Czego nauczyłem się, pisząc doktorat z teologii

Nawet obrona Jasnej Góry nie zawsze była skuteczna, a co dopiero obrona mojego doktoratu z teologii. Nie wiem, czy obronię go we wrześniu, ale wiem, czego mnie nauczył i tego nikt mi poza sklerozą nie odbierze. 

Pisząc doktorat z teologii, nauczyłem się, że takich doktoratów nikt nie czyta

Nie tylko doktoratów nikt nie czyta, ale także książek o teologii. Nie tylko, że nie ma ich w koszu z książkami w „Biedronce”, ale i nie ma ich na półkach innych teologów. Jeśli stoją tam, to nieczytane, a jeśli czytane, to tylko do połowy. Skąd to wiem? Panikkar, człowiek, o którego pisaniu napisałem pracę, zaczynał swe książki od tego, że świat czeka zagłada. Jedynym wyjście to natychmiastowa radykalna transformacja duchowa. Pisał on tak od końca II wojny światowej do 2010 roku, gdy umarł. Miał mnóstwo badaczy, z których na to proroctwo końca świata nikt nie zwrócił uwagi. Świat czeka zagłada, czytali w jego książkach we wstępie, nad czym przechodzili spokojnie dalej, do recept, jakie wypisywał światu Panikkar. Na studiach sprawdza się czasem wykładowców pisząc na kartkówkach bajkę o kapturku, a Panikkar był takim właśnie kapturkiem. Każdą swoją poważną teologiczną pracę zaczynał od proroctwa, które nie miało prawa się sprawdzić. Nikt się go za to nie czepiał, dopiero ja.

Pisząc doktorat, nauczyłem się, że koniec świata to marchewka

W amerykańskich kreskówkach bohater wiesza przed osiołkiem marchewkę. Osiołek skupia wzrok na warzywie, a wózek rusza z miejsca. Podobnie przez wieki pomagali sobie teolodzy. We wstępach traktatów zawieszali koniec świata. Jeśli, powiadali, nie weźmiecie pod uwagę tego, co piszemy o tym, jak Dzieciątko Jezus przeżywało Unię Hipostatyczną, to będzie źle. Wszystko runie. Ludzie nie będą mówić „dzień dobry”, a potem podpalą kościoły i tańcząc naokoło, zaczną używać życia. Panikkar poszedł jeszcze dalej. Jeśli Boskość, człowiek i kosmos nie uzgodnią wspólnej wersji, grzmiał, to Byt się załamie. Nastąpi taki krach, którego nawet diabeł nie przeżyje. Natomiast zaradzić temu można medytacją, spotkaniami międzyreligijnymi i lekturą dzieł Panikkara. Przypominał on w tym tylu innych teologów. Przeciętny chrześcijanin to konserwatysta, więc jeśli teolog zasugeruje mu, że eutanazja jest w jakiś sposób powiązana z dogmatem, ma jego uwagę na dobre pięć minut. Przy dobrym wietrze da się taką eutanazję powiązać po kolei z Marcinem Lutrem, Kantem, Heglem, Marksem, diabłem, Karolem Darwinem, Komunią na rękę i „Tańcem z gwiazdami”, jak to czyni choćby ks. prof. Guz. Kto zważałby na jego pisanie, gdyby nie ta rozpalająca emocje marchewka?

