Księga Daniela! Gangi, dieta cud i dwa zepsute dziady. 

Księga Daniela będzie podstawą jadłospisu bloga na Wielkanoc! Zaserwuję teksty o księdze biblijnej, którą Świadkowie Jehowy lubią najbardziej. Mówią o niej częściej, niż katolicy! Ciekawe, że jednym ze znaków pandemii było to, że Świadkowie zniknęli z Bramy Krakowskiej. Zauważyłem to, gdy wracałem po odbiorze książek z „Między Słowami”. Myślałem o tych ludziach, wręczających w bramie „Przebudźcie się!”  z tajniackimi uśmiechami tych, którzy wiedzą, jak to się wszystko skończy. To Świadkowie przypomnieli mi o Danielu. O dietetyku, supermenie i ojcu Mateuszu w jednym. O bohaterze w sam raz na Wielkanoc AD 2020.

Daniel i „Daniel”

Do Księgi Daniela rzadko zagląda się na Wielkanoc. A szkoda, bo jest tam Męka i Chwała, i nadzieja, i wszystko. Księgę Daniela napisał „Daniel”. Piszę go w cudzysłowie, bo to nie był ten tytułowy supermen, ale pisarz natchniony, który zebrał trochę swego materiału, a trochę pozbierał od innych pisarzy. Miał przesłanie, które wplótł w przygody postaci na Bliskim Wschodzie znanej i lubianej – właśnie Daniela. Chciał dać krzepiące pismo udręczonym Żydom. Było to krótko przed narodzeniem Pana Jezusa. Czasy były złe. Na świat spadały zarazy, wojny, reformy, przekupne sądy, a przy tym każdy miał co najmniej jednego sąsiada lub członka rodziny, którego hobby polegało na czynnym udziale w publicznych egzekucjach. Świat wydawał się jak przejrzałe winogrono, które, jeśli go zaraz nie rzucić w tłocznię Bożego Sądu, to zgnije na gałęzi.

Daniel to dobre imię dla gangstera

Imię Daniela oznacza „Bóg jest moim sędzią”. To pogodna sentencja. Podobać się może tym, którzy mają dość tego, że ludzie ich sądzą. Sądy są bowiem pułapką dla człowieka, sądzimy wszyscy, a więc i jesteśmy sądzeni. Czysty stres. Każdy ma tego dość, ale niektórzy bardziej, niż inni. Dlatego imię Daniel i związane z nim znaczenie lubią nie tylko święci, ale lubią je też gangsterzy. Ciekawa rzecz! Od Medelin po Rejowiec Fabryczny ludzie każą sobie tatuować to zdanie, „Bóg jest moim sędzią”, albo, „Osądzi mnie tylko Bóg”. Co mają na myśli? Ano to, że lekceważą prawa ludzkie i jeśli komuś podlegają, to jedynie Bogu, a nie policji czy sądom. Często tacy Daniele myślą, że Bóg co dzień robi im sąd. Co dzień przecież mogą umrzeć. Sądzi ich Bóg nosząc kule i transmitując choroby, także weneryczne, i wprowadzając motory w poślizgi, albo dawkując narkotyk. To bandycka teologia, ale weź znajdź w niej lukę! Jeśli nawet znajdziesz, to im nie mów. Twoja opinia, jak sugeruje zdanie „Bóg moim sędzią”, ich nie obchodzi. Z takich, jak się wydaje, wzięły się pierwsze państwa, co tłumaczy ciągłe wojny między królami na Bliskim Wschodzie, jak to widzimy w Biblii. Ze niesprawiedliwością świata ludzie próbują sobie radzić i pierwszym środkiem, który się nasuwa, jest przemoc.

