Zaraza w czasach Lublina

A) Mniej aut, ale pędzą. Z daleka kalkulują, że zdążysz przejść. Lubelski kierowca wie, że gdy płoną lasy, nie czas żałować róż.

B) Co zresztą zostało? Nie można wyjść z kolegami, nawet nie na piwo, ale nawet z wózkami do parku, będąc wzorowym tatą. Nie można tego i owego i choćbyś wcześniej nie wychodził, to teraz boli. Tylko pod maską bez zmian. Tam, na setkach koni siedzi twoja husaria. Nawet, gdy buława niegotowa jest na twe skinienie, ta husaria jest gotowa. Stare BMW, nowe Volvo, polo i lancery, a czasem jakiś Ford z rumakiem na czerwonym lakierze, z drżeniem wpatrują się w czerwone.

C) Tymczasem w środku, w aucie, w kierowcy, sokół krąży nad stepem. Sam ci on pod białym niebem czaszki. Runie na gaz, gdy zaświeci się zieleń.

D) Wiosna nie ma kwarantanny. Jeśli myje czasem twarz w śniegu, to żeby zrobić wrażenie na chłopcach.

E) Robi! Wiosno, kto Cię widział w naszym kraju! Byłaś, o wiosno, morderczynią zwyczaju i całkiem cudną pogodą.

F) Widać wkurzenie wśród gołębi, gawronów, sikor. Kto liczył na to, że ludzie naśmiecą i pisklęta jakoś się wychowa na resztkach z McDonaldsa, musi wrócić do natury.

G) W piątek wieczór powietrze smakowało nadzieją. Ulice puste, ale gdy oglądałem drzewo w żarówkach na Bernardyńskiej, przyleciał chłopiec z prośbą.

H) Okazało się, że koledzy jego starsi z pałami nie czekali w krzakach. Chodziło o to, że przez cały dzień (wtedy już laba się w szkołach zaczęła) chłopiec budował zamek z piasku i chciał na zrobić zdjęcie.

– Wie pan, dla matki.

Matka też dzwoniła co minutę, bo było ciemno, a z ciemności leciały pierwsze białe kulki. Świeciłem na zamek telefonem, świeciłem tabletem, ale nie udało się uzyskać efektu. Kompleks był za duży. Chłopiec westchnął i podziękował.

I) Kto inny by nie dał rady, ale ja radę dałem:

– Przyjrzyj się zamkowi i opowiedz o nim mamie!

J) W tym czasie jego kumpel, z innym widocznie nastawieniem do życia, walił deską w oponę, aż skakała jak proboszcz na wizytacji. Niecierpliwił się i pobiegli do bloków, które nagle stały się zamkami, gdzie co mądrzejsi rycerze już pierwszego dnia zadawali sobie pytanie, jaki cud się wydarzy, że dadzą radę siedzieć za murami.

K) Przez Zamojską szedłem zadowolony z rady danej budowniczemu. Tysiąc słów więcej waży, niż obraz, a opowieść jest nad zdjęcia. Ona przetrwa każdą plagę. Jeśli jest dobra, będą ją ludzie opowiadać przy ognisku z mebli z IKEI. Czy dlatego, że słuch w człowieku ważniejszy jest, niż wzrok? Przeciwnie. Nic tak nie maluje, jak słowo, bo ludzie nie patrzą światłem, co im oko wyłapie. Film życia, z pewną domieszką tego światła, codziennie kręci nam mózg.

Dodaj komentarz