak chore dzieci i ludzie z Korei Północnej niech mają pierwszeństwo przy rozdzielaniu Bożej uwagi.

Paleontolodzy w Ameryce nie mogli wiedzieć, że w latach dziewięćdziesiątych był chłopiec, co uwzględniał w pacierzu prośbę, by dostali większe pieniądze od rządu. W Polsce jeszcze wtedy ich nie wykopano, ale wiedziałem, że nasi działali dawniej w bratniej Mongolii.

Czasem leżałem w ciemności i jak piłeczką bawiłem się pytaniem, po co było stwarzać dinozaury? Podrzucałem i wracało do dłoni.

Byłem zażenowany tym, jak przedstawił te zwierzęta chłop przy wyjeździe z Łęcznej.

Ale mogę za to powiedzieć, że czym są dobre chęci w kraju zapaści cywilizacyjnej, to one pierwsze mi pokazały, dinozaury łęczyńskie, cementowe i odrapane w chwastach.

Gdy w teleturniejach 1 z 10 albo w VaBanku pytali o nie, zwykle nawet nie odpowiadałem. Jak można pytać dorosłego człowieka o to, czym był Trias, albo co oznacza nazwa Triceratops? KTO tego nie wie? Czy ci ludzie nigdy nie żyli? Co robili ze swoim życiem?

Miałem problemy, by uświadomić sobie, jak wiele można nie wiedzieć i jak wiele mi zasłaniają dinozaury. Do dziś wiem o nich więcej, niż o silniku spalinowym, czy o gotowaniu.

A przecież nie ja jestem największym fanatykiem zwierząt dawno wymarłych.

Tak sugeruje artykuł z New Yorkera o Robercie DePalmie.

Pan Bóg jak chce zrobić paleontologa to powołuje go, jak Jeremiasza, już z łona matki. Symptomy to oglądanie kostek na talerzu. Potem, gdy chomik odejdzie, inny symptom. Tata chowa go w ogrodzie, po czym robi fałszywy grób, by synek nie rozkopał.

Gdy dowiaduje się taki człowiek, że może żyć wykopując kości absurdalnie dawno zmarłych zwierząt, o nic nie pyta. Ani o sławę, ani o dofinansowanie. Ma w nosie zarobki.

Kupuje tylko kapelusz, jak mieli pierwsi łowcy dinozaurów na Dzikim Zachodzie. Tak, byli i tacy kowboje! Tak zrobił

Jak to wytłumaczyć? Całą tę fiksację? Cóż, w „Parku Jurajskim” tyranozaur w pewnym momencie, mimo strasznej burzy, podchodzi przekąsić kozę, uwiązaną tak, by ludzie to widzieli. Otóż rozum człowieka też ma swą kozę, jest nią opowieść. Gdy ją wyczuje, łyka z kopytami. Mój brat znał swego czasu z nazwy wszystkie zespoły ligi okręgowej w Polsce. Znajomy ksiądz zna na pamięć całą mszę po łacinie.

Ktoś inny idzie w dinozaury.

Otóż ten DePalma, fanatyk od poszukiwania psów zakopanych odkrył w Północnej Dakocie wykopalisko nad wykopaliskami.

Historia jest piękna, bo wciąż mocuje się ten człowiek z machiną biurokratyczną nauki, jego uczelnia nie jest bardzo prestiżowa (Uniwersytet Kansas to jak hipotetyczna wyższa szkoła komunikacji publicznej w Radomiu).

W dodatku sławniejsi koledzy bywają złośliwi aż do śmieszności.

Widać to po sporach o tyranozaura. W pewnym momencie zaczęto sporo mówić, że tyranozaur jadł padlinę, a nie ganiał za żywym mięskiem. Pytanie, co to znaczy? Czy to, że czekałby, aż koza na paliku padnie z głodu? Można się śmiać, ale gdy DePalma wykopał kość ze śladami zębów tyranozaura, która potem się zrosła, jeden sławny profesor szydził z niego, a może na poważnie twierdził, że drapieżnik przez pomyłkę ugryzł w ogon śpiącego hadrozaura, bo myślał, że nie żyje.

Ale najpiękniejszym dniem był ten, gdy DePalma znalazł to wykopalisko nad wykopaliskami. Jest ono dowodem rozjaśniający inną kontrowersję. Z „Dinozaurów” wiem, że ich panowanie 66 milionów lat temu zakończyło dziesięć kilometrów skały, która walnęła koło Meksyku jak drelownica w wiśnię. Skutek był tylko trochę mniejszy. Ta teza utrzymała się po dziś dzień. Trudno, żeby nie, krater odkryto na Jukatanie większy niż osiem diecezji, od Przemyśla, po Drohiczyn. Jeden z facetów, który go badał, był pod takim wrażeniem, że włączył się w kampanię na rzecz szykowania się na ewentualne zestrzelenie. Nic dziwnego.

