Traktat o ukrzyżowaniu żurawia

Na Mazowszu chłop nie przepuścił żywemu.Nikt nie nagrał zaciętej jego twarzy, gdy wbijał kołki w ziemię, ale znaleźli jego dzieło, martwego ptaka brodzącego o połamanych skrzydłach. Stąd na Internecie zdjęcia ukrzyżowanego na polu rzepaku żurawia. Jako, że właśnie umarł Jerzy Pilch, postanowiłem coś jego nareszcie przeczytać i padło na „Traktat o predestynacji drobiu”, zgrabny felieton i smaczny jak koreańskie skrzydełka na Kołłątaja. Jerzy Pilch drwi w tym traktacie z przypisywania zbytniego znaczenia zabijaniu ptaków. Ale ja na przekór wyczytałem tam co innego, że takie proste rzeczy najwięcej mówią. Całkiem wiele mówi to żurawie ukrzyżowanie. Z ostatnich wydarzeń ani głód w Jemenie, ani rosyjskie domy starców, ani krzywa zachorowań w Polsce, dumna i nie spłaszczona, ani to, że umarł Jerzy Pilch, nie wzięło mnie jak ten ptak z dziobem wbitym w pole rzepaku. Nie zatańczy on, ani już nie pobrodzi, ale może się przyśnić, człowiekowi i żurawiowi pospołu.

Ukrzyżowanie w rajskim ogrodzie

Zmarli nie zostawiają żywych w spokoju dlatego tylko, żywi nie mogą zostawić zmarłych. WEdług teologii żywy, co zmarłym nie daje spokoju, to Bóg. Za Nim niepokoją zmarłych i ludzie. Są tak w tym zapamiętali, że nawet i Bóg Żywy, żeby nie dać spokoju zmarłym w bardziej ludzki sposób, sprawił sobie ręce i nogi, nauczył się pracować w drewnie i doprowadził do własnej egzekucji znaną metodą uporczywego mówienia prawdy, by potem wystrychnąć śmierć na dudka, choć w sposób straszliwy. Ukrzyżowanie to tortura kartagińska, którą Rzymianie, mimo zaorania i posolenia Kartaginy, ochronili jako dobro kultury. Ukrzyżowanie, czyli wieszanie na drzewie, przerażało Żydów, który, jak to lud pustynny, kochali drzewa i kojarzyli je z życiem. Rysują po dziś dzień Żydziątka Drzewo Życia na żydowskiej katechezie. A dalej w Księdze czytają: przeklęty od Boga jest, który wisi na drzewie. Być może zanim Kartagińczycy nauczyli Rzymian, jakie wrażenie na koczownikach wywiera krzyż, w Polsce, czyli wówczas w Wielkiej Lechii, już krzyżowano na drzewach ptaki, by nie dziobały wiśni. Doprawdy szeroki był nurt kultury, w którym niewidzialnie brodził tamtego ranka chłop, wlekąc żurawia na miejsce kaźni. Prosta zemsta za plon, a jak wymowna.

Kto się tylko boi, a kto ma też duszę

Ileż się filozofowie i teolodzy nastukali o tym, jak to tylko człowiek się śmierci boi. Podkreślali po trzy razy, że wyłącznie człowiek. Im więcej w ich stuleciu namordowano, tym bardziej tak pisali, ze zdań o ludzkim lęku przed śmiercią wznosząc mur, by było żal opuścić rękę z nożem nad istotą, co niczym innym nigdy nie żyła, jak śmiercią. Bo żuraw zawsze polata, czasem i potańczy i wywiedzie lęg. A człowiek niekiedy nawet na wiśnie trafia tylko kwaśne, nawet nie trafi w szpaka pestką. To bezmierne bieszczęście, pisali filozofowie i teolodzy, odróżnia luda od innych stworzeń. Bycie ku śmierci. Widać po tym, że nawet, gdy filozofowie i teolodzy snuli mordercze w skutkach wizje, własnymi rękami nie zabili nawet kurczaka. Siostry im to robiły, albo jakiś pan Antoni od wszystkiego. Nie byli oni, filozofowie i teolodzy, jak ksiądz Franciszek, zabijający, oprawiający i zjadający dzika. Stąd kpi z filozofów i teologów owych chłop polski, stwór o wiele za mądry na taki humanizm. Rzuca w szpaka. Przybija spokojnie wronę do drąga. Wlecze żurawia na pole. Może bocianowi da spokój, bo on dusze spod ziemi wyciąga w myszach i żabach, i przez kominy z powrotem je rzuca, i czasem w jakieś dziecko trafi.

