Teologia czarnych małp

Jechałem w doświadczonym kapłanem, którego nie ominęły w życiu tytuły kościelne. Pogoda była cudna. Lekko przerzucaliśmy piłeczkę rozmowy, jakbyśmy nie były z nas stare kocury, a młode kociaki.

Aż ów kapłan, mój kierowca, zachwycony pięknem świata, zaczął chwalić Porządek. Nawet jesienią go widać, mimo liści. Zgodnie z zasadami, mówił, jedziemy droga i zgodnie z zasadami obraca się przyroda. A szczęśliwe pająki właśnie rzucają nitki na to cudne powietrze, a jelenie po lasach drą się, zachwycone. A wszystko według odwiecznych praw. Muszą być zasady, z pasją mi wykłada kierowca w sutannie, no po prostu muszą. Bo nie da się inaczej!

Co to był za dzień, gdy Pan Bóg mnie stworzył? Że w takich razach nie mogę się po prostu zgodzić? Że mnie ciągnie na kruchy lód?

Czasem warto zejść z normalnej ścieżki, zjechać z drogi prawa, powiedziałem, a gdy w aucie nagle było słychać tylko silnik, zacząłem opowiadać następującą przypowieść.

W sanktuarium dla dzikich zwierząt w Afryce żyje goryl, dwadzieścia cztery lata, potężny czarny samiec ze srebrnym grzbietem. Te srebro to znak jego tytułu do grupy rodzinnej. Kilka żon, kilka dzieciaków i dwa umiarkowanie zadowolone z jego władzy wyrostki. Nie ma się co gorszyć, że nie żyje z jedną gorylicą. Patriarchowie też nie żyli, ani król Salomon.

Więc badacze obserwują tę grupę od lat i mniej więcej dzieje się to samo. Liście, drzemka, znów liście, trochę gałązki, owoc, iskanie, życie towarzyskie, znów liście, gniazdo na noc, sny młodych o rewolucji, starego o młodości, gorylic o subtelnych gorylach.

I tak dalej, co dnia.

Aż pewnego razu goryl znajduje na gałązce galago.

Galago to taki mały miś leśny, powiedzmy, coś w rodzaju małpki, o takiej małej, tu pokazuję mojemu kierowcy mały palec. Mógłby się na nim cały galago zmieścić. No, a goryl, wiadomo, jak dwa i pół kanonika, tylko masa inaczej rozmieszczona. Więc ten wielki przywódca stada – samiec alfa – dopowiada mój kierowca, ten właśnie samiec alfa przerywa jedzenie i inne obowiązki stanu, i wchodzi w interakcję z galago.

Przez dwie godziny ogląda go, bawi się z nim delikatnie, patrzy na misia, miś na niego, miś chodzi po nim, on się kładzie, miś na trawę i z powrotem, on misia na ramię i tak dalej w tym stylu.

Reszta goryli przerwała jedzenie. Podchodzą. Najbardziej zaciekawiona jest ulubiona samica goryla, ale nawet ona nie może dotknąć misia. Goryl nie pozwala. Na koniec podchodzi pod drzewo, miś leśny przeskakuje na gałąź i znika.

Co galago, jako zwierzę nocne, robił tam w dzień, jeszcze tak blisko ziemi, pozostanie tajemnicą.

Skończyłem opowiadać przypowieść. Jedziemy, tylko silnik słychać. Doświadczony kapłan, którego nie ominęły godności, pyta po chwili, i co?

I nic, odpowiadam.

Aha, goryl miał na imię Bobo. Tyle. Bobo zrobił coś spoza swoich procedur, mówię. Może naruszył zwyczaj, albo prawo. Co mu z tego przyszło? Nie wiadomo. Tyle wiemy, że spotkał się z galago.

Przypowieść spodobała się mojemu kierowcy. Podobało mu się takie przekroczenie norm.

Myślę zresztą, że ten przypadek bardziej potwierdza jego umiłowanie dla prawa, niż podważa.

Żeby to pokazać, potrzeba więcej małp.

W dżungli już tak jest, że nigdy nie wiesz, kto na ciebie patrzy. Bobo i galago nieznanego imienia zostali nagrani i trafili w Internety.

Komentarze pod ich rekreacją są jeszcze bardziej urocze, niż trzystukilowe bydlę delikatnie muskające małpiatkę.

Są czyste zachwyty:

– Słoddkkiee!!!!

– Me serce jest na to za słabe!

– Bobo<3 Little monkey <3<3

– Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego!

Lecz nie należy wierzyć tym, którzy piszą pod takimi filmikami „to najpiękniejszy filmik, jaki widziałem!”. Naukowcy wyliczyli, że każdy taki osobnik produkuje rocznie około stu takich komentarzy, głównie pod filmami z kotami w pudełkach.

Są też wypowiedzi kaznodziejskie:

– Gdyby tylko ludzie byli tacy, jak ten goryl, a nie bandą egoistycznych małp.

– Mamy tyle do nauki od zwierząt. One są dobre, a my?

Są wypowiedzi z amerykańskiego snu:

– Halo, Disney, chyba mam scenariusz na kolejny film!

Są głosy realistów. Ktoś widział, jak w podobnej sytuacji duża małpka zabiła małą, niechcący, zupełnie, jak moja ciocia, która kiedyś ułożyła do snu na podwórzu stadko kaczątek.

Inni zwracają uwagę, że czasem ludzkie bydlę też staje na wysokości.

To prawda.

By nie przytaczać przykładu rodziny, która cała się potopiła, ratując kota ze studni, który przeżył, powiem co niedawno sam słyszałem. Moja młodzieńcza miłość, gdy jej beznadziejnie potrącili psa, to znalazła w końcu gdzieś w Europie superweterynarza, który się podjął za ciężkie pieniądze i wbrew nadziei, etc. I piesek dziś lata.

Jeszcze domyślam się niezapisanego komentarza młodego goryla-sceptyka z tej grupy. Widzę go, jak krzywym okiem patrzy spod krzaka na zabawy Bobo i myśli, jaki on nagle delikatny się zrobił, ten stary diabeł.

Mój komentarz natomiast jest taki.

Ciepłe uczucie w sercu, które wywołuje Bobo i leśny miś, świadczą, że jest w nas jakaś sprężyna, prawo, w geny wpisany zwyczaj, któremu na imię spotkanie z innym.

Czasem wyskoczy, czasem nie i zadziałają inne sprężyny.

Lubimy i cenimy jednak to prawo spotkania.

Z takiej gliny nas Pan Bóg ulepił, a gdyby nie, to by nie było modlitwy.

uwagi

  1. subtelnie i w punkt, na sobotnie myślenie:) slonecznego dnia

  2. Czyżby ów kierowca w sutannie miał jakieś sympatie prokalwińskie związane z góry ustalonym porządkiem? 😉 Słuszne wkroczenie na kruchy lód – dobrze pamiętać, że w ramach porządku jest też spora dawka losowości i chaosu, żebyśmy się nie zanudzili, a natura rozwijała. Niedzielne pozdrowienia~

  3. O, teraz będzie kusiło mnie, żeby zapytać xd Myślę, że przeciętny kalwiński porządek może być większy, niż przeciętny katolicki, ale gdy już się zdarzy nieprzeciętny katolicki, to wszelkie inne mogą tylko powiedzieć „o, ho, ho!” 😉 dzięki, również pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz