Na końcu Internetu – Hodżra

Internet ma tyle końców, ile sznurówki w trampkach, które rozwaliłem w 1995 roku, czyli za tamtej Polski, której smartfony były tak samo obce jak niedziurawe drogi. Internet ma tyle końców, ile tamte porwane sznurówki, a na jednym z nich siedzi Hodżra Nassredin, odcina osłu ogon i udaje trupa.

Książka o nim tak się zaczyna: Hodżra wychodzi na ambonę i pyta, o pobożni wierni! Czyż nie wiecie, co chcę wam powiedzieć? Nie, Hodżro, nie wiemy! Odpowiadają pobożni i na tym kazanie się kończy.

Przypomniało mi to lata na ambonie w Puławach, w Łęcznej. Tamta komunikacja, tamto zrozumienie. Dlatego, chociaż czułem, co tam dalej będzie, czytałem.

A już druga historyjka jest próbą!

Hodżra każe wiernym o miłosierdziu Allaha, który nie dał skrzydeł wielbłądom. Bo gdyby dał, byłby problem, wiadomo, jaki.

Gdyby Bliski Wschód przez chwilę przestał płonąć, można by się pośmiać, że Hodżra, postać średniowieczna, umiał już wtedy odmalować skutki bombardowań, bo oznajmia, że żaden dach by się nie ostał latającym wielbłądom.

Hodżra Nassredin nie jest dobrze wychowany. Dzięki niemu dowiedziałem się, że istnieją dowcipy o głośnym trawieniu w środowisku obcojęzycznym. Hodżra odwiedza Kurdów i beka. Zwracają mu uwagę, na co on wzrusza ramionami, że przecież i tak nie rozumieją, bo to po turecku.

Takie dowcipy są trzy w tej chudej książeczce.

Mówię, koniec Internetu!

Hodżra Nassredin to Turek. To też mędrzec pierwszej klasy. Na jego słuchaczach spełnia się przysłowie o tureckim kazaniu.

Nawraca trzech kapłanów na Islam samą swą głupotą. Pomimo ich wielkiej mądrości. Zadawali mu tak przenikliwe pytania, że aż się zdziwiłem, że nie przypisano im żadnych tytułów naukowych KUL-u.

Hodżra Nassredin umiarkowanie szanuje prawa kobiet, dzieci, zwierząt. Dziś nie zdziwiłby nas na listach wyborczych Konf… ale tu zapominam się i mieszam, gdzie nie trzeba.

Hodżra, czemu siedzisz z wielkim worem na ośle? Bo wór tak jest ciężki że nie mam serca kłaść go na zwierzę!

Innym razem obcina osłu brudny ogon, a gdy nie chcą kupić osła bez ogona, odpowiada jakimś wschodnim przysłowiem o niewchodzeniu z ogonem na targ.

Hodżra, krzyczy żona, złodziej w domu! On na to, cicho, babo, niech szuka, może coś znajdzie, a wtedy mu zabierzemy!

Historie Hodżry Nassredina z żoną są pocieszne. Raz nawet jest między nimi czułość, lecz zaraz Hodżra daje znać, że wie o jej zdradzie. Te historyjki muszą zawsze stanąć na głowie.

W ich rodzinie bywa makabrycznie. Hodżra pobił swoją córkę, którą bił jej mąż. Odesłał ją ze słowami, powiedz temu draniowi, że jeśli będzie bił mi córkę, ja będę bił jego żonę.

Hodżra chodzi w żałobie. Po kim? Po ojcu swojego syna.

Hodżra, ten filozof, to mistrz ciętej riposty. Pożycz linę, prosi sąsiad. Nie mogę, mówi Nassredin, bo ona wybija dziesiątą. Jak może lina godzinę wybijać? Ha, a widzisz, że wybija? i będzie wybijała! Będzie, póki nie postanowię Ci jej pożyczyć.

Hodżra Nassredin jest świętym, nauczycielem i mistrzem duchowym. Jednak czytelnik z XXI wieku czasem musi mieć wrażenie, że w żartach głośno wyraża wątpliwości i to niebłache. Hodżra udaje zmarłego, ma przygody w grobach, potem atakuje karawanę. W końcu, zgubiwszy pogoń, wraca do siebie, a żona, którą nabrał, jest więcej, niż zdziwiona. Pyta go, co jest w zaświatach? Nassredin, święty turecki, odpowiada, że nic nie ma, jeśli nie wkurzysz poganiaczy wielbłądów.

Bywa też Hodża nagi, jak wspomniany turecki święty.

Jego styl życia i pobożność to lekarstwo na coś, to jakaś niezbędna tamtym ludziom przyprawa. Przeciwwaga dla całej niezmiernie poważnej strony ich wiary, jaką wyraża Koran i Hadisy.

Jeszcze to by dodał i to, a tu trzeba kończyć. Po kolei bym całą książeczkę zacytował. No, może bez tego fragmentu, gdzie Hodża mści się na swoim synu. Zresztą, opowieści te wszystkie są przerysowane i nie chodzi w nich o chwalenie przemocy, ale o podważenie ludzkich, a więc kiepskich mądrości.

Lecz trzeba kończyć. Najlepiej księżycem, to w końcu świat Islamu. Jeśli wczoraj widziałeś księżyc, to dlatego, że pewnego dnia Hodżry chciało się go wyciągać ze studni, a był to ciężki, pełny księżyc, a lina Hodżry zaczepiła o kamień, więc się nieludzko umordował, zanim wciągnął, potknął się, przewrócił i zobaczył, że zdołał uratować księżyc.

Po pełni, gdy księżyca ubywa, to dlatego, że robią z niego gwiazdy. Z jednego czterdzieści wychodzi.

Hodżra Nasserdin to wniosek, jaki sformułowali niegłupi ludzie. Oto życie składa się z opowieści, które sami sobie mówimy. Z bezsensownych z pozoru anegdot. Czasem czarując, cierpiąc, szarpiąc, śmiejąc się i mocując z księżycami na dnie studni nie gorzej niż Hodżra, snujemy gawędę dwom niestrudzonym słuchaczom, sobie i Bogu.

Hodżrze Nasserdinie uciekł osioł. Sąsiad mówi, że napewno został politykiem! Na co Hodżra przyznaje, że to możliwe, bo zawsze chętnie słuchał słów mądrości.

W połowie książeczki miałem kryzys, myślę sobie, brzmi to wszystko jak scenariusze głupich filmików na Youtubie. A przecież uśmiechnąłem się, gdy mi na koniec z powagą wyłożono, że te historyjki były natchnione, a miłosierdzie Stwórcy, nieznające granic, dosięga Hodżrę nawet tam, gdzie dziś siedzi.

Na końcu Internetu, dyndając nogami poza ludzkie pojęcie.

Dodaj komentarz