Żywoty, Oleh Sencow

Oleh Sencow wyszedł z łagru! Nie dalej, jak kilka dni temu.

To dobra wiadomość. Szkoda, że tylu jeszcze siedzi.

Ponad tysiąc Ukraińców, Tatarów, a pewnie i uczciwych Rosjan, by liczyć tylko tych złapanych przy okazji Krymu.

Sencow po uwolnieniu opowiada o życiu w łagrze. Nazwa jednego z obozów, „Biały miś”, to dowód, że żyjemy w erze ironii, a nawet sarkazmu. Ale też, trudno o lepsze słowo, humanizmu. Bo jak skomentować to, że trochę tam karmili i nieco grzali. „Biały Miś” dziś to nie „Inny Świat” sowieckiego wczoraj.

Północ Rosji nie jest już wielką komorą z mrozem zamiast gazu.

Uświadomiłem sobie to, gdy Sencow zaczął strajk głodowy. Za Stalina, ani Chruszczowa takie rzeczy się nie działy. Więc Putin to jednak car, a nie komunista, gdy chodzi o niszczenie ludzi. Jego kolonie karne to raczej domy umarłych, niż groby żywych.

Dostojewski tak pisał o carskiej kolonii, że to dom umarłych. Sołżenicyn zaś się z tego nabijał, że jeśli im tam nawet gęsi chodziły między barakami, to nie byli aż tacy martwi, bo by je z pierzem zjedli. Tamto, to było to najwyżej piekło, gdzie Dostojewski siedział. A GUŁAG Sołżenicyna, to był GUŁAG.

Czy były tam jakiś drób u Sencowa, w tym „Misiu”? A w innych więzieniach? Nie mogę się doczekać jego wspomnień na temat takich szczegółów. Ponoć gdy przenosił się, to wlekąc jakoś wszystkie listy, co mu ludzie wysłali. Mówi też, że strażnicy zachowali wiele z tradycji GUŁAGU.

Czyli „Biały miś” miewał jednak na futrze jaskrawe plamy.

Plamy. Lekko sobie piszę o tym obozie, o Federacji Rosyjskiej, o Putinie. Tak, jakby w Kaliningradzie pięć tysięcy czołgów wcale nie wisiało nad Polską jak obluzowana cegła nad chodnikiem. Sencow jeszcze lżej pisał, i mówił, i robił kino. Za to też go porwali po napaści na Krym.

Za Sencowem wstawiali się prezydent Francji, miasto Paryż, Parlament Europejski, polscy aktorzy. Wstawiała się Ukraina. Jego matka prosiła cara o łaskę. Car uprzejmie zasugerował, że trzeba, żeby to Sencow poprosił. Czy miał taką pokusę? Ten mądry facet, leżąc na pryczy powtarzał sobie, że Putin nie puści go nigdy. Nigdy. Rozpacz? Trochę, zwłaszcza, gdy myślał o żonie i o dzieciach. Z drugiej strony, jak się na takim dnie rozpaczy stanie, to można złapać równowagę, nawet za kołem podbiegunowym.

To pierwsza rada Sołżenicyna, pogodzić się z miejscem. Potem można stać na swoich nogach, nawet leżąc obłożnie chorym i wyczerpanym.

Teraz Sencow znów próbuje tej samej metody. Odkąd wyszedł, to powtarza, że Putin nigdy nie puści Krymu.

Ciekawi mnie, co powtarza sobie Putin, tam, hen na Kremlu? Eh, nie docenią człowieka, że taki dobry, taki łagodny. Inny by wrócił Ukrainie kości i to jeszcze czyje inne, a ten Sencow sobie – żyw! – na moim wikcie dwie powieści, kilka scenariuszy napisał. Teraz będzie jeździł po Europie i bruździł. Żadnej wdzięczności.

Nie tylko Sencow jest takim dłużnikiem Putina. Gdy robisz zakupy w markecie, albo kupujesz nowy mebel, on myśli o Tobie. O tych, którzy żyją tylko dzięki temu, że nie powiedział „Na Zachód!”. Że nie nacisnął guzika.

Szczęściem, częściej myśli o młodszych draniach, o starych, złych druhach, o występie wnuczki, o wzrastającej liczbie tabletek, o rybach.

Sencow, mam nadzieję, też może wreszcie pomysleć o podobnych rzeczach. Nawet lżej mu będzie myśleć, bo, inaczej, niż car, nie jest katem. Ale też będzie myślał o swojej ojczyźnie, obrabowanej z Krymu i Donbasu.

No i o kinie, które jest dla niego tym, czym władza dla Putina.

Właśnie, raczej kino, niż literatura. Z recenzją „Żywotów” czekałem, bo nie podobały mi się, a nie chciałem pisać źle o książce faceta, którego może akurat ktoś w żebra kopie. Żywoty to książeczka cieniutka, czyli uboga w strony i chyba też dlatego, że pisarzowi nie chciało się pisać. Tam to nawet gdzieś pada, że lubią pisać tylko grafomani, ale to pół prawdy. Każdy, i pisarz, i grafoman, zrobi lepiej, jak wróci za jakiś czas do tekstu i trochę go wychowa. Sencow tego nie robił. Książka broni się więc jedynie lekkim piórem, poczuciem humoru, wyobraźnią, autentycznością postaci i doświadczeń. Tylko, że czytelnik ma wrażenie, że tego wszystkiego nie docenia w niej sam autor i pisze ot, tak, a prawdziwą miłość zachowuje dla kina.

Najpiękniej pisał w „Żywotach” właśnie o kinie. Serce nie sługa.

Pięknie też o wyprawach chłopca z psem. Zdecydowanie za mało o zabawach nad morzem. Za dużo za to o pijakach, to już wiem, że tak tam jest.

Także nie podobało mi się, ale to dobra literatura.

Poza tym obraził koty i papugi.

Napisał w „Żywotach”, że nie potrafią kochać. Uważam, że to dowód na niedbałość. Gdyby wrócił do tego zdania, na pewno by je skreślił. Zdanie jest straszne. Jak można komukolwiek odmówić prawa do miłości?

Tak, to bym nawet o kurii diecezjalnej nie napisał, choć wiadomo, że jest jak Moskwa i nie wierzy łzom.

Czego z „Żywotów” nie zapomnę, to wschodniego smutku. No i tego, jak się młody Sencow bawił z kolegami w obóz koncentracyjny dla stonki ziemniaczanej.

Na pewno wspominał te wesołe zabawy ukraińskich dzieci, patrząc na zorze polarne.

Sencow to szczery pisarz, ale leniwy. Nieraz mówi wprost, że mu się nie chce. Szczera jest i jego książka, i rozpaczliwa, i trochę piękna. W trzy godziny i dwie kawy przeczytałem. Wydana przez Centrum Kultury w Lublinie, jak cała seria, w niezrozumiale szarych i brzydkich okładkach.

uwagi

  1. Porównanie kurialne to czyste złoto! 😀 A tak poważniej to z jednej strony przeraża groteska nazwy Biały Miś, a z drugiej dodaje otuchy, że strajk głodowy to stan wyjątkowy, a nie standardowy dla wszystkich.

  2. Musiałem pokazać, że znam tytuł choć jednego rosyjskiego filmu xd No pewnie nie jest tak, jak było. Ale też świat się zmienił, dzisiejsze minimum inne jest, niż wczorajsze, nawet na Syberii.

Dodaj komentarz