Znaczenie imienia Daniel podoba się nie tylko świętym

Daniel to niezłe imię dla świętego

W Księdze Daniela, napisanej przez „Daniela”, lub wielu „Danielów”, różnych redaktorów i poprawiaczy, których pewnie było tylu, ilu dziś zasiada w komisjach synodu lubelskiego, otóż w tej księdze widzimy człowieka, który podchodzi do maszyny świata. Stoi przy niej i przygląda się, nasłuchuje jej pracy. W pewnym momencie dostaje z Nieba kij, który wsadza w jej szprychy. Piekielna maszyna świata gubi rytm, albo i staje. Przestaje produkować niesprawiedliwość. Daniel nie jest gangsterem, choćby miał czasem podobne metody, więc nie korzysta, by produkować niesprawiedliwość na swoje konto. Przeciwnie. Daniel wyciąga kij i maszyna świata znów działa, tym razem trochę lepiej. Tak dokonuje się sąd, zawarty w imieniu Daniela. Ten bohater jest więc buntownikiem, podobnym do gangsterów, czasem, jak zobaczymy, nawet łudząco podobnym, ale jednak chodzi mu o coś innego. O naprawę maszyny, raczej, niż zniszczenie. Zaczniemy czytanie księgi, która to opisuje, z dwu stron. Czyli w tym wpisie będzie o pierwszych [Dn 1] i ostatnich rozdziałach [Dn 13-14] Będzie o diecie Daniela i od przepisie na danie z młodej Zuzanny.

Dieta Daniela

Pierwsza scena Księgi Daniela pokazuje gang perskiego króla. Chodzi o błahą sprawę, jaką my nazywamy wolnością sumienia, a oni, z czasów Daniela, nazywali czcią Boga. Konflikt idzie, jak to bywa z Żydami, o dietę. Dieta Daniela. Rekolekcje z dietą Daniela. Odtruwanie. Wielu na tym wiele zarobiło. Wiem, że to ważne, co się je. Mimo tego, nadal nic mnie tak nie śmieszy, jak chłop stary, a przejęty dietą, jednym tchem głoszący prawdy duchowe i pokarmowe. Mniejsza o moje rozbawienie, faktem pozostaje, że rekolekcje w Polsce, które o księdze Daniela wspominały, wspominały właśnie przez tę dietę. Bo to uchwytne i interesujące. Oto trzej młodzieńcy nie chcieli jeść niekoszernego mięsa. Nie chcieli obrazić Pana Boga jedzeniem tego, co zakazał w Prawie. Namawiają więc kucharza, by im gotował pyszne warzywa. Jadłem takie, gdy jeszcze chodziłem na obiady na Lipową, do Pani Joasi, która gotuje tak, że król perski oddał by swe korony. Sto koron za jej marchewkowe wstążki, dwieście za jej barszcze kiszone! Tak chcieli jeść owi trzej młodzieńcy z księgi Daniela, spożywać z dziękczynieniem pyszne warzywa jak władcy lubelskich cmentarzy. Tylko kucharz się bał, że młodzieńcy będą słabi i że król będzie narzekał, że jego gang słabo wygląda, i wymieni kucharza. Młodzieńcy zaproponowali eksperyment i kucharz odkrył, że dieta wegetariańska niekoniecznie osłabia człowieka. Księga Daniela, trochę na złość dietetykom, sugeruje, że to był cud. 

Zielona dieta ma się dobrze także poza Księgą Daniela 🙂

Co daje dieta – cud Księgi Daniela?

Zwykle wyciąga się z diety Daniela naukę, że to post i umartwienie, i cud. Że jeśli nie chcesz zgrzeszyć, to Bóg dopomoże. A jednak widać tam więcej, w tych warzywach, a mianowicie krew. Bo oto jest królestwo Persów. Państwo oparte na przemocy. Maszyna, która podbija ludy. Ludożerczy olbrzym. Moc jego przejawia się także i w tym, ze wybrańcy króla mają po uszy mięsa, jakby co dzień jedli sześć koreańskich skrzydełek z Munchiens. Jedzą dobrze, choćby inni głodowali. Otóż początek księgi Daniela sugeruje, że człowiek może sobie wydłubać w środku takiej potwornej maszyny trochę wolności. Symbolem tej wolności są warzywa. Nie trzeba zabijać. Albo chociaż można trochę mniej. Ktoś powie, że to naciągane wtrącić tu słowo o cierpieniu zwierząt. Czy naprawdę? Gdy Izajasz, jeszcze przed „Danielem”, opisywal czasy mesjanskie, snuł wizję Raju bezmięsnego, gdzie trawę jedzą nawet lwy. Taki zielony lew! Pamiętam, ile pochłaniały zielonego króle, które ojciec miał, zanim przyszly te zarazy, od których robiły się królom krosty i one zdychały. Wtedy jeszcze były zdrowe i żrące. Zrywałeś mlecz i zrywałeś, a one jadły i jadły, przerabiając go na idealnie czarne i kuliste kupy. A ile by przerabiał taki lew! Jeśli więc lew w czasach mesjańskich, to tylko na wolnym wybiegu, bo nawet w deszczowy maj nie natniesz mu mleczu. Mniejsza o chów lwów. Ważniejsze, że „Daniel” i prorocy byli świadomi, że króle i królicy, którzy stosują przemoc, to wierzchołek góry lodowej. Wielkiej mrożącej krew w żyłach góry cierpienia. Ze światem, wiedzą prorocy, jest coś bardzo nie tak. Kto wie? Może nawet mlecze cierpiały, gdy brudziłem sobie ręce ich mlekiem, ich białą krwią? Świat cały cierpi. Cały potrzebuje zbawienia. Według mnie to między słowami mówi „Daniel”. Pozornie głupi początek księgi, dietetyczny, przechodzi w absolutną powagę tego, co jesz.