Wróg na własnej krwi wyhodowany

Zamordował żurawia, teraz szydzi z niego wobec innych żurawi, ale tym samym uznaje go za równego sobie. Chłop otrzepuje ręce na rzepakowym polu. Ludzie ukrzyżowali Boga, ludzi namordowali, ale nie wahają się przyjąć także ptaków do elitarnego klubu ukrzyżowanych. I one równe, jak wszyscy wobec czasu i płomienia, jak to ujął Sojka. Wbrew filozofom i teologom, i ostrożnym ornitologom chłop z Mazowsza zakłada, że taki ptak wiele wie o umieraniu. Zasadza, na przykład, swe plany zrobienia nalewki czereśniowej na tym, że szpaki pojmą znak martwego szpaka na tyce. Prostą rzeczą można wiele powiedzieć. Pisałem kiedyś esej o gawronach, świątyni i tańcu żurawi, poruszony kontaktami z ptakami przy kościele św. Marii Magdaleny W Trakcie Nawrócenia, co stoi w Łęcznej przy Świętoduskiej między lipami. Miał być ten esej o najstarszej świątyni, gdzie ludzie tańczyli przebrani za żurawie taniec żurawi. Byłby to ornitoekumenizm. Chciałem nawet przerzucić kładkę między tamtą świątynią w Gobekli Tepe, a Bożnicą w Łęcznej, na której stoku śpią dwa tysiące osób, a nad których snem sójki w mojej obecności pewnego majowego dnia straciły cały lęg. Zabrakło myśli na kładkę, spadł deszcz, wróciłem na plebanię, porzuciłem esej, blog porzuciłem, jak ludzie zasypali w końcu swoje koliste świątki w Turcji, i poszli nie wiadomo, gdzie, jak te sójki, co odleciały. Cel eseju osiagnął dla mnie martwym żurawiem ów anonimowy mazur. Oczywiście, robił to jego dziad i ojciec z dziadami i ojcami żurawi już wcześniej, już za Wielkiej Lechii pewnie, ale ja nie wiedziałem. W całym Jaszczowie wisiały szpaki na wiśniach, a ja patrzyłem, a nie widziałem. Nie miałem oczu do patrzenia.

Grzech nie czytania Pilcha spowiadany u Tischnera

Felietonów Jerzego Pilcha nie znałem w ogóle, aż umarł. Czyli do wczoraj. Odszedł, więc przeleciało mi przez głowę, że teraz to ładnie się sprzeda. Oto księgarnie internetowe i empiki wyciągną teksty o nim i zrobią promocje. Tygodnik Powszechny i Polityka olśnią nas chwałą jego istotnie chwalebnego felietonu. Wezmę udział w tym wesołym korowodzie, pomyślałem, wziąłem nie swój wieniec i lecę przed trumnę. Na szarfie czytam drugi felieton, już nie o drobiu, ale o księdzu Józefie Tischnerze. Znów wiele mówią rzeczy małe, a ja czuję, że zazdrość mnie zalewa. „Wy mi się, kurwa, lutrze czy kalwinie coraz bardziej podobacie„ zdradza Jerzy Pilch, że mu ks. Józef Tischner powiedział. Aż czuć w kościach radość luteranina. Wszyscy kochali ks. Tiscchnera. Papież Polak, Tygodnik Powszechny, Warszawa, lud góralski i biskup Pieronek. Życiński, o, jak on go kochał! A parafianie z Limanowej mieli Tischnera za co najmniej Trójcę Świętą. Poza tym, luter czy kalwin, Jerzy Pilch dokucza księżom niewiele, zauważa tylko, że Tischner zaskakująco dobrze mówił po polsku, jak na księdza. Widocznie czytając intencje, odmieniał nazwiska. A najwięcej mówią takie proste rzeczy. Znów zazdrość. Jerzy Pilch zauważa, że oryginałem trzeba być jak Tischner, do potęgi, albo wcale, bo inaczej nie wyjdzie. Ponieważ Tischnera nie znam tak samo, jak nie znam Pilcha, sprawdzam jeszcze żywot jego księżowski na Wikipedii, gdzie widzę, że ksiądz Tischner rozmawiał czasem z SB. Czy oni też go kochali? Zazdroszczę i zasypiam, śnię, że mi w ziemię dziób wbijają, podczas, gdy Tischner tańczy hen, na wysokim, góralskim niebie.

