Czas i Mit. [tłumaczenie]

Książkę tę napisał John S. Dunne, amerykański teolog, który nie gardził dobrą lekturą i pytaniami.

Wydana w latach siedemdziesiątych, wpadła w moje ręce w pięknym wyspiarskim wydaniu. Kto zresztą dziś tak spotyka książki? Bez sugestii z internetu, przez stary, dobry przypadek. Było to w seminarium, z dwanaście lat temu. Segregując biblioteki zmarłych księży, przeważnie nieciekawe, byłem uważny jak człowiek szukający ziaren złota w strumieniu. Czasem trafiałem na coś w wyciszonym setkami tomów pokoju i rozpoczynałem grę z sobą, z biblioteką i czasem, grę o przeczytanie. Często ciekawe rzeczy musiałem odłożyć na miejsce, ale akurat tę książeczkę wpisałem do katalogu, pożyczyłem i pozwoliłem zająć miejsce na krótkiej półce w mojej głowie.

Ponoć człowiek może przeciętnie przeczytać w życiu najwyżej 350 książek!

„Czas i mit” okazał się nie tylko z papieru i z druku, ale i z pytań. Chciał mnie uczyć czytania innych książek i od razu zapragnąłem ten tomik przetłumaczyć, by samemu lepiej zrozumieć i by, jeśli takie Istoty gdzieś tam istnieją, komuś dostarczyła tyle poznawczych dreszczy, co mi.

Pewnie nie uda mi się przetłumaczyć całości, ale nawet fragmenty są ciekawe. Tym, co tknęło mnie, by teraz wrócić do tego pomysłu, to śmierć mojego kolegi, Piotra Hejno, z którym na pewno na temat tej książki rozmawiałem w seminaryjnych latach, więc niech to tłumaczenie będzie dla Niego, by dać życiu i śmierci jakąś klamrę. Oto i tłumaczenie:

Czas i Mit.

Medytacje o opowiadaniu jako odkrywaniu życia i śmierci.

J.S. Dunne. 

Wstęp

W jakiej opowieści żyjemy?
Czy jest to opowieść o przygodzie,o podroży, czy o wyprawie odkrywców?

A może jest to coś prostszego jak opowieść o dziecku bawiącym się nad morzem?

„Nie wiem, jak widzi mnie świat”, powiedział na starość Izaak Newton, „ale ja widzę siebie jedynie jako chłopca bawiącego się na brzegu morza, który raz po raz pochyla się i znajduje ładniejszą muszlę albo kamyk gładszy od reszty, podczas gdy leży przede mną wielki, nieodkryty ocean prawdy”.
Jeśli jesteśmy w opowieści o przygodzie, o podróży, o odkrywaniu, jesteśmy w opowieści, w której czas oznacza wszystko. Nasza podróż może w istocie być pogonią za życiem, jak ta Gilgamesza, może nieść nas do granic życia, w trud zmagań ze śmiercią. Albo może być powrotem z tych krańców, podróżą podobną do podróży Odysa, niosącą nas z zaczarowanej krainy śmierci z powrotem w granice życia, które może być przeżywane w ramach jakie wyznacza nam czas. Może okazać się podróżą na kształt tej przez zaświaty, przez krainę leżącą po drugiej stronie śmierci, niosącą nas jak Dantego od piekła, przez czyściec, aż do raju. Może okazać się też odkrywaniem tego świata, niosąc nas jak Odysa z powieści Nikosa Kazantakisa, aż do biegunów Ziemi, gdzie spotkamy śmierć pośród mrozu i mroku.

Jakkolwiek zechcemy to opowiedzieć, nasza przygoda wydaje się w jakiś sposób opowieścią o śmierci. W opowieści o śmierci mieści się opowieść o miłości, jak ta o Odysie i Penelopie, albo o Dantem i Beatrycze, a w opowieści o miłości i śmierci, mieści się opowieść o świecie, albo lepiej: obejmuje je. W opowieść o świecie wchodzimy jako dzieci, w opowieść o miłości jako ludzie młodzi, a opowieść o śmierci jest dla dorosłych.

Jednak opowieść naszego życia, gdzie idziemy od dzieciństwa, przez młodość, przez dorosłość do starości, wydaje się nie być ani opowieścią o świecie, ani o miłości, ani o śmierci, ale o czymś innym, co obejmuje je wszystkie lub się w nich zawiera. Może to być tak naprawdę opowieść prostsza, jak ta o dziecku bawiącym się na brzegu morza. Jeśli tak jest, czas nie gra w niej takiej roli, jak w opowieściach, które w niej są czy w których ona jest. Opowieść o bawiącym się dziecku jest wystarczająco prosta, by być opowieścią o Bogu, opowieścią o tym, co wieczne. Może być opowieścią o człowieku i o Bogu jak ta o zmaganiach Jakuba z Bogiem. Nasze życie może być opowieścią o zmaganiach z nieznanym, zmaganiach podobnych do zabawy dziecka, łatwych jak zabawa i tak trudnych, jak zwycięstwo nad Bogiem.

„W jakiej opowieści żyjemy?” to pytanie, które możemy zadać pod warunkiem, że jesteśmy bohaterami opowieści i opowiadacz pozwolił nam je zadać. Jakkolwiek by nie było zresztą, możemy i tak je zadać, a ja chcę uczynić je tematem tej książki, albowiem opowieści mogą być snute na temat tego, co czynimy i co się nam przydarza, i czym się stajemy. To pytanie o mit w oryginalnym sensie słowa mythos, co znaczy „opowieść”, „bajka”. Istnieją opowieści w opowieściach. Zapytajmy o nie, poczynając od opowieści, w których czas gra największą rolę i kończąc na tych, w których liczy się najmniej, przechodząc od czasu do bezczasowości, od czasu, poprzez czas życia, aż po moment.

Natrafimy na bezczasowość w czasie, na czas pełen wieczności. Zajmiemy się teraz bowiem słuchaniem i opowiadaniem, a opowieści, jak ufam, poniosą nas od czasu, który jest śmiercią do czasu, który należy do bawiącego się dziecka.

Dodaj komentarz