Każdy Daniel ma swój świat

Młodzieńcy pozostają na służbie króla, choć po kryjomu mijają się z jego rozkazami, żyją trochę w swoim świecie. Ten ich świat to wiara. To bardzo ciekawe. Bardzo realistyczne też. Ich bunt przeciw władzy i przemocy jest ukryty, wewnętrzny, ograniczony. Są jak ten sekretarz partii, co daje cegłę na kościół, a może nawet jak uczciwy oficer Wermachtu. Są w świecie ale mają swoje zasady, tylko Bóg może ich sądzić. Jak mówi Cioran, kto spostrzegł, jaką marnością są ludzkie sądy, małe i wielkie, jest wolnym człowiekiem. Taki wolny człowiek może pójść w dowolną stronę. Zostać albo zbrodniarzem, albo świętym. Może też stać na środku skrzyżowania i patrzeć na ruch ludzi, wtedy jest pisarzem. 

Dieta Daniela wyklucza danie z dziewczyny

Okiełznanie zbrodniarzy przez jednego świetego mamy końcu księgi Daniela [rozdział 13]. Oto dwu starców, którzy mają chrapkę na Zuzię i tłum, który ma chrapkę na jej niekoszerną krew. Mało kto wie, że to najśmieszniejszy fragment Biblii. Ocieka wprost ironią. Nie ma bez niej jednej joty. Historia Zuzi to koniec księgi, która, od początku, od afery z dietą, cała jest o królach, władzy, przemocy, sprawiedliwości i sądzie Boga. Pobożny Żyd to czyta i kiwa głową. Podoba mu się. To właśnie sądzi o pogańskich politykach! Ale koniec księgi Daniela mówi temu Żydowi, nie nie, kolego, to było o TOBIE! To ty jesteś niesprawiedliwy! Jesteś trybikiem w tej maszynie, co miele ludzi i zwierzęta, i rośliny.

Starzy gangsterzy, co chcieli ukraść Księgę Daniela

Widzimy dwu starców, co mówią sobie, że tylko Bóg ich może sądzić. Kpią w ten sposób, bo się nie boją. Wymyślili prostą metodę, by wykorzystywać ludzi. Przymuszają młode kobiety do seksu pod groźbą, że je zniesławią. Karą za seks przedmałżeński w tamtej społeczności był kamień rozbijający czaszkę młodej niedoszłej mamy, nie jeden, oczywiście! Rzucali wszyscy mężczyźni, co czuli wstręt do grzechu. Zuzia wiedziała o tym. Mimo to, uznała, że lepszy taki kamień, niż te dwa stare dziady. Rozumiem Zuzię! Nie tyle jej obrzydzenie, ile jej bunt. Jej wolność w wyborze diety, można rzec. Dwa zepsute, stare dziady chybiły. W odwecie więc wykorzystały stereotyp rozpustnej żony, zawsze żywy wśród chłopów każdej epoki. Stąd widzimy tłum, który ciągnie Zuzię na ukamienowanie. Tutaj wkracza Pan Jezus. Oczywiście, nie we własnej Osobie, ale w Danielu. Daniel jest bezczelny i wywraca stolik ludożerców, pokazuje się jako wyjątkowo zuchwały święty. To dlatego mu się udaje, że jest bezczelny. Rozumie, czym może zaimponować temu rodzajowi ludzi, który lubi publiczne egzekucje.

