Raimona Panikkara życie kosmiczne

Raimona Panikkara życie weź opowiedz! Jeszcze pierwsza połowa jak Cię mogę, ale druga? Życie Raimona Panikkara było kosmiczne.Siedziałem przed ekranem w rozterce, jak ten biedny ksiądz, co pisze gdzieś teraz list Episkopatu o pandemii. Tyle rzeczy do opowiedzenia! Wymyśliłem metaforę Gangesu. Panikkar jak Święta Rzeka. Jak Ganges, ale wypływający z Pirenejów, co potem płynie przez Kalifornię, by w Rzymie wpaść do Tybru. Tylko, że to mało! Musiałby śmiać się ten Ganges. Latać by musiał samolotami. Medytować, głosić konferencje, krocie zarabiać i łapać za ogon wszystkie sroki, od małżeństwa po duszpasterstwo, a w między czasie – pisać, pisać, pisać.

Panikkar rozmyśla nad kosmicznym życiem

Zostawmy latającą rzekę, zostańmy przy kosmicznym księdzu. Raimon stoi nad Gangesem. Myśli o Wedach i o Chrystusie. To, o czym myśli, zapisze. Potem ogłosi. No i nieraz mu się zdarzy, że będzie według tych swoich myśli żył. Nie, że będzie myślał, co ma zrobić i w myśl tego podejmował wybory. Przeciwnie, te myśli płyną i go unoszą.  W rezultacie, jak każda wielka rzeka, życie Panikkara będzie bardzo bogatym bałaganem. Do końca życia ten porządny ksiądz będzie miał co łatać na swej sutannie, nawet, gdy juz będzie chodził ubrany jak bramin. Nie chcę pisać, o czym Panikkar myślał nad świętą rzeką Indii. Zajęłoby to za dużo czasu. Jeśli ktoś będzie chciał, to potem o tym opowiem. Tu tylko zaznaczam, że to, co robił w życiu, wszystko było przemyślane, nawet to, co przemyślane nie było, jak adopcja dzieci. Ale to potem, teraz ruszamy znad Gangesu, znad zapisanych kartek „Nieznanego Chrystusa Hinduizmu”.

Roześmiane spotkanie religii świata

Nie wiadomo, czy książka o Chrystusie, którą zasłynął, dała mu wpływ na dokumenty soborowe. Religie Indii są w nich krótko wspominane, niektórzy mówią, że właśnie za sprawą Panikkara. Księży, którzy szukali kontaktu ze Wschodem było jednak wielu. Z większością z nich Panikkar się przyjaźnił. Wyróżniał się jednak spośród nich tym, że był świetnym akademikiem. Znał mnóstwo języków, był mocny intelektualnie, wiedział cokolwiek o nauce, choć mówienie, że miał doktorat z chemii jest przesadzone, jak już pisałem w pierwszym poście. Powszechnie jednak uważano, że jeśli spotkanie katolików i hindusów miało coś dać teologii, to właśnie za sprawą Panikkara. Powoli rosła jego legenda, oparta chyba trochę o pogańską wiarę w moc zmieszanych w nim krwi. Ojciec Hindus i matka Europejka, i święcenia, to były jego paszporty. Odważnie i z sukcesami wchodził w dialog religii. Teolog, naukowiec Europejczyk i Azjata, a przy tym uśmiechnięty ksiądz, z rodzaju tych, którym wybacza się wypicie dwu herbat na Kolędzie. Panikkar co prawda gadał, gadał i gadał, rozgadywał się prawie, jak biskup Ryszard na bierzmowaniu, ale przy tym jak się uśmiechał! Nie miałby problemów, gdyby mu biskup nakazał, zrób mi Raimon, duszpasterstwo pań! Do tego tematu jeszcze wrócimy.

Panikkar zastanawia się nad tym, co przeczytał (w tle)

Mój biskup się zgadza!

