Księga Daniela! Hymn trzech młodzieńców.

Hymn Trzech młodzieńców nie mieścił się w Księdze Daniela. Dlatego, gdy mnisi otwierali ją tam, gdzie piec ognisty zamknął się za młodzieńcami, to hymn wybuchał jak słup ognisty i potem całą noc musieli śpiewać. Świętą noc z soboty na niedzielę. Ludzie grzali się przy tym ogniu i mówili: Zmartwychwstanie! Chociaż w hymnie było o wszystkim, dosłownie o wszystkim, a nie o zmartwychwstaniu. Przynajmniej nie wprost. 

Trzej młodzieńcy i bałwan

Hymn Trzech Młodzieńców znalazł swoje miejsce w środku trzeciego rozdziału Daniela. Nabuchodonozor król uczynił bałwan złoty, powiada ks. Wujek. Prawa kosmosu są takie, że po uczynieniu bałwana złotego zwołuje się swoją ciżbę, to jest wikarych, siostrę z zakrystii, panią gospodynię, Akcję Katolicką oraz parafian z pierwszych ławek. Oczywiście, w Babilonie mieli ci ludzie inne nazwy. Zwołuje się też, o ile bałwan jest udany, sołtysów, wójtów i burmistrzów, a nawet panów posłów. Tedy się zgromadzili, powiada ks. Wujek, przedni panowie, urzędnicy i sędziowie, książęta i tyrani i przedni ludzie, którzy byli na władzach postanowieni, i wszyscy przedniejsi z krain, aby się zeszli na poświęcenie bałwana, który był podniósł król Nabuchodonozor, i stali przed bałwanem, który był postawił król Nabuchodonozor. Powtórzenia nazwiska króla nie są przypadkowe. Nabuchodonozor na pewno je liczył. Między innymi po to bałwany się stawia. Oczywiście, aluzje do życia kościelnego, jakie tu wplatam, nie są trafne. Kapłani Polscy dają pomnikom, figurom, tablicom i nawet ogrodzeniom na cmentarzu poprawną treść. Nabuchodonozor zaś był heretykiem. Co do formy zaś, cóż, też jest inaczej, niż w Babilonie.

Bardzo piękna uroczystość w Księdze Daniela

Czytam w Księdze Daniela, że na poświęcenie bałwana Nabuchodonozor zaprosił orkiestrę górniczą. W godzinę, któréj usłyszycie głos trąby i piszczałki i cytry, fletnie i harfy i symphonała i wszelakiéj muzyki, padłszy pokłońcie się bałwanowi złotemu, który postawił król Nabuchodonozor, ogłosił wówczas ze sceny jakiś wikary. Była to piękna uroczystość. Analogie z małymi miasteczkami naszego kraju stają się wyraźne wtedy, gdy okazuje się, kto nie posłuchał wezwań do wielkiej radości. Tak, tak, Żydzi! Tu trzeba powiedzieć, że Szadrak, Meszak i Abed Nego nie znali praktyki, jaką przez wieki rozwinęli nasi Żydzi, to jest chodzenia na wizytacje biskupie i pogrzeby patriotyczne, i odsłonięcia pomników. Oczywiście, rabini z małych miasteczek wiedzieli, co robią. Znali dowcip o sprzedawcy świętych amuletów chroniących od pożaru. Gdy mu przyszli spłakani Żydzi z reklamacją, ten im powiedział, że Moc Boża jest tak wielka, że jedna zapałka pijanego goja potrafi przemóc dwa święte amulety, choćby pochodziły od rebego z Kocka! Prawdziwy ogień to bowiem gniew. Choć dziś prawo i kultura sprawiają, że płomień ten siedzi stłumiony w środku, to nic nie zatrzymywało płomienia Nabuchodonozora, gdy obraził się na młodzieńców. Trzej młodzieńcy, wierni Bogu niepodobnemu do nikogo, odmówili królowi. Każdy Z nich był przez to wrzucon w piec ognia pałającego. W miasteczku ledwie wzięliby ich na języki. 

