Bóg się rodzi, t. F. Karpiński, m. polonez koronacyjny [Recenzja]

Gdy Boże Dziecię podnosi rękę, drży Ojczyzna miła w całym swoim sercu o trzydziestu milionach przedsionków, arterii i komór. Drży na błogosławieństwo Kolędy.

Gdy śpiewamy, wspieraj jej siłę swą siłą, każdy robi szybki rachunek sumienia, czy dosyć mocno to wyśpiewał.

Gdy w powietrzu zajaśnieją słowa dom, majętność, wioski z miastami, wszyscy płaczemy.

Arką przymierza między nami, a naszym Bogiem jest ten hymn, ta strzelista kolęda.

Chwałę Bóg się rodzi i jej moc najlepiej uchwycił Miłoszewski, twórca poczytnych kryminałów. Nie została dana ta łaska wielkim literatom. Ani krytyczny Varga, ani Twardoch wolny od ciasnoty, ani nawet Tokarska, zadumana i uśmiechnięta.

Mędrców do żłóbka wyprzedzili pastuszkowie. Jest taki fragment, gdy bohaterowie Bezcennego wracają do Polski w długą noc grudniową:

Przeszli przez rynek i skręcili w stronę katedry dokładnie w chwili, kiedy słyszalny już od pewnej chwili szmer zamienił się w chóralny śpiew. Doszli do kościoła dokładnie na początek ostatniej zwrotki. Karol odstawił walizkę i zaczął śpiewać ze wszystkimi. – Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław ojczyznę miłą…
– Śpiew rozlał się po miasteczku, śnieg zawirował od fali dźwięku, szyby w oknach starego miasta zadrżały. Jeśli kiedykolwiek w jego zatwardziałym ateizmie zdarzył się moment, że był bliski nawrócenia, to właśnie teraz. – …w dobrych radach, w dobrym bycie, wspieraj jej siłę swą siłą… Dał z siebie wszystko. Kiedy wybrzmiał refren, spostrzegł, że Lorentz patrzy na niego szeroko otwartymi oczami. – Myślałam, że jesteś niewierzący. – Ale praktykujący. Od Boga można się odwrócić, ale od ludowych obrzędów nigdy. Tylko westchnęła.

Karol był szczery, gdy śpiewał i gdy mówił o bliskości nawrócenia. Gdy rzucił kolędę między ludowe obrzędy, otwarcie zełgał zza pośpiesznie naciągniętej, gumowej maski cynika. Nie można oddzielić tych trzech spraw, Boga, człowieka i obrzędu.

O tym Bóg się rodzi mówi i tym jest.

Żywym traktatem dogmatycznym. Wiedzą to niby wszyscy, ale nikt prawie nie zastanawia się nad konsekwencjami.

Dogmaty mają konsekwencje. Konsekwencje ma to, że Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami, że Bóg stał się człowiekiem. Nie jest to rzecz z tych, które mogłyby się akurat Panu Bogu, ludziom czy kosmosowi przydarzyć przez przypadek. Sercem dogmatu Wcielenia jest to, że te trzy odległe, najodleglejsze w istocie rzeczywistości są na siebie skazane. Ku temu szedł kosmos od pierwszego samozapłonu wodorowej chmury w gwiazdę. Ku temu myśmy szli przez puszcze rajskie i sawanny.

Czy można powiedzieć jednak, by On był skazany? By On ku temu szedł?

Teolodzy są tu dużo ostrożniejsi, niż kolędy, niż kościelna pieśń. Za czasów wielkiego Leona, który wykuwał chrystologię po dziś dzień służącej nam bez cienia rdzy, śpiewano w Rzymie w noc Narodzenia:

apparuit humanitas dei nostri

Objawiło się człowieczeństwo Boga naszego, specyficzne tłumaczenie wersu z listów pawłowych.

Jak zauważa Gesche, tagwiazda współczesnych dogmatyków, ocieramy się tu jednym ramieniem o bluźnierstwo, no bo jak, człowieczeństwo, stworzona marność w Nim? Ale drugim ramieniem ocieramy się o ścianę groty, w której betlejemscy pasterze w wiosenne noce piastowali owce, a czasem anioły.

Nie chcę wiele pisać, bo dogmat łatwo skazić nudą, ale muszę zauważyć: Bóg się rodzi pokazuje, jak bardzo paradoks tłumaczy i ułatwia nam przyjęcie świata. Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskończony, mówi o podstawowym ludzkim doświadczeniu, o zaskoczeniu tym, że to co miało być wielkie, jest tak małe, a to, co zdawało się nie być, wyrasta i przebija niebo.

Kolęda rzuca ciepły blask na dobre i złe życiowe doświadczenie. Czyni to zaś bez kazań, językiem wzruszeń i wspólnego śpiewu. Możesz wyśpiewać swoją chwałę i swoje uniżenie i przedziwność kosmosu, i wyznać, że w ten nasz świat, jakim jest, wlazł Bóg, i to Niemowlęciem.

Nawet, jeśli organista będzie wczorajszy, ludzie warstwami spiętrzą się w kościele, jeśli nawet pleban pomyli się w corocznie powtarzanym kazaniu, gdy usłyszysz pierwszą nutę tej kolędy, wysoką jak żadnej innej, możesz być pewny, że różowa rączka w Betlejem, dwa tysiące lat temu przesyła Ci najpełniejsze błogosławieństwo.

 

Dodaj komentarz