Panikkar a biskupi. W czasach soborowych miał jeszcze łączność z Opus Dei, ale ciężar jego życia przesuwał się ku Indiom. Inkardynował się w końcu do diecezji Varanasi, gdzie biskup De’Suoza był zjawiskiem rzadszym niż płaczący obraz. On był jak Matka Boża z pieśni, naprawdę. Wszystko rozumiał. Jeśli świat chce tego inteligentnego uśmiechu w latającej sutannie, niech ma, mówił ten biskup. A świat chciał, chciały uniwersytety. Chcieli ludzie z gatunku tych, co chodzą na spotkania międzyreligijne. Panikkar był przecież dosłownie żywym spotkaniem religii. Przy tym był to czas zmian. Ludzie nucili piosenkę Dylana, times they are a’changing. Lepiej naucz się pływać, bo na dno pójdziesz kamieniem, nucili. Jak już było powiedziane, na sugestię pływania Panikkar rozkładał skrzydła, choć, całkiem zabawnie, zawsze, ale to zawsze pytał swego biskupa: Ekscelencjo! Czy mogę polecieć? Mogę poszaleć, być na tym spotkaniu i na tym, wykładać w Berkeley, a być w diecezji Varanasi? Ekscelencja jego, jak kwoka z przypowieści, miłował swe kolorowe jak pawie pisklęta, rzadkim ptakiem wśród biskupów. Tylko błogosławił. Cieszył się, słysząc trzepot Panikkarowych piór. Także Panikkar to ksiądz nietypowy. Taki, który co w Kościele się wycierpiał, to od Opus Dei, a nie od biskupów.

Panikkarowe lata sześćdziesiąte

Nie to, że wielkie uczelnie, Harvardy tego świata pobiły się o Panikkara, ale było blisko. A był to czas zamieszek! Nie tylko, że kwitła telewizja i loty w kosmos, ale i pewne dzikie plemiona opanowały rozszczepianie atomów. jakim cudem jeszcze żyjemy? Po tym, jak Chruszczow walił butem w kulę ziemską, strasząc, że ją spali? A kula wirowała ze śmiechem. Studenci strajkowali w Paryżu. W Alabamie ludzie mogli siadać w autobusach obok białych ewangelików. Gagarin oznajmił, że nie zobaczył Boga w niebie, a wielu sowieckich ateistów nie mogło potem spać, z nawyku odwracania oficjalnej propagandy. W lufach karabinów lądowały kwiaty i nie zawsze wyrzucał je stamtąd pocisk. Chyba, że karabin był sowiecki. Na to wszystko jeszcze kosmiczny ksiądz! Widzicie go, jak tańczy palcami na maszynie pośrodku lat sześćdziesiątych? Jak odprawia mszę za przemianę świata? Cóż, korzystał. Dał się unieść.

Co do mnie…

Kocham tamte czasy. Siedziałem kiedyś na dywanie, pięć lat po porodzie, a w telewizji leciał teledysk „Age of Aquarius”. Patrzyłem, jak skaczą hippisi i zapytałem Hippiskę, która mnie urodziła, o czym śpiewają, Mamo? O Erze Wodnika, powiedziała ta wspaniała kobieta. Słowa zapadły w serce. Dodałem dwa do dwu, bo jestem ze stycznia i pokiwałem głową. Jeśli nie jest to dla wszystkich jasne, to poczekajcie… Chcę powiedzieć, że kocham lata sześćdziesiąte, jak Panikkar, z tym zastrzeżeniem, że bez reformy Mszy.

Kosmiczny Papież Paweł VI cieszy się z uśmiechu Panikkara

Era Wodnika, co się nazywał Paweł VI

Papież zmienił wtedy Mszę. Reszta to pikuś, te atomy i kosmosy, ale papież Paweł Vi zmienił Mszę. Odwrócił księdza, mszał przemienił. Spadła na nas reforma liturgiczna. Gdy o niej mówił, wydawało się, że to Abraham tłumaczy aniołowi, dlaczego jednak złoży w ofierze Izaaka. Kościół zmieniał się. Ocenzurowano wtedy brewiarz, Narażono się tym na gniew św. Apostołów Piotra i Pawła (biskupi nie boją się takich rzeczy), ale, przyznajmy, życie księdza stało się prostsze. Dawny obrzęd poświęcenia palm wielkanocnych był dłuższy niż dziś kreacja kardynała. Po co o tym piszę? Otóż warto pamietać, że Zachód ma jedną religię – chrześcijaństwo. To uproszczenie, ale mądre. Uproszczenie, które mówi, że to, co na Zachodzie, od marksizmu po Oazę Rodzin, to są albo herezje, albo odgałęzienia chrześcijaństwa. Na Zachodzie szefem jest papież. Wspominałem Boba Dylana. Odmówił szwedzkim intelektualistom Nobla. Lekka rzecz! Ale gdyby to Franciszek mu dał medal, o! Stałby ten hippis pod krawatem. Piszę o tym, bo chcę powiedzieć, że Panikkar był księdzem, co świadczył o zmianie w kościele z mocą bomby atomowej. Taki spadł w 1966 na Kalifornię. Na campusie Santa Barbara zatrzymuje go brodaty student i mówi, księżulku, prawda leży na Wschodzie! A Panikkar szczerzy się pięknym uśmiechem. Jest hindusem, buddystą, ateistą, katolikiem i przeszedł przez Opus Dei. Panikkar miał kosmiczne życie! Hippis nie wiedział, co go czeka.

