Zabawa w chowanego za słowami

Film braci Sekielskich, „Zabawa w chowanego”, obiecuje rewolucję, ale ta uda się tylko wtedy, gdy nie będzie antyklerykalna. Rewolucji tej Polska potrzebuje jak deszczu, szczepionki na koronawirus i ludzi, co się dadzą zaszczepić. Droga do niej daleka i nie da się jej przebyć na samym oburzeniu, choć jest ono słuszne. Przez rewolucję rozumiem to, co z narodu, który najwyraźniej zawodzi, zrobi w końcu społeczeństwo.

Naród i społeczeństwo

Norwid pisał, że jesteśmy pierwszym narodem na ziemi i ostatnim społeczeństwem. Mówił, że to jak dwie nogi, jedna jak u nieszporaczka, a druga jak szczudło. Przez Norwid