Sławoj Žižek jako roztańczona Myszka Miki

Tak, jak w Kościele słynie JE Sławoj Leszek Głódź, tak na lewicy słynie Sławoj Žižek. Kto wygrałby w boksie czy w piciu oranżady, nie wiadomo, lecz póki co Žižek, choć przegrywa w dyscyplinie „hodowla danieli”, to prowadzi na punkty w kategorii „pisarze”. Udała mu się nawet niewąska sztuka napisania książki z dowcipami, a to już wiele, jak na lewicowego filozofa.

Kim nie jest Sławoj Žižek?

Kiedyś obrazem lewicowego filozofa była dla mnie wenecka Myszka Miki. Dwadzieścia lat temu widziałem w Wenecji Rosjan, którzy sprzedawali Myszki Miki tańczące na sprężynowych nóżkach. Nie widziałem co prawda drucików, ale domyślałem się ich, w przeciwieństwie do wierzących w cud Amerykanów, kupujących za dolary te supernowoczesne myszki na placu św. Marka. Otóż myśl Sławoja lewicowego filozofa tańczy w oczach zachodniej lewicy niczym myśl Sławoja biskupa w oczach kandydatów do bierzmowania, a o ile myśl Sławoja z pastorałem wspiera się na doskonałej teologii, o tyle myśl drugiego Sławoja wspiera się na Lancanie, który może się okazać, obawiam się, teologią niemal równie doskonałą. Ale moje wątpliwości co do psychoanalizy Lacanowskiej są tego samego rodzaju, co przed dwudziestu laty były moje wątpliwości co do tańca myszek. Jednego i drugiego nie rozumiem. Rozumiem jednak, że może być prosty drucik wyjaśniający ruchy bardzo skomplikowane i mogą być chętni na wiarę w brak drucika. Ci, co go nie zobaczą, zanim im nie wejdzie do oka. Ale przecież nie tylko o drucik idzie, ale i o ruch myszek, o to do jakiej muzyki te myszki tańczą. Dwadzieścia lat temu w Wenecji puszczano myszkom „Rasputina” Boney M. Byłem skłonny za tę piosenkę wiele przebaczyć. Tak dziś przebaczam Sławojowi niedomagania jego myśli za to, jak mu tańczą słowa. Sławoj Žižek nie wiem, jakim jest filozofem, ale jaki to pisarz!

Sławoj Žižek, pisarz!

Różnica między filozofem, a pisarzem, polega na wrażeniu, jakie płynie z czytania. Wpadła mi w dłonie książka filozoficznych kawałów Sławoja. Obrzydliwe kawały! Nie polecam nikomu. Gdy ją czytałem jednak, świat umarł dla mnie, a ja dla świata. Filozoficzną książkę lewicowego intelektualisty z kawałami żarłem strona po stronie Nie wszystkie dowcipy były trudne, ale wszystkie były brzydkie, no i działały. Z kawałów Sławoja o Panu Jezusie sam Pan Jezus by się uśmiał, ale pewnie już nie wszyscy Apostołowie, na pewno nie Maria Magdalena no i wiesz Sławoj, niezłe, ale nie powtarzaj może przy Matce, mówi Pan. Ponieważ czerwiec jest czasem przenosin księży, zacytuję raczej niebiblijne kawały Sławoja. Przyjaciel pyta lekarza, czy może mu udzielić darmowej porady. Lekarz zgadza się, ogląda go i udziela: zdecydowanie powinien Cię zbadać doktor, przyjacielu! Žižek opowiada ten kawał, a potem strzela kazanko o psychoanalizie. I całą książkę tak. Komunizm, psychoanaliza, chrześcijaństwo. Śmiech. Chrześcijaństwo, psychoanaliza, komunizm. Znów śmiech. Są tam dowcipy nadające się na kazanie, być może wygłoszone dla dziennikarzy mediów katolickich, być może „Niedzieli”: Inżynier z NRD dostaje robotę na Syberii, komuna jeszcze stoi. Trochę się cyka, że go będą trzymać na łańcuchu, więc mówi rodzinie, że w razie cenzury to, co napisze w liście niebieskim atramentem to fałsz, a to, co czerwonym, prawda. Dostają potem list: ciepło, ludzie mili, jedzenia obfitość, piękne widoki, wolność i bogactwo, tylko czerwonego atramentu brak.

Uwaga, bo Sławoj Žižek to… komunista!

Stojąc na placu św. Marka, myślałem o Sławoju, chociaż jeszcze o nim nie słyszałem. Myślałem sobie, że gdyby nie komunizm, to by Rosjanie nie musieli sprzedawać tańczących myszek, a Lublin wyglądałby jak Wenecja. Sławoj Žižek to komunista z byłej Jugosławii. Lesista Słowenia to jego kraj. Gdy żartuje z sobie z zachodnimi kolegami, potrafi wystrzelić: nie bój się, NIE ZA TO pójdziesz do Gułagu! Albo: gdy już przejmę władzę, zawsze w twoje urodziny jako nowy Stalin zadzwonię do zarządu obozu, żebyś dostał dwa talerze „zupy” i półtora kromki chleba! Amerykanie go za to uwielbiają, choć pewnie czują, że taki obóz to nie domek na prerii. Ale jak się mają bronić? Sławoj to widowisko, To pożar w kinie i w bibliotece. Chłop czyta razem Hegla i Tomasza z Akwinu, jedno słowo z jednego, drugie z drugiego, na przemian, a potem komentuje filmy. Budząc dreszcz w nieco purytańskiej, zachodniej lewicy, mówi Sławoj, co myśli: przepraszam, jak najbardziej wszystko rozumiem i bardzo się z wami zgadzam, ale... a po tym ale nic nie zostaje z tego, z czym się zgadzał. Raz zwrócił uwagę, że zmiana języka na pozbawiony odniesień do przemocy, co postulują niektórzy lewicowcy, pomoże właśnie ukrywać przemoc. To, co kiedyś zwało się torturami, teraz będzie udoskonalonymi technikami przesłuchań, i tak dalej, and so on, and so on, jak kończy Sławoj każdą swoją wypowiedź, dbając o drucik swego niepowtarzalnego stylu.

Tego dnia, gdy Pan Bóg śmiech stworzył…

Nie mogę się powstrzymać przed przytoczeniem początku książki Sławoja Žižka z kawałami. Cytuje on tam Isaaca Asimowa, który napisał o naukowcach, którzy odkryli, że Bóg stworzył człowieka przez rozśmieszenie małpy. Adama lepił Pan kawałem, a on będąc jeszcze małpą załapał i zaczął się rytmicznie trząść, i uczłowieczył nagle się, ale z braku pohamowania popełnił od razu grzech pierworodny ryczenia ze śmiechu. Naukowcy z opowieści Asimowa próbują rekonstruować ów Boski żart. Žižek zauważa, że każdy chrześcijanin i Żyd zna ten kawał dobrze, a brzmi on: nie będziesz spożywał z drzewa poznania. Dobre! Mi jednak brak w tej teologii Asimova perlistego śmiechu Z ADAMA, który wydało TAMTO DRUGIE, ciekawsze skądinąd Stworzenie. Są u Sławoja (filozofa!) także żarty antysemickie: opowieść o Judaszu to bajka, bo Żydzi są zbyt dobrzy w handlu, by sprzedać Boga za marne 30 srebrników. Są i romantyczne, o dziewczynie, co po kinie zaprasza chłopa na kawę, chłop przejęty, duka, że, niestety, nie pije kawy, a ona, że nic nie szkodzi, bo kawy u niej nie ma. Czy trafiła na przyszłego kleryka? Inne pytanie: ale gdzie w tym filozofia? Otóż Žižek wspomniany kawał o kawie potrafi połączyć z ostatnią wojną w Iraku i szukaniem tam broni, równie istniejącej, co ciemne ziarno kawy u gościnnej Ewy.

Gdyby Sławoj odwiedził „Między Słowami”

Świadczyłoby to o jego dobrym guście. Ale, gdyby wyszedł z toalety, musiałby się odnieść do wiszącego tam plakatu: „Wszyscy chcą zmieniać świat, ale nikomu nie chce się zmienić rolki po papierze toaletowym”. Žižek powiedziałby, że ze światem jest jeszcze gorzej, niż z rolką. Rolkę jeszcze czasem ktoś zmienia, a świata już nikt nigdy. A potrzeba zmiany jest. Wydaje mi się, że wiem, o czym Sławoj mówi, a mianowicie o gadce „czy zrobiłeś swoje”? Znam dobrze tę ideologię, jak i przypuszczam każdy duchowny na planecie Ziemia. Idziesz do zwierzchnika, bo, na przykład, jesteś okradany przy wypłacie, albo coś innego jeszcze nieciekawego się dzieje, a on pyta o to właśnie: czy robisz swoje? No dobrze, może jesteś okradany, ale czy w twoim sercu nie kiełkuje wtedy ziarno chciwości? Czy robisz swoje, tak na sto procent? Nie zawsze trzeba to usłyszeć od kogoś. Samemu też wygodnie tak sobie mówić. Nie będę walczył z systemem, bo to niemożliwe, za to posprzątam wreszcie pokój. Žižek zauważa, że czasem system trzeba zmienić, bo pokój wyleci w powietrze z resztą bloku i połową miasta. Stare to nauki, jeszcze św. Mikołaj Marksowi nie zazdrościł brody, a już mądrzy ludzie mówili, że trzeba zmieniać i rolki w kawiarniach, i świat. W mojej głowie zresztą Sławoj tyleż wynika z Marksa, ileż z kawiarni, jako pisarz. Słowenia to kawałek tej samej habsburskiej monarchii, gdzie z kawy wyłonili się i Marai, i Bernhard, i Roth i Kafka.

Każdy kocioł ma swoje kawały

Žižek, ostatni Sindbad Monarchii Naddunajskiej, Sindbad czerwony, mówi między dowcipami, że chrześcijaństwo to za poważna rzecz, by zostawić ją Rzymowi. Niejednemu musiało to ostatnio przemknąć przez głowę, gdy już się cały świat dowiedział, jak system, w jakim żyją księża, chroni dzieci, siostry zakonne, i tak dalej, and so on, and so on. Žižek niemal nie śmieje się z księży, oszczędza biskupów, wedle zasady, że śmiejemy się raczej z bliskich rzeczy. Žižka śmieszą sowiety: Breżniew umarł. Rzecz jasna, trafia do piekła. Diabły szanują go, może wybrac celę. Jedna, druga, trzecia, a w końcu taka, gdzie Breżniew widzi Chruszczowa z Marylin Monroe na kolanach. O, tu chcę, cieszy się Breżniew. A diabeł Mu na to, powoli, towarzyszu, to piekło Marylin, a nie Chruszczowa! Inny o Chruszczowie: Wraca z orbity Gagarin i mówi Chruszczowowi, widziałem W kosmosie Pana Jezusa! Wiem, wiem, mówi Chruszczow, ale nie mów o tym nikomu. Po tygodniu Gagarin odwiedza Watykan, gdzie mówi papieżowi, że nie widział w kosmosie Pana Jezusa, na co papież, wiem, wiem, ale nie mów nikomu! Najśmieszniejsze, że Sławoj te wszystkie kawały mówi, by ludzie poważnie go potraktowali, jak powinno się traktować każdego, kto skazuje nas na śmiech. Chce być pisarzem, ale po to, by być filozofem. Sławoj chce nie tylko zmienić serca. Chce zmienić świat, drucikiem lub perswazja. Tak, by w nowym, lepszym świecie nikt nie musiał zarabiać na placu św. Marksa sprzedażą myszek. Ewentualnie, jeśli aplikacja praktyczna filozofii nie wyjdzie, by chociaż sprzedawać ich nie mógł.

uwagi

  1. Problem w tym, że jeśli system zmieni się tak po prostu bez ogarnięcia swoich problemów, to na miejsce starego systemu może wpaść nowy, jeszcze bardziej popsuty system, służący do zemsty na starych wrogach i zbudowania lepszej przyszłości, ale dla ograniczonej grupy ludzi. Tutaj akurat w pełni się zgadzam ze śmiesznym panem od homarów i sprzątania. No i z Panem Jezusem i drzazgami i belkami.

    Slavoj zaś to skądinąd bardzo bystry typ, and so on, and so on 😀

  2. Św. Józef zauważył niezmiecione wiórki w warsztacie. Rozgląda się, a Dzieciątko Jezus na podwórku wybrało dwunastu chłopców i zaczyna im opowiadać. Józef bierze Chłopca na stronę i mówi: Wiesz, Synu Boży, zanim człowiek założy ogólnoświatową religię co zmieni biegi cywilizacji, powinien pozamiatać najpierw wiórki. Dzieciątko przewraca oczami, wzdycha, wióry unoszą się, trafiają na łopatkę i cyk, do śmietnika. Jezus wraca do uczniów, Józef robi frasobliwą minę. Po pewnym czasie jednak znów bierze na bok Dzieciątko Jezus i szepce: Panie, czy rozważyłeś długofalowe teologiczne i ideologiczne konsekwencje cudownego sprzątania wiórów? Czy w długiej perspektywie… Józef szepce i tym razem Synek go słucha. 😉

    Tyle dowcip. Co do meritum, to posprzątać pokój jest stosunkowo łatwo, nawet dyscyplinę można sobie wpoić by nie robić bałaganu a wówczas, gdy ktoś mówi „zobacz jak ty” „siebie pilnuj” i tak dalej, to chodzi mu tylko o to, by się nic nie zmieniło.

    Swoją drogą, Żiżek i Peterson podobni są do siebie jak dwie krople psychoanalizy. No i paradoksalnie, albo i nie paradoksalnie, ten z posprzątanym pokojem to wróg ideologii sprzątania pokojów ;p Co nie znaczy że chciałbym żyć w świecie urządzonym przez Żiżka.

  3. Ciekawe, ile z nauki Chrystusa to właśnie takie józefowe wskazówki 😀 To prawda, w takim kontekście to może być taktyka odwracania kota ogonem i zestrzeliwania niebezpiecznych, potencjalnie wywrotowych pomysłów.

  4. Wiesz, ja jestem wyczulony bo od lat mnie tym karmią, sześć lat seminarium i dziesięć w firmie cały czas to słyszę, żeby nic nie reformować i przy tym oglądam, razem z resztą narodu, co oglądam. Ale o to mniejsza. Co do uwag Józefowych – Prawda, że ciekawe? To pytanie o słowa Jezusa, które są Jego i jak bardzo jest przeciekawe! Nie piszę o tym, bo nie znam języków oryginalnych, a bibliści umiarkowanie rozwijają ten temat, trochę na zasadzie „między nami teologami to można, ale po cichu by ludu nie gorszyć”. Niby wiadomo, że różni Ewangeliści dobierali słowa Pana pod swoją wizję teologiczną, ale raczej się o tym nie usłyszy z ambony. Raz miałem referat, juz na doktoracie, na temat Jezus a kultura grecka, przeczytałem ze dwie książki, jedną po angielsku i jedną po polsku no i były tam „momenty”, na koniec wykładowca o dość otwartej głowie spytał, jakim cudem to dostało imprimatur?? Bo faktycznie książka miała, polskie nawet, ale widać kurialista nie przejął się zbytnio sugestiami, że spora część ewangelicznej etyki była wówczas w obiegu nad Morzem Śródziemnym, nawet takie rodzynki, jak miłość nieprzyjaciół. Czasem żałuję, że nie chciało mi się studiować biblistyki ;p

  5. Peterson często mówi o Sołżenicynie i podkreśla wartość jego mówienia prawdy o systemie w kontekście jego obalenia/reformy. Poniekąd w sumie to się dzieje w ostatnich miesiącach za sprawą filmów, o których też pisałeś. W zasadzie może nawet łatwiej prezentować takie rzeczy ludziom spoza struktur hierarchicznych, bo nie mają jak odczuć reperkusji. Biskup raczej braci S. nie zawiesi ani nie ześle na głęboką prowincję za podnoszenie takich tematów publicznie :p

    Co do imprimatur – może trafiło też na kurialistę z otwartą głową? 😀 Pamiętam, że słyszałem kiedyś teorię, jakoby Pan Jezus w okresie życia ukrytego odbył podróż do Indii i stąd podobieństwa z buddyzmem 😉 Choć w sumie Grecy mieli już w czasach Chrystusa kontakt z Indiami i nawet tworzyli tam rzeźby, więc może stąd te powiązania. To też bardzo ciekawa sprawa. Ci Grecy to wszędzie się wepchną :p

  6. Grekom z Indiami zapewnił kontakt pewien ambitny młodzian Aleksander. Ciekawe, czy miał pałac posprzątany? A serio mówiąc, to nigdy mnie nie przekonywały teorie o wpływach Wschodu i Panajezusowej podróży do Indii, może dlatego, że powstały wówczas, gdy Indie stały się obsesją Zachodu. Z ciekawostek, to jak jezuici dotarli do Tybetu, zauważyli krzyże i inne chrześcijańskie elementy, w tamtym przypadku to chyba były dalekie echa misji nestoriańskich z 7-8 wieku.

  7. On to pewnie miał kogoś od sprzątania pałaców :p Są teorie, że jacyś Grecy dotarli tam jeszcze wcześniej, ale jak na złość nie mogę się teraz do nich dokopać, żeby sprawdzić, na ile są umocowane w źródłach historycznych :p A Kościół nestoriański to dla mnie nowość – dziękuję! Co do podróży Pana Jezusa wszelakich, to zawsze jestem co do nich podejrzliwy, odkąd dowiedziałem się, kim są Mormoni 😀

Dodaj komentarz