I to, i to, mówi życiu kosmiczny ksiądz

Panikkar brał tożsamości jak leciało. Chwytał wszystkie sroki, które wykluły się z jego gniazda. Gdy w Wielkanoc na górze za kampusem Santa Barbary święcił cztery żywioły (Panikkar, w przeciwieństwie do mnie, reformę liturgii polubił i rozwijał), to myślał o każdym jako o symbolu tego, co w sobie nosi. Ziemia, woda, ogień, powietrze. Katolicyzm, hinduizm, buddyzm i ateizm, cztery żywioły Panikkara. To o dwie religie więcej, niż ma przeciętny polski ksiądz. Lubię tak żartować. Nabrałem tym wielu, bo ludzie myślą, wiadomo, o których. Nabierałem, aż jeden chłopak powiedział: aha, może hinduizm i ateizm, co? Warto tu zaznaczyć, że Panikkarowy hinduizm to nie były tylko figurki i poświęcenia pól, to była Adwaita Wedanta, wiedza niedwoista, Wedy i skomplikowana filozofia. Jej istotą jest prawda: „i to, i to”. Omlet czy jajka? Diesel czy benzyna? Krotko czy długo ostrzyc pana? Adwaita mówi, i to, i to. Panikkar za to ją lubił. Z szerokiej rzeki Indyjskiej duchowości wybrał to, co przypominało jego wykształcenie. Bo nie tylko hippisem był ks. Raimon, ale i intelektualistą, zaczytanym w niemieckich filozofach. Można powiedzieć, że udoskonalił Zachodnie dzielenie włosa na czworo wschodnimi technikami. A reklamował tę umiejętność nader przekonująco. Tak, że gdy postawił warunek, że uczył będzie tylko pół roku, a drugie pół przesiedzi nad Gangesem, Santa Barbara wzięła go bez wahania. A biskup De’Souza błogosławił.

W Kalifornii. Ach, te okna! Ach, to światło! Ach, ta zieleń!

Życie ma słabość do ks. Raimona

Panikkar latał po świecie i wołał, i głosił, że nadchodzi Wiek Wodnika, Era Ducha i dialogu między religiami. Głosząc pojednanie, wyrzeczenie materializmu, zmierzch monoteizmu, dźgał kult mamony w samo serce, kupując bilety i mieszkania, i oszczędzając na pogodną emeryturę, czym dowiódł, że miał ważne święcenia. Ze skromnością przyjmował honoraria. Gdy na koniec osiadł w willi w Travertet, mógł oglądać ze skórzanego fotela, jak chmury kroczą dolinami Katalonii i z dobrym cygarem dumać nad krętymi drogami ludzkości. Czy wspominałem, że był hippisem i intelektualistą? Ale nie był Panikkar oszustem. Nie założył sekty. Jeśli miał coś z oszusta, to tylko takiego, który najpierw musi sam siebie omotać. Nie był cynikiem. Był głupcem, jasne, inaczej nie byłby księdzem. Nie byłby, po pierwsze, mężczyzną, gdyby nie był głupcem! Bóg takimi nas tworzy. Takimi gubi nas miłość. Gubią nas takimi auta, godności kanonickie i malwersacje funduszy unijnych. Ale Panikkara lubimy, bo był głupcem z opowieścią. Był jak Forrest Gump w białej sutannie, za głupi na krewetki, ale w sam raz na niemiecką filozofię. Najważniejszą postacią pięknej opowieści Panikkara, obok Kosmobozi, Chrystusa Adwaitycznego i Mercedes, siostry Panikkara, była Maria Gonzalez Haba. Każdy katolik wie, że nie ma zguby ni zbawienia bez kobiety.

