Więcej o tym serialu nie napiszę

Czterech rycerzy zjawiło się nagle na Drodze Królewskiej, nieźle już śniegiem kolejnym tej zimy obsypanej. Do mrozu i niewygód byli przyzwyczajeni, ciekawie więc na świat nowy dla siebie spoglądali i rozprawiali– Widzieliście, waćpanowie, ową białogłowę czerwoną, opodal traktu tego obozującą? Byłbym przysiągł, że się przy namiocie krzątała, na którym Serce Panajezusowe gorejące bardzo zacnie wyszyte, ale, gdym się zatrzymał i chwilę jej przyglądał, zdało mi się, że ona, niby Horpyna, zaklęciem ogień pod garem krzesała! – Ozwał się Jan, na co jadący przy nim olbrzym przeżegnał się długaśną ręką.

– Waść zali nie wiesz – rzekł na to Onufry – że tu w tym świecie diabły mroźne bywają, a nie ogniste? Stąd wniosek – dodał, zwracając się do olbrzyma – że u nich piekło waści Myszykiszki zimową porą przypominające być musi, skąd i one strzygi i truposze, co ku nim jedziemy…

– A i zdaje się, że tam już miasto i twierdzę widać! – przerwał mu Longin.

Jadący w samoczwór zatrzymali się na wzgórku, skąd znać już było Winterfell. 

– Przedziwne to, co opowiadacie, waszmoście – ozwał się Michał, gdy ruszyli – o wiedźmach tutejszych pobożnych jako lwowskie norbertanki, i diabłach, którym mróz nad siarkę miły, ale jakem rycerz, jeszcze przedziwniejsze dla mnie, że my pod taki obóz, pod taką twierdzę sławną, napełnioną żołnierzem do boju się sposobiącym nie niepokojeni podjeżdżamy, bo Dalibóg, ani zwiadu, ani czułki nigdzie nie widziałem. Sejmik to, jarmark, czy odpust, bo nie wojsko przecie…

Tak było istotnie. Dwieście tysięcy przeszło luda zajmowało miasto i błonia, a czterej nasi rycerze wjechali przez bramę o nic nie pytani, a gdy zsiedli, pachołki służebne zakrzątały się wokoło ich koni. 

Pan Onufry perswadował, by udac się do Żyda do karczmy i tam wypytac, kto tym circusem dowodzi, ale Jan, Michał i Longin wyperswadowali, że w Westeros Żydów nie ma, a też woleli wojska obejrzeć, niż dna kufli tutejszych szukać. Długie też godziny po całym winterfelskim zamku się przewalali, rowy oglądając i machiny miotające, co ich moc całą pośrodku pola przedziwnie postawiano, aż w końcu ktoś ich przyuważył i wypytał, czy nie są aby dzicy i zza muru, na co mu Onufry rzekł – Waść musisz być z chamów i niedawno uszlachcony, bo widać, że u ciebie dowcip gminny całkiem!

Po tym Davos, nie pytając już o nic, zawiódł ich przed przed Smoczą Królową. 

Tam rozpoczął Jan, jako najprzystojniejszy- Miłościwa Pani, daj nam zacząć od tłumaczenia, że nie byłoby nas tu, gdyby nie pewien kapłan… –

– A tam kapłan zaraz, on nie książę kardynał, jeno altarzysta lubelski – prostował pan Zagłoba.

– Dajże waść spokój, syknął Jan i kontynuował – otóż ksiądz ten, oglądając w przedziwny i zaiste rozum przekraczający sposób wasze poczynania przy obronie tego zamku, w pewnym momencie nie zdzierżył i zawołał na pomoc św. Mikołaja cudotwórcę. Choć zwykle Opatrzność na to nie pozwala, by porządek Wieloświatu dla takich błachostek zaburzać, to do świętego Mikołaja cudotwórcy mając słabość, tym razem, jak widzicie, do prośby tej się przychyliła.

– W jakim ten księżyna był stanie – wszedł znów w słowo Pan Zagłoba – gdy krzyczał „bodajby was Wołodyjowski i Skrzetuski, i Podbipięta walczyć nauczyli”, lepiej nie mówić, bo to zgorszenie, dość, że tak miał umysł tak zamroczony, że największego wojennika nie wymienił… – A i tak żeś waść przyjechał, by w słowo wchodzić – dodał z boku Michał.