Trzej młodzieńcy, co nic nie wiedzą o życiu

Trzej młodzieńcy, a raczej to, co w nich było żywe i młode, co sprawia, że konik zrzuca jeźdźca, albo że kleryk klnie swoich formatorów w seminarium, to jest młodość  tych trzech musiała być wdzięczna Bogu za prawa, które uzasadniały czasem bunt. Poza strachem mogli więc czuć także coś jeszcze, pełnię. Każda chwila, gdy oglądali rozpalanie pieca, była ich ekstazą. A Piec rozpalono siedmkroć więcéj, niźli był zwyczaj palić. Drugi raz planeta ludzi ujrzała taki ogień dopiero w AD 2015, w Puławach w parafii pod lasem, gdy proboszcz rozpalił ognień na Wigilię Paschalną ze starych palm zniesionych z całego osiedla. Tak za pierwszym, jak za drugim razem płomieniom towarzyszył śpiew.

Hymn Trzech młodzieńców w Wielkiej Ciszy

W filmie „Wielka Cisza”, potężnym wizualnie, jest jeden moment, gdy zaczyna królować muzyka. W nocy kartuzi wstają, by śpiewać psalmy. Jednym z nich jest hymn trzech młodzieńców w piecu ognistym. „Wielka Cisza” jest nieziemsko nudna. Aż z tej nudy piękna. Przedstawia żyjących w ciszy mnichów, którzy zostawili zwykły los i wybrali ciszę. Słuchasz kantyku Trzech młodzieńców i patrzysz na zarysy postaci. Śpiewają pieśń z ognistego pieca. Ale co nim jest, tym piecem dla mnichów? Żal za światem? Wspomnienia? Miłość, jaka się obudziła nagle między przyległymi pustelniami? Tęsknota za Bogiem? To uczucie, jakie budzą w człowieku nieprzesłonięte niczym gwiazdy w górską noc? Strach, zmęczenie? A może choroba, może starość jest tym ogniem? Życie nim jest. Każdy z kartuzów sam dla siebie jest piecem, z którego dobywa się hymn świata. W Puławach, o niebieskim zmroku, pięć lat przed pandemią, piece płonące stały wokół ognia wyższego niż pomnik Popiełuszki, wyższego niż kolumny kościoła miłosierdzia, malowane w niedźwiedzie, fraktale i kosmosy. Skazani na śmierć młodzi z księgi Daniela też żyli dzięki spalaniu. W każdej z komórek ciała płonęło im życie. Dlatego hymn Trzech Młodzieńców jest w całości o życiu, dlatego śpiewa się go w noc zmartwychwstania. 

Hymn, co się na Biblię prawie nie załapał

Dlaczego ten hymn tak mi się podoba? Pytam siebie, ale musiał się o to spytać także ten, kto go włożył w trzeci rozdział Daniela. Na początku go tam nie było. Nie wszystkim to się podoba, protestanci i Żydzi tego nie uznają, ich trzeci rozdział nie jest przedłużony przez hymn, nie liczy, jak nasz dziewięćdziesięciu wersów, choć oczywiście to, jak podzielisz Biblię na rozdziały i wersy to rzecz dowolna. Hymn ma swój rytm i przy jego śpiewie nie słychać podziału, numerków przy słowach ze spisanych ksiąg. Ten, kto go włączył do księgi Daniela, zaburzył tym hymnem prostotę cudu. Ocalenie trzech młodzieńców z płomieni pieca, rozpalonego co najmniej tak, jak puławskie ognisko ks. Sternika, to dzieło anioła. Hymn jednak, zwłaszcza taki, jak ten, długi, wspaniały, pełen mocy, sam wydaje się aniołem ocalenia. Obok krzepiącego obrazu Bożej interwencji pojawia się konkurent, mistyka. Cud jest popularny i ludzie prędzej go wykupią, ale niektórym, za którymś razem, cud się przejje i oni będą mieli uszy łakome na hymn. Hymn kolorowy, pełen życia, pełen kolorów, pogody, stworzeń. Pogański prawie, nic dziwnego, że nie oparli mu się katolicy!