Pisząc doktorat, nauczyłem się, że to wszystko to jednak wina Żydów

Panikkar uważał, że świat skończy się przez to, że ludzie mają źle w głowach. Zwłaszcza ludzie Zachodu, wierzący już tylko w naukę. Hasło „zgniły Zachód” kojarzy się trochę z komunistyczną propagandą, ale jest od niej starsze. Weźmy Heideggera, który należał długie lata do NSDAP, a składki przestał opłacać dopiero w 1945 roku. Dlaczego słynny filozof należał do partii palącej ludźmi w piecach? Ano, bo podzielał jej przekonanie o schyłku Zachodu. Upada cywilizacja! Białą rasę najeżdżają rasy niższe. Wysoką kulturę Europy zabija amerykańska chała, a NSDAP mówi, że na to pomoże. Wojna nic tu nie zmieniła. Gdy w latach sześćdziesiątych Heideggera odwiedził Panikkar, rozmawiali o tym, jak monoteizm zatruł duszę Zachodu. Kiedyś ludzie czcili jednego Boga, dziś czczą jedną naukę. Zgroza! Panikkar i Heidegger zgodnie kiwali głowami nad takim upadkiem. Winni są oczywiście twórcy idei jednego Boga i jednego rozwiązania – Żydzi, skądinąd naród niezwykle w naukach ścisłych zasłużony. Ale o tym, wspomina po latach Panikkar, trochę niezręcznie było mówić. Heidegger istotnie nieczęsto mówił o Holokauście, zdaje się, że tylko raz, gdy zaatakował przemysłowy chów kurczaków jako nowy objaw upadku Zachodu. Obaj myśliciele nie chcieli robić nikomu krzywdy. Mamy 2020 rok. Intelektualne plemniki Panikkara i Heideggera płyną przez świat i znajdują wiele głów gotowych na przyjęcie prawdy, że wszystkiemu winne są idee. Zważywszy na atrakcyjność tej ich ideowej marchewki trudno w nie przyznać im w końcu racji.

Pisząc doktorat, nauczyłem się, że niespokojne jest serce człowieka

Inna rzecz, której nauczyl mnie doktorat, to podważać autorytety. Weźmy takie zdanie: niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu. To Augustyn, wielki umysł, a przecież napisał tu nieprawdę. Serce człowieka niespokojne jest. Kropka. Myśl, że w Bogu się ono uspokaja, że Tam, między Trzema, jest odpoczynek, niczym w oku huraganu, to mit. Wystarczy zobaczyć, jak to serce spoczęło u samego Augustyna. Pisał, pisał, pisał swym sercem i  na dobre, i na złe Europa tysiąc lat żyła jego niepokojami. Nawet na koniec jego serce odbijało się od psalmów, które kazał sobie wypisać na ścianach w pokoju, gdzie leżał, odbijało się od wspomnień o kobiecie, której pół wieku nie oglądał i od nadziei na Boga, którego za chwilę miał zobaczyć. Aby serce Augustyna spoczęło w Bogu, On sam musiałby być spokojny, na co nie bardzo wskazuje fakt stworzenia świata. Niczego nie tworzą osoby spokojne. Nauczyłem się tego pisząc doktorat z teologii o Panikkarze, którego teologia wprost roznosiła i którego serce też rozbijało się o psalmy, kobiety i Tajemnicę. Niespokojne jest serce, które spoczywa w Boskiej karuzeli życia, z której sypią się kartki teologicznych traktatów, pełne recept na choroby, których czasami nie ma.

Pisząc doktorat z teologii, nauczyłem się, że wielu ciekawych rzeczy

Pisząc doktorat, nauczyłem się, że świat jest tak cudownym miejscem, że z zapisków z karuzeli można utrzymać się i jeszcze kupić willę w katalońskich górach. Nauczyłem się, że najciekawsze jest to, o czym nikt nie pisze. A także, iż wcale nie trzeba mieć racji; Panikkar nigdy jej nie miał, a dobrze mu się żyło. Był uśmiechnięty, pogodny, lubiany. Gra pozorów, jaką prowadził z prawdą, była wygodna dla wszystkich – ludzie nie chcieli myśliciela, który pisałby prawdę. Zawsze wybiorą takiego, który pisze zawiłe rzeczy, tak, że prawda stale może być przed nimi. Niby na wyciągnięcie ręki, ale niedostępna, jak ta marchew z kreskówki. Wolą wierzyć, że nagle ze światem zrobiło się coś nie tak, że Zachód zgnił, niż uznać, że zawsze był taki. Problemy ludzi są odwieczne i nie mają rozwiązania, a już na pewno nie dostarczy go teologia, nawet tak przekonana o potrzebie duchowej transformacji jak ta Panikkara. Być może jednak po to Bóg stworzył teologów? By ludzie łudzili się co do swego losu? Pisząc doktorat z teologii, nauczyłem się, że wielkie słowa dobrze nadają się do przesłaniania świata.

uwagi

  1. Heh, ten Panikkar to się umiał ustawić z tym domem w górach 😀 Trzymam kciuki za obronę!

Leave a Reply