Kto nie krzyżuje żurawi, może poczytać

Dlaczego jednak nie czytałem Pilcha? Dlaczego nie czytałem sporu o człowieka Tischnera, patrząc na gawrony zrzucające orzechy przed świątynią Marii Magdaleny? Nie mam wymówki. Na dwa sposoby tylko może się człowiek urodzić. Gdybym był chłopem, co krzyżuje żurawie, sieje rzepak i narzeka na brak odszkodowań, moja wymówka byłaby doskonała. Przytaknął by mi Pilch, bo przyzwoitego pisarza poznaje się po szacunku wobec tych, którym życie nie daje czytać. Ale ja nie żyłem. A mimo to, ani jednej książki Jerzego Pilcha! Urodziłem się dla książek i to zaniedbałem. Nie wstawiałem jego felietonów w brewiarz zamiast św. Andrzeja z Krety kazania o krzyżu, ani za traktat św. Grzegorza z Nyssy. Nie nosiłem prozy Pilcha do konfesjonałów. Nie przewracałem w lodowatym Rogóźnie na spowiedziach kartek „Pod mocnym aniołem”, by móc nagadać pijakom. W szkole na katechezie nie czytałem, bo patrzyłem przez okno. Grałem. Liczyłem, ile wypada dać jałmużny z wygranej w Totolotka. Piłem czereśniową nalewkę. Tańczyłem. Jeździłem po lesie. A najczęściej, jak to Herbert ukuł, nie czytałem Pilcha, bo po prostu ukrzyżowany przez czas i przestrzeń leżałem. Że nie będę żył, to wiedziałem od dziecka, miałem tego pełną świadomość. Ale, że nie będę czytał, jak się okazało? Niepięknie. Jakby się Żuraw sam przewrócił i wiele razy nadział.

Żurawie się krzyżuje, ale się ich nie je

Przejmą się kiedyś ludzie kluczem żurawi. Zatańczą politycy ich taniec i uchwalą odszkodowania, rolnikowi nie będzie się chciało, choćby zżarły cały rzepak, łapać, iść o świcie na pole i krzyżować. No chyba, żeby miał smykałkę do rytuału, a wywinął się seminarium, jak ten człowiek, co gdy ja się rodziłem, postawił krzyż z człowiekiem gdzieś pod Kielcami. Albo jakby chciał się poczuć, jak we wojnę, jak dziadek pewnego przyrodnika z Białowieży, co mówi, że brak na Bożym świecie takiego drugiego jak żuraw świństwa. Ale i to może zostać przezwyciężone, te skłonności, dzięki wytrwałej pracy filozofów i teologów. Żuraw będzie smaczny, a chłop mimo to nawet go nie tknie! Wszystko będzie proste i wymowne. Takie oto bzdury nieraz Pilch po felietonach pisał z powagą, ku naszemu śmiechowi i też dlatego warto go poczytać. Pisze wymownie, pełnymi zdaniami, a prosto.

Gdzie trafia z krzyża zdjęte

Boska wyszukiwarka jak działa? Zjemy kiszone czereśnie na niebieskiej werandzie, a potem siądziemy przy domowym komputerze Pana Jezusa. Każdy będzie mógł wpisać swoje zapytanie. Ja wpiszę, być może, ukrzyżowanie I żuraw, a wydarzenie to rozjaśni się znaczeniem, albo chociaż ozłoci Tajemnicą niepojętą. A może w wynkach przeszukiwania Bożej Pamięci trafię na przedziwne zbiegi okoliczności, w rodzaju powieszenia chłopa na żurawiu czerpiącym wodę? Na pewno takie ironie się zdarzały nieśmieszne, może nawet, jak mówią pewni filozofowie i Teolodzy, a co dopuszczają fizycy, może zdarzyło się wszystko? Świat taki na przykład, gdzie żuraw tańcem wyraża to, co poczuł, gdy zobaczył człowieka zawieszonego na drzewie. Albo jak nasz, gdzie wszystko i więcej nawet powie to, co proste.

uwagi

  1. Pilcha warto jeśli nie dla samego stylu, to dla teologii – the one and only – babki Czyżowej

  2. na pewno w felietonach z Tygodnika Powszechnego, nie wiem czy to zostało jakoś zbiorczo wydane :c

  3. doprowadzanie do własnej egzekucji znaną metodą uporczywego mówienia prawdy brzmi jak dobry sposób na śmierć 😀

Leave a Reply