Zaczęli przeto wykładać swój pogląd na całość wojennej roboty, że nie uchodzi stawiać machin przed piechotą, jeno za szańcami, by jak najdłużej razić mogły, że zanim się w pole wyjdzie, trza wprzód mur zamkowy mieć obsadzony, co go nie na poklask dawne Starki tak wysoki postawiły, według roty zakonu nocnego – jam na murach strażnik… Michał objaśnił wszystkim użycie lekkiej jazdy, która spieszona, siła może też dokazać z wysoka trupy strzałami rażąc, byleby jej nie używać jak horągwi pancernej, skąd rychło zguba na nią przyjść musi…

Bez końca te i inne rady im dawali, na co wszysycy tamtejsi wielce się dziwili i zaiste nie wiedzieli, co powiedzieć, aż Pan Zagłoba wyprychał

– Ha, na koncepty braci moich nic powiedzieć nie umiecie, a co dopiero, gdy ja głos zabiorę! Bo widzicie, wobec tej umarłych i strzygów ćmy nieprzeliczonej, jaki jest plan wasz? Jakim chcecie wygrać konceptem? Bo zda mi się, że tu nikogo nie masz, kto by myśleniem głowę frasował. Za to wątków widzę siła niepokończonych, i dialogi, Dalibóg, strawne jak podpłomyki z szyszek, żywicą śmierdzące, co to je sobie wypiekacie.

Na co nie wytrzymał czarnowłosy młodzieniec, piękny niczym białogłowa i wyrzucił z siebie:

– My lord, we are in a totally lack of concepts from like three last seasons! –

Co się wykłada, że w ich serialu już od trzech sezonów nikt pomysłu na fabułę nie ma. 

Posmutniało towarzystwo naraz. Na to podniósł się karzeł przy tym dworze igrający i zaczął obcych mitygować, ale go pan Onufry szybko zgasił.

– Czytałem ja ci po drodze o twoich bojowaniach i konceptach i zda mi się, że choć umysł swój o księgi szlifujesz, to ze słabego on żelaza i ostrości nijak nie łapie, choćby i zacna była osełka. Wobec tego, co tu słyszymy, jasnym jest, że to nie Król ów Nocy jest problemem, ino te dwa nicponie, co to scenariusze wam układają… Co na to począć? Chyba tylko wysłać Podbipiętę, niechby się z tego oblężenia przedostał do George’a R.R. Martina i o ulgę jakąś poprosił, jeśli nie w serialu, bo już pewno wszystko zapłacone i cyrografy wszelkie podpisane, to choćby w książkach jakąś poprawę losu waszmościom przyobiecał!

Na to odezwał się rycerz, co wszystkich obecnych na sali przewyższał o trzy głowy.

– Eh, Brateńku, brateńku, słuchać hadko. Wy wszyscy jesteście jednak romantyzmu dzieci. Wiecie, jak powinno być i siła chcecie tego, a świat swoją koleją się toczy. Ja sprawę szybko wam wyjaśnię, że wszytko, nawet co dobre, znudzić się może i znudzi się, za Pana Boga rozkazem, i w niczem dusza tu na ziemi upodobania znaleźć nie może, o czym sam dobrze wiem od czasu, gdy niby św. Sebastian od strzał pomarłem. Nie było możliwości, by serial ten, za taką fortunę, Radziwiłłowską nawet przerastającą, robiony, z sezonu na sezon lepszym się stawał. Nie tak świat działa, dlatego nigdzie nie pójdę, a waszmościom to pytanie kładę na serce, jakemybyśmy wyglądali, gdyby stary Henryk osiem książek stworzył, a mnie aż do ostatniej zabić się wahał? 

Bo Niebo srogo ludzi karze, co dzieła skończyć nie umieją. 

uwagi

  1. Rzuciłam oglądanie serialu po piątym sezonie i jakoś mnie nie ciągnie, żeby go dokończyć, ale przy tej recenzji (a właściwie recenzjofanfiku) uśmiałam się jak norka.
    BTW, nie sądziłam, że zobaczę w internetach księdza, który nie dość, że pisze o fantasy i teologii (czytywałam podobne wpisy, gdy jeszcze byłam tolkienistką, więc takie połączenie mnie nie dziwi), to jeszcze zna PLiO i uważa, że można z tej lektury wyciągnąć coś pożytecznego (znajomi od tolkienistyki chrześcijańskiej zwykle psioczyli, że u Martina to zło i melkoryzm). Taka niespodzianka. 🙂

  2. No, ja miałem być sądzony przez specjalny trybunał Stolicy Apostolskiej, bo twierdziłem, że PLiO jest ciekawsza teologicznie od Śródziemi, przewidywalnych jak imieniny matki przełożonej:) Ostatecznie tolkieniści uznali, że jestem szalony i zostawili temat. Natomiast mam z 1/3 książki o tym i znów muszę coś wrzucić z niej na blog. Dzięki za miłe słowa!

Dodaj komentarz