Metoda na kazanie

Albo jak je napisać? Oto schemat, który znalazłem na blogu pewnego psychiatry.

Uniwersalna metoda prorocka ma trzy etapy:

Po pierwsze, dobro i zło są z pewnością prawdziwe. Wiesz, że są prawdziwe. Możesz dyskutować na zajęciach z filozofii o tym, jak bardzo są one subtelne i skomplikowane, ale to bzdura i ty wiesz o tym. Dobro i zło są najbardziej rzeczywistymi i oczywistymi rzeczami jakie kiedykolwiek zobaczysz i wystarczy rzut oka, by je rozpoznać.

Po drugie, jesteś, jakby to powiedzieć, głupcem. Wiesz, czym jest dobro, a go nie czynisz. Wiesz, czym jest zło, a mimo to je popełniasz. Unikasz prostej i wąskiej ścieżki, preferując ścieżkę łatwą i wygodną. Wymyślasz dla siebie usprawiedliwienia i oskarżasz innych ludzi, że są przyczyną twoich problemów. Możesz mówić, że jest inaczej i być może inni ludzie ci uwierzą, ale ty i ja wiemy, że kłamiesz.

Po trzecie, nie jest za późno na zmianę! Mówisz, że sprawy zaszły już z tobą za daleko, ale to kolejne kłamstwo, jakie sobie wmawiasz. Jeśli będziesz pokutował, otrzymasz przebaczenie. Jeśli wykonasz jeden krok w kierunku Boga, On zrobi w twoim kroków dwanaście. Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, wybieleją jak śnieg.

Przedstawiona metoda on niezwykle skuteczna i z mocą działa na ludzi, czytamy, Jest łatwa, stara jak kurz i działa. Od razu wydało mi się, że ma rację. Trafnie wychwycił te elementy z Biblii, a do tego zauważył jeszcze, co sprawiało, że szczególnie mocno działała ona u Pana Jezusa – to, że mówił On z władzą, z wewnętrznym przekonaniem.

Akurat miałem głosić rekolekcje adwentowe i trzy dni zaplanowałem według tego schematu, z paroma modyfikacjami.

W pierwszym dobro powiązałem ze Źródłem dobra i życiem Chrystusa. Ludzie czytają Ewangelię i widzą, że jest piękna i dobra.

W drugim nie tyle zmodyfikowałem, ile zamieniłem na kilka niewymyślonych scen z życia.

W trzecim położyłem nacisk na małe postanowienie poprawy. Małe oznacza tu dobre dlatego, że oznacza możliwe do realizacji. Konkretne. Stoi za tym wiara, że jak człowiek zobaczy, że może robić coś lepiej albo dobrze, to się zapali ogólnie do poprawy.

Dobrze wspominam tamte rekolekcje.

Ludzie byli zadowoleni, słuchali z uwagą, sowicie nagrodzili na koniec.

Cytowany tu psychiatra zawarł ten schemat w omówieniu książki Jordana Petersona Dwanaście życiowych zasad. Antidotum na chaos. Nie jest to pozycja katolicka, ani nawet chrześcijańska, ale sprzedała się niesamowicie i przyniosła Petersonowi sławę, bo popierała rzeczy takie jak:

ścielenie łóżka, sprzątanie własnego domu przed naprawianiem świata, mówienie prawdy, niezrzędzenie dzieciom, bycie mężczyzną, bycie kobietą, przedkładanie działania sensownego nad zyskownym, korzystanie z godziwych przyjemności, dbanie.

Jeszcze ważniejsze jest to, czego jego książka nie popierała:

trzymania siebie pod kloszem, ubierania chłopców w suknie, ubierania dziewczynek w zbroje (chyba, że mają na imię Joanna), podporządkowywania przedszkolnych tradycji prawom Islamu, płynięcia z prądem, stawiania zasad stada nad wszystkim, niegłaskania kota, lekceważenia smoka.

Peterson nie jest idolem regresywnej lewicy. Właściwie to na regresywnej lewicy straszą nim dzieci, jak u nas straszyło się bebokami.

A przynajmniej straszyli, zanim nie pojawił się lepiej się do tego nadający przez swe chamstwo czterdziesty piąty prezydent Stanów Zjednoczonych. Ludzie jak Peterson zagrzewają do walki z brakiem rozsądku do walki o wolność słowa, Trump zaś szkodzi ideom, których użył, by wspiąć się na najwyższe konary władzy. Nie poprowadzi żadnej krucjaty. Ale to osobna historia.

Autor, z którego omówienia tu korzystałem, amerykański psychiatra z Kalifornii, nie jest z lewicy regresywnej, ale na pewno nie jest też  konserwatystą, raczej liberałem, ale, ale, no właśnie, wyznał w swoim omówieniu, że po lekturze 12 zasad przez jakiś czas bardziej pilnował ścieżki wąskiej i stromej.

No i napisał, że ma Petersona za dobrego człowieka, choć w wielu miejscach się z nim nie zgadza.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz