Kolory „Ogrodu Rozkoszy Ziemskich” Bosch stworzył z powszechnie znanej palety. W bajkach może być jakiś proszek, który trzeba sprowadzić z daleka do czarów. W życiu jest trudniej. Trzeba mieć Boscha. Wtedy starczą pędzle i ochra, żółty z cyny i ołowiu, zielony malachit, niebieski azuryt, czarna kość, czerwony cynober, albo vermilion, ołowianą biel, może jeszcze parę kamyków, które trzeba było skruszyć w moździerzu i zalać olejem.

Malowałem od urodzenia. Pierwszy sukces przyszedł, gdy miałem pięć lat. Moje kolaże zawisły w Domu Kultury w Milejowie. Oglądałem je i świeciłem do aparatu trzema mleczakami, jakie mi wtedy zostały. Podeszła Pani Dyrektor i powiedziała: jakie piękne! Podszedł Pan od kina i powiedział: super, mały. Ludzie podchodzili i gratulowali. Dopiero drodze do domu ogarnęły mnie wątpliwości.

Staje przed tobą anioł Światła, wyciąga przed siebie obie dłonie. Na nich garść czegoś, co najpierw przywodzi na myśl małe cukierki, jakie czasem leżą na poczcie lub w banku. Ale, jeśli się przyjrzysz, zobaczysz, że to coś więcej. Każdy z nich świeci jak szlachetny kamień i ma moc sprowadzić na świat Kaplicę Sykstyńską, słynne Słoneczniki, albo ołtarz Wita Stwosza. Przed tobą anioł z dwiema pełnymi garściami talentów. Małych węgielków, zdolnych zapalić wyobraźnię. Jednym takim sprawny diabeł wytargować by mógł ze sto dusz artystów. Niekiedy tylko jakiś geniusz dostawał od Boga dwa takie lub, jak Leonardo, trzy. Anioł trzyma mnóstwo ich na otwartych dłoniach i patrzy na ciebie pytającym wzrokiem. Którym się poczęstujesz? A może, jak dziecko, co się nie zna na grzecznościach, porwiesz wszystkie?