Wiśnia zwana Ziemią, co prawda, przetrwała, ale sok był wszędzie.

Kamienie doleciały aż do Jowisza i Saturna. Jak buty z kawału o Czernobylu do Szwecji.

Mimo to, niektórzy wiercili dziurę w koncepcji, że to ten kamień zabił dinozaury. Badacze wulkanów mówili, że jeszcze właśnie wulkany, a jeszcze inni, ogólnie słaba była wtedy kondycja dinozaurów, a ktoś inny, że kto wie, może to splot tych czynników je zabił? To jest obowiązek naukowca, szukanie takich dziurek.

Dziurki dziurkami, ale to, co uderzyło w Jukatan było przysłowiową siekierą kończącą dyskotekę.

Mój fanatyk odnalazł kości, w które wbite były tektyty, powstałe po asteroidzie. Dowód jak biała koszulka po drelowaniu. A prócz tych kości stanowisko, gdzie tysiące ryb, które te uderzenie wybiło, a które dobrze się zachowały, bo nikt ich potem nie zeżarł, nie było już komu.

Wyobrażam sobie, że w zwłokach wielkiego tyranozaura mogła być ssacza arka Noego. Jeszcze ta twarda skóra nam została, jeszcze trochę szpiku w tej kości. Jakoś może dociągniemy. Aż w końcu, gdy prawie nie było mleka w pracysiach, pył w końcu opadł z nieba i uśmiechnęło się słońce. Może nawet jakiś pragołąb przeleciał nad świętującymi ryjówkami.

W końcu zaś, jak zawsze, pokazała się tęcza. Ale nie było już pod nią żadnych dinozaurów.

Z wyjątkiem tych, których prawnuki ganiały mnie po podwórku, gulgocząc.

Nie ma usprawiedliwienia dla pisania takich tekstów, jak ten. To grafomania o dinozaurach. Nawet sześćdziesiąt pięć lat Godzilli 3 listopada ukończone nic nie zmienia.

Ale jeszcze to muszę dodać o tych wystrzelonych w kosmos kamieniach, że ani wysoka temperatura, ani promieniowanie w próżni ich nie odkaziło. Być może potrzebny był spirytus salicylowy, ale, że go nie było (czy na pewno? Co wiemy o destylowaniu w późnej Kredzie?), przynajmniej, że tyle, co trzeba go nie było po drodze, to bakterie mogły dolecieć na te intrygujące księżyce gazowych olbrzymów, na Europę, albo na Io, nie mówiąc o planecie Marsie, co jest po sąsiedzku.

Sześćdziesiąt sześć milionów lat to za mało, by te bakterie, co tam doleciały, zorganizowały się na tyle, by były gotowe na ewentualną dysputę teologiczną z nami.

Tylko, czy na pewno?

Może właśnie teraz dyskutują na tamtejszym Katolickim Uniwersytecie, gdzieś pod kilometrami lodu, jaki pokrywa Europę. Publikują artykuły, zbierają punkty, biorą pomniejszone reformą stypendia. Grzebią w starych kamieniach. Nocami modlą się i podrzucają piłeczkę.

uwagi

  1. Parsknęłam przy powołaniu paleontologa z łona matki, siekierze kończącej dyskotekę i podlodowym KUL-u tak mocno, że aż wróciły mi siły do klepania mojej nieszczęsnej magisterki, dziękuję!
    Ale nie czytam tylko dla śmieszków. That’s some pure talent right there, proszę tego nie zaniedbywać.

    Pozdrawiam,
    P.

  2. Ważniejszym pytaniem o tyranozaura jest dla mnie to, czy był upierzony i czy przemieszczał się, podskakując, jak wróble 😀 Ale też głębszy przekaz wpisu był, bo musiałem zgooglować hasło „kosmoteandryzm” 😉

  3. Dzięki za dobre słowo 🙂 czuję jak siły do doktoratu mi wracają 😉 Pozdrawiam

  4. Podskakiwania jak wróbel nie znałem. Rozwiązałoby jednak dla ewentualnego posiadacza kwestię imienia, bo wówczas to tylko Elemelek 😉

Dodaj komentarz