Święte gody Panikkara

Pierwsza wersja, jaką usłyszałem, była taka: stary Panikkar wziął ślub z prostą kobietą. Powodem był protest przeciw celibatowi. Biskupi zignorowali ten fakt, za to siostra kosmicznego księdza, Mercedes, skarciła go. To upokarzające, rzekła, żenić się z teologii, a nie z miłości! Panikkara bowiem intrygowała hinduska koncepcja ofiary jako aktu miłosnego. To pierwsza wersja. Wersji prawdziwej i pewnej nie zna nikt. To, co pisze biograf Panikkara, Maciej Bielawski, jest chyba najbliższe prawdy. Otóż Panikkar Marię Gonzalez znał od lat czterdziestych, od duszpasterstwa studentów i studentek. Nigdy nie zerwali kontaktu, choć nie byli też blisko. Panikkar wszak był wyjątkowo ruchliwy. Załatwił Marii pracę, odwiedzał ją. Nie wiedział o tym nikt, albo sobie ludzie to tłumaczyli, co też nie było trudne, bo Panikkar zawsze miał wokół siebie asystentki. Z tym, że Maria Gonzalez była wyjątkowa. Jestem pewien, że była mądrzejsza od Panikkara. Chciała napisać powieść, a on sam się oszukiwał całe życie, że nie pisuje fikcji. Serca dwa złączył rok 1984. On ma lat 66, ona jest przed pięćdziesiątką. Biorą cywilny ślub w Madrycie, a potem, w małym gronie, jest jeszcze ceremonia, pewnie według jakiegoś kosmorytu. Osiedlają się w Pirenejach, w Travertet, gdzie Panikkar zostaje duszpasterzem. Skandal zaczyna się wtedy, gdy po latach przychodzi im do głowy pomysł adopcji dwu chłopców z Indii. Otóż, nie jest to rzecz, jak się Ten wielki myśliciel przekonał, którą można włączyć do ogłoszeń parafialnych. Nie bezkarnie. Nawet w Katalonii pół wieku po soborze.

Możesz nawet nosić krawat, i ile w sercu masz dość miejsca i dla księdza, i dla hippisa.

Kosmiczne życie i kosmiczny bałagan

Panikkar mówił przez lata, że jest ateistą. Twierdził, że Trójca Święta to metafora, ale biskup nie reagował. Gdy okazało się, że ma żonę, od razu poszła suspensa. Znacie stereotyp kleru z fiksem na seksie, a nie na dogmacie? Ciekawsze jest jednak co innego. Oto niezależny finansowo Panikkar, którego niewiele łączy z Rzymem, który, jak go jego brat Salvador określił, jest kapłanem-hippisem, doznaje nagle skrupułów. Skandal go zaskakuje. Nie wie, czy oddalać żonę, czy nie oddalać, czy odsyłać dzieci, czy nie odsyłać? Po latach małżeństwa, w trakcie adopcji! Tworzy wielki bałagan. Chce pozostać w strukturach kościoła. Chorą Marię Gonzalez w końcu odstawia do mieszkanka w niedaleko swej willi, czasem ją nawiedza. Kilka lat przed śmiercią, gdy jest już bardzo chora, odczytuje w kościele parafialnym w Travertet oświadczenie, w którym mówi, że żałuje. Kara kościelna zostaje zdjęta. Z tego, co pisał Bielawski, to tylko część bałaganu, wielu ludzi nie chce mówić o całej aferze. Panikkar stara się o spotkanie z papieżem Benedyktem (Niemiec! Naszego nie uznawał), ale papież jest zajęty. Stary kot gorzej radził sobie z łapaniem srok.

To, co Panikkar robił w swym kosmicznym życiu wydaje się dziwne, ale staje się jasne, gdy się pozna jego myśl, to jest kosmoteandryzm. Napiszę o tym za parę dni.

uwagi

  1. Człowiek-chaos 😀 choć wydaje się dość niezwykłe, że miał takie fory od biskupów.

  2. Z drugiej strony, jak dowiodły wiadome afery, fory potrafiły być jeszcze większe…

  3. No bardzo to wszystko ciekawe. Pamiętam, jak dziwiłam się dawno temu czytając Antoniego de Mello. Ale widzę, że to był pikuś. Bardzo Księdzu dziękuję za ciekawą lekturę w tych ciekawych czasach.

Leave a Reply