Księga Daniela przedkłada proces nad ordalia, czyli Boże sądy

Daniel sądzi molestujących dziadów

Ciekawe, że nie Bóg, a Daniel sądzi. Robi rozsądny proces, a nie sąd Boży, oznaczający rzucanie losów albo ciał na wodę. Dziadom, którzy zeznali, że widzieli Zuzię z chłopakiem, i na podstawie tych zeznań prawie ją zabili, Daniel zadaje proste pytania o drzewa. Szacowne dziady twierdziły, że Zuzka cudzołożyła w miłym zielony cieniu. Daniel pyta więc, pod jakim drzewem widzieliście ich obcujących? Zadziwia mnie poczucie humoru „Daniela”, który to pisał. Natchnione poczucie humoru! Co jest w tym śmiesznego? Ano to, że pytanie Daniela okazuje się zbawienne tylko dlatego, że nie uzgodnili szczegółów zbrodni. Gdyby to zrobili, byłby klops. Nie zrobili tego, więc Daniel i Opatrzność mogą uratować Zuzię. Ironiczne i śmieszne jest to, że izraelski starzec, w tradycji bardziej czcigodny niż sam Pan Bóg, jest tu pokazany jako zepsuty głupiec. Jest zbyt łakomy, zbyt wierzący we własny sukces, by uzgodnić fałszywe zeznania. Młoda panna zaś jest pokazana jako czysta.

Stereotypy, ach, stereotypy

Całość sprawy dziadów idzie w poprzek stereotypom. Ale ironia jest piętrowa! oto superbohater Daniel, który musiał myśleć jak sam ojciec Mateusz niebanalnie i poza stereotypami, sam wypowiada stereotyp: Potomku kananejski a nie judzki, piękność sprowadziła cię na bezdroża, a żądza uczyniła twe serce przewrotnym. Tak postępowaliście z córkami izraelskimi, one zaś bojąc się obcowały z wami. Córka judzka jednak nie zgodziła się na waszą nieprawość. Oto rzadki przykład, kiedy proza Biblii Tysiąclecia odrywa się nieco od ziemi i widzi choć piórko z ogona prozy ks. Wujka. Oto też żywy stereotyp! Córki izraelskie, czyli z innych pokoleń, niż Juda, są tchórzliwsze, mniej wierzące, mniej opierające się gwałcicielom! Daniel chwali Judę, a dźwięczy w tym to, co usłyszysz, gdy Ślązaka zapytasz o Sosnowiec. Byłem kiedyś na Ewangelizacji z babkami ze Śląska i Sosnowca. Hutu i Tutsi, choć codziennie rzekały różaniec. Jedna przyszła do mnie i mówi, że Pan Bóg, jak lepił ludzi z gliny, a jakiś mu nie wyszedł, to wyrzucał za plecy, tam dokładnie, gdzie dziś leży Sosnowiec. Te wszelkie stereotypy to sama krew, co płynie w żyłach ludzi. Nawet święty Daniel, myślący w sposób wolny, jest głupi od stereotypów. Głupi, uwiklani ludzie czasem jednak kogoś ocalą.

Kto jest zły, a kto najgorszy

Warto podkreślić to nie starcy są złymi bohaterami tej przypowieści. Zgoda, to gangsterzy, ale jest coś gorszego od gangu, który ma jakieś reguły i interesy. To tłum. Ten krwiożerczy tłum, który na koniec ich dwu dziadów rozrywa na strzępy. To jest ten sam tłum, co krzyczał ukrzyżuj, co zawsze krzyczy „bij Żyda”, albo „rezaj Lacha”. Można wręcz rzec, że tych dwu dziadów to są dwaj złoczyńcy z krzyży po bokach Jezusowego Krzyża. Męka Pana w całości jest z początku i końca księgi Daniela. Z króla przemocowego, czyli Piłata i z tłumu, który da się każdemu manipulować, o ile jest szansa na spróbowanie krwi. Dlatego mówi się, że krzyż to sąd nad światem. Krzyż bowiem stawia przed oczy cierpienie niewinnego. Problem z władzą nie jest tylko problemem z królami. Także demokracje, takie ludowe, gdzie zebranie wiejskie sądzi i uzgadnia wyroki, bywają krwawe, zawsze są głupie. Problem z przemocą na końcu okazuje się zawsze problemem z istotą człowieka.

