„Siedem typów ateizmu” Johna Graya to filozoficzne polowanie na święte krowy. Czyta się je niczym powieść, choć Gray związał się z głupszą z dwu sióstr, nie z literaturą, a z filozofią. Po polsku autor ten wydał tak intrygująco brzmiące tytuły, jak Słomiane psy: myśli o ludziach i innych zwierzętach, czy Czarna msza: apokaliptyczna religia i śmierć utopii. Siedem typów ateizmu także na pewno by się u nas sprzedało, ale póki co przeczytać je musiałem w oryginale.

Czuję przypływ odwagi. Nie jest to niestety puls mojego wewnętrznego morza, lecz raczej duchowego Bałtyku, na którym unosi się nasz dzielny Naród pomiędzy dziełami swojej pracy i zadumy na dłubankach klasy „Tabu”. Wiadomo, kto nimi pokołysał – bracia Sekielscy i dzielne Ofiary, które dały świadectwo prawdzie, jak kazał Pan Jezus.

Czuję przypływ odwagi. Nie jest to niestety puls mojego wewnętrznego morza, lecz raczej duchowego Bałtyku, na którym unosi się nasz dzielny Naród pomiędzy dziełami swojej pracy i zadumy na dłubankach klasy „Tabu”. Wiadomo, kto nimi pokołysał – bracia Sekielscy i dzielne Ofiary, które dały świadectwo prawdzie, jak kazał Pan Jezus.