Mmmm

Tak wygląda zreformowany w duchu wielkolechickim wyraz morze. Wymawia się tak, jak wcześniej, może, by nie stracić tego cudnego związku z wyrazem tłumaczonym na język sojuszników jako maybe. Po co? No, wygląda jak ręką dziecka narysowana powierzchnia gigantycznego naturalnego rezerwuaru wody. Czyli, jak falująca solanka!

Mmmm.

W związku z tym mamy też sztorm jako: szszsz by oddać namiętność wody i wiatru, oraz ffff na fale. Dlaczego?? No jak to, po pismie jest epoka, jak naucza wieszcz Dukaj, trzeba więc, by litery przekwalifikowały się, choć trochę, w hieroglify, a nawet w piktogramy i uproszczone rysunki.

Wymawia się, te cztery m, powtórzę, tak samo. Widzicie potencjał? Ja widzę. Niektóre wyrazy już są gotowe, statek np jest prawie, że dobry, S to dziób, potem T maszt, burta z bulajem A, drugi T maszt, E jako kajuta, na koniec dwa małe maszty tylne i ster – K.

Poza tym mmmm miałby inne jeszcze użycie, bliskie współczesnego, gdy obowiązkowo mruczy się go przy pysznościach, bo gdy mmmm wymawiane nie jako morze, ale jako mmmm, może mówić o każdym zachwycie, zwłaszcza o wielkiej skali.

Przyjmijmy tak, a wówczas Polak, który wystał swoje w kolejce na Mount Everest, mógłby zdobywszy szczyt, skomentować widok nie tak, jak to dotąd najczęściej się działo, ale właśnie mmmm, odpowiednio rozciągniętym na miarę odczutego zachwytu.

Dodaj komentarz