Antyklerykalny kawał na koniec Księgi Daniela

„Daniel”, co napisał tę księgę, nie chciał, byśmy bezkrytycznie wierzyli w Daniela. Dlatego dał na koniec 14 rozdział. To on, jak uważam, czyni go największym dowcipnisiem Biblii. W „Daniel”, daje dobrze do pieca kapłanom, a także świętym. Antyklerykalny był to pisarz! Ostatnią sceną księgi Daniela jest przypowieść o drogach i bezdrożach duszpasterstwa kapłanów Bela. Kapłanom tym nie wystarczyła sutanna uboga. Wchodzili oni innym wejściem do świątyni i wynosili po kryjomu święconkę, co ją tam król umieszczał, przekonany, że to posąg Bela ją żre. Bo co je, to jest żywe, a jak dużo je, to żyje że hej! Daniel zaś, by obalić tę teologię święconki Bela, zainstalował monitoring z popiołu. Daniel, ów święty mąż,  zachowuje się więc jak nie przymierzając Richard Dawkins! Robi eksperymenty w świątyni, by obalać cuda. Jest jak mój ulubieniec, Sandal Edamaruku, co walczył w Indiach z magami Reiki i zwyciężał, aż podpadł katolikom, gdy znalazł rurkę w ścianie za płaczącą figurką. Z kraju milionów hinduskich fanatyków wygnała do Finlandii tamtejsza Akcja Katolicka! Procesem o uczucia religijne! Cóż, Daniel miał więcej szczęścia, bo kapłani Bela byli kiepsko zorganizowani, gdzież im do nas! Są wobec Kościoła jak rozgłośnie diecezjalne wobec Radia Maryja. Miałem jeszcze nabijać się z kapłanów Bela i z naszej sprawności w funduszach, stypendiach i pokładnych, ale słyszę, że to oni śmieją się teraz zza Wielkiej Rzeki. Widocznie słyszeli już o tej wiośnie, gdy Pan zabrał nam podporę tacy. Ale nie to jest największa ironia.

Co Daniel ocalił, a kogo przeoczył

W popiele, którym Daniel posypał świątynie, utrwaliły się stopy dzieci, które król kazał zabić, gdy odkrył oszustwo ich ojców-prałatów Bela, gdy się zdenerwował, że to oni jedli święconkę, ich żony i dzieci. Wniosek, że chrześcijanin, obalając bałwana, powinien uważnie patrzeć, gdzie ten bałwan runie. Daniel w tym przypadku trochę za szybko zabrał kij ze szprych maszyny świata. Lepiej było powiedzieć królowi, że nie widział żadnych śladów, że to posąg faktycznie zjadał. Wtedy Daniel oddałby życie za braci, bo o życie się założył z królem – gangsterem. A tak, nawet nie tylko dzieci szkoda, ani Zuzann, co je porodziły, ale i tych Belickich prałatów też żal. No i Boga Daniela też, bo Daniel się uśmiecha doń i liczy na nagrodę, jak ten kot, co przyniósł panu w darze jego własnego kanarka. Ta zabawna, a tragiczna historia o końcu fałszywej religii Bela to proroctwo dla świata. Mówi ono tak: przyjdą ludzie, którzy będą pewni swego. Pewni swej wiary, albo niewiary. Będą obalać poglądy innych z lekkością zażynania kury, a może nawet z lekkością cięcia mleczu dla królików. To groza! To grzech Daniela. Krzyczy on do nas, by ręka dzierżąca ostre narzędzie pewności sama nie była nigdy zbyt pewna.

Kolejne wpisy będą o wnętrznościach księgi Daniela, które wszystkie pięknie mówią o Zmartwychwstaniu. 

uwagi

  1. Długi, smaczny i sycący wpis! Zawsze lubiłem Daniela za jego przebiegłość, bezkompromisowość i fart 😉 Spodobał mi się fragment o wolności i tym, że jest przyczynkiem do zostania zbrodniarzem, świętym lub pisarzem. A co ze świętymi pisarzami albo pisarzami-zbrodniarzami? 😀

  2. No właśnie, wypadałoby ich wyliczyć, zobaczyć, czy te zbiory się pokrywają? Może czasem tak. Keruac mi się przypomina jako pisząca kanalia, może aż zbrodniarz? Są zresztą chyba i święci zbrodniarze, co jest może najbardziej przerażające.

  3. Święty-zbrodniarz brzmi jak dobry materiał na główną postać jakiejś powieści i tak wracamy do pisarstwa 😉

Dodaj komentarz