Uzurpator, Piotr Głuchowski i Bożena Aksamit

Europa zna bajkę o królu, którego krawiec oszukuje, sprzedając mu szaty, których nie ma. Tylko mądrzy je zobaczą i docenią, mówi krawiec, a król to łyka i odtąd paraduje nago, a ludzie, a jakże! podziwiają. Dopiero dziecku język się rozwiązuje i czar pryska. Jest też polska wersja tej bajki, znacie?W polskiej wersji bajki król jest bogato ubrany, na czarno, albo na biało, różowo, obwieszony złotem i orderami, paraduje po ulicach i na oczach wszystkich używa sobie na dzieciach, po osiedlach dziewczynki gania, a chłopców w usta całuje i na plebanii trzyma. Jak dziecko któreś krzyknie, to lud mówi cii, bo niewidzialne szaty w tej wersji ludzie mają na głowy narzucone jak wory.

Król jest w polskiej wersji krawcem, jak chce dusze kroi i zszywa. Za norzyce służy mu łamana polszczyzna kazań. Ciach, ciach, hipnotyzuje ich kilkoma słowami, naród, prawda, Żydzi i już może się bawić za pieniądze „Solidarności”, bujać się autami, jakich nikt w Gdańsku nie ma, może grać magnata, może robić swoje, a lud śpiewa, by Bóg ojczyznę mu wolną wrócić raczył, choć ewidentnie rozumu bardziej brakuje, niż wolności. Co robi Bóg? Można zadać pytanie, bo wszystko to w imię Boże, pod koloratką się odbywa? Lud, który za prałatem podążał urzeczony nawet dziś powie, że błogosławi. Ja powiem, po lekturze „Uzurpatora”, że Bóg płacze, zgwałcony przez księdza, uciszony przez rodzinę, rzuca się z okna na trawnik, bo ma szesnaście lat i nikt jej nie uwierzył, że nosi dziecko Jankowskiego, choć wszyscy wiedzieli. Za ostro? To nie Bóg, tylko nastolatka sprzed półwiecza? Za ostro, bo jak to się u nas mówi, nie byłeś materacem, czy, w tym przypadku, nie byłeś trawnikiem.

Być może rzeczywiście za ostre są słowa Pana Jezusa że cokolwiek uczyniliście jednemu z tych małych. Niewykluczone, że powiedzieć, że prałat Boga gwałcił w tych dzieciach, podpada pod paragraf obrażania uczuć religijnych. A był Jankowski wrażliwy na tym punkcie. Dobrze czuł, w czym ma jego zepsucie tarczę i obronę.

Potem w świętej Brygidzie będzie wieszał ukrzyżowane orły bieliki, choć ukrzyżowane były dziewczynki i chłopcy, gdy dorośli walczyli, donosili, strajkowali, pałowali na ulicach i byli pałowani, gdy spali na styropianie i podkradali walutę, gdy łamali sumienia i gdy podpisywali, gdy robili cale te lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte, a teraz, od Michnika, Frasyniuka przez Wałęsę aż po Kurskiego, Krzaklewskiego i cały szereg patriotów nie wiedzą, co powiedzieć, no bo jakieś pogłoski były, coś tam wiedziano, szeptano coś tam, trzciny szeptały, że czasem, albo i codziennie spali chłopcy na plebanii, ale że w jednym łóżku, to tylko po to, by leki podać, życzliwi podawali, bo dowodów nie ma, no w usta całował, ale to jeszcze nie gwałt, ani to przecież, że dowcip miał ciężki, czyli że kobiety traktował z pogardą i tak o nich mówił, bo ciekawe, że ogólnie nie miał nic do powiedzenia, a mimo to wielu wciąż powie, w jego obronie, że nie, bo wyrwane zdania, propaganda, wiadome ośrodki to robią, sterowane zarzuty, ciągle jeszcze ludziom chce się kłamać, ale ich szum jest jak szum trzcin z bajki, z trzcinowiska zmowy milczącej wychodzi dziewczynka, którą po sześćdziesięciu latach ksiądz Kaczkowski wyspowiadał i przygotował do pierwszej Komunii, na chwilę przed śmiercią, i ta dziewczynka mówi prawdę.

W zeznaniach jeden z ministrantów, z których Jankowski przestępcę zrobił, powie, że od prałata nauczył się, że świat na picu jest zbudowany. Świat światem, myślę sobie, zaskoczony bystrością biednego chłopca, świat światem, ale Polska, to na pewno.

Autorzy „Uzurpatora” są prawdomówni, dlatego miłosierdzie przychodzi im naturalnie nawet dla takiego potwora, o jakim piszą. On też był człowiekiem, małym niemieckim chłopcem, który po polsku, jak jego mama i siostry, kilka słów ledwie zna. A tu wyzwala ich miasto Armia Czerwona…

„Uzurpator” to oceany bólu, jak życie, ale oceany pełne barwnych stworzeń, od wspomnianego prałata, cały rok noszącego się jak choinka, poprzez łowców masonów, lojalnych kronikarzy hinduskiego pochodzenia, robotników-noblistów, biskupów-generałów-hodowców danieli. Polska.

Jest to dobra proza non-fiction nie tylko o prałacie, ale także o naszej drodze. Droga to przez Morze Trzcin, tylu prowadzenie Kościoła przez czasy PRL porównywało z ucieczką z Egiptu, ale myśmy po tym morzu brodzili i błądzili i dotąd jeszcze jesteśmy umoczeni. Przez ten polski obyczaj, co nakazuje głosić i szerzyć nieprawdę, bo o zmarłych nigdy źle, bo dobry to ksiądz był, bo pomagał i się dzielił z tego, co nakradł. Jest książka Uzurpator lekturą obowiązkową, dla tych zwłaszcza, co orzekną, że jest zamówiona lub kupiona za wrogie szekle, trzeba przeczytać i potem zapytać siebie, czy jestem w stanie obracać tym zdechłym kotem pedofilii i donosów na tyle długo, by samemu uwierzyć, że nic, lub prawie nic w zasadzie się nie stało, a jeśli coś, to dawno i nie trzeba głośno mówić.

Ale nie dlatego przeczytaj, by prostą poznać prawdę o upadłej naturze człowieka.

Nawet nie dlatego, że styl jest świetny i że to najlepsza narracja o Polsce drugiej połowy XX wieku, jaką znam.

Otwórz ją, bo niesie światło. W środku są nazwiska jasne jak dzień, sprawią, że będziesz dumny, że jesteś człowiekiem Opozycjoniści, dziennikarze, sędziowie, prokuratorzy, robotnicy, matki i ojcowie, a zwłaszcza pewien ksiądz na raka konający, a najważniejsze – ofiary.

Nie wszyscy godzili się na powolne duszenie się w niewidzialnym worze i to daje nadzieję.

uwagi

  1. Literatura ważna w kontekście społecznym, wybudzająca niektórych z pewnością z letargu albo coraz bardziej utrudniająca swoją siłą rażenia wyparcie. Jednocześnie świetnie napisana. Zaangażowana, szczegółowa, przekrojowo pokazująca kondycję naszego braku niezależnego myślenia jako narodu i uwikłania w krzywdzącą zażyłość z kościołem, podbijająca fakt, że państwo świeckie istnieje tylko w teorii.

  2. Tak, nikogo nie oszczędza „Uzurpator”. Najgorsze, że ta zażyłość krzywdzi obie strony, w znaczeniu – zwykłych ludzi.

Dodaj komentarz