Powody lubienia hymnu trzech młodzieńców

Hymn ten jest najpiękniejszym rozkazem, przechodzącym w zachętę. Biedak, który nic nie ma, który umiera w każdej sekundzie, to jest człowiek, znajduje powód, by rozkazywać mocom wszechświata. Święta władczość pokory! Aniołom, górom i potworom morskim rozkazuje, by wielbiły Pana. Cały świat posyła na mszę, słońce, jak babcia wnuczka, uczy, jak się przeżegnać. Hymn ten to też litania. Człowiek może wreszcie zapomnieć o sobie i o swoim cierpieniu, i zająć się tym, co nim nie jest. A nie jest nim i mgła, i lód, i ptaki, i księżyc, i aniołowie. A najbardziej nie jest nim Bóg. To mistyka, ale zwróćmy uwagę, że o to samo chodzi w nauce, to znaczy, badanie świata koi duszę, bo ją odrywa od niej samej.

Kim naprawdę jest krzak gorejący?

Ten hymn to poezja. Nie ma bowiem sensu. Pytajcie ile chcecie aniołów, upałów, chłodów i wszelkich roślin zielnych, jak uwielbiają Pana? Choć wiedzą, nie powiedzą, bo to nieludzka wiedza. Nie dla nas. To ich. Uwielbiają, jak są. Jak ten kanonik, co zasnął na brewiarzu w letnie popołudnie w pachnącym stuleciami konfesjonale. To zaś znaczy, że człowiek też może tak. Że możliwa jest religia bez mantry morału. Chwałą Boga jest żyjący człowiek, o, w tym zdaniu Ireneusza jest światło, na które chce się patrzeć. A przecież ludzie dlatego wciąż się oskarżają, że mają siebie dość. Więc, żeby być jak reszta, trzeba wyjść z siebie i przyłączyć się do niepojętego świata. Bo zrozumieć go nie sposób. Ten hymn to też kolekcja. Z jego recytacji, tak jak zapewne z jego pisania, płynęła czysta radość zbieracza znaczków, książek, pokemonów. Ma w końcu rytm ten hymn, jak praca serca, powiek, płuc, nóg i rąk. Rytm który płynie i w końcu umiera. Bo dobry hymn to też cisza po wykonaniu. To uczucie, że żal wychodzić z pieca. Żal też przestać myśleć o tej scenie, bo można by snuć i o Trójcy, i o Zesłaniu Ducha, i o Zmartwychwstaniu, i o wszystkim. Można by snuć aż po te piece, w które nie zstąpił anioł, te zgasłe, gdzie teraz łosie łamią gałązki wierzb w pustym obozie na Majdanku, gdy nagle ustały wycieczki pocieszające, bo niezupełnie zainteresowane, za to roześmiane i żywe. 

Księga nie zamknęła hymnu

Lecz męże one, którzy byli wrzucili Sydrach, Misach i Abdenago, prawi ks. Wujek, pobił płomień ogniowy. Gdybym ja był ostatnim redaktorem Księgi Daniela, (pisałem ostatnio o tych redaktorach) to bym pobił płomieniem ogniowym i owego bałwana, co sporządził bałwana złotego. Niechby już ludzi nie palił. Sprawiłbym, z płonącym nad papirusem sercem, iżby moc miał ogień nad ciałem jego, i włos głowy by przypalił się, i szarawary jego by odmieniły się, by zapach ognia przeszedł przez tego Nabuchodonozora. Na przestrogę władcom, co będą koić płomień swej duszy nie poezją i nie nauką, i nie modlitwą i nie muzyką nawet, lecz władzą nad ciałami.

uwagi

  1. Rytmika tego hymnu zawsze przypominała mi stylistyką jakiś kawałek reggae 😀
    Bardzo trafne uwagi o święceniu „bałwanów”! Widzę już tych wszystkich dygnitarzy przy poświęceniu kolejnej figury św. Rity albo obrazu św. Charbela 😉 Tak zjawiskowe pomniki JP2 jak ten ze zdjęcia chyba już niestety wyszły z mody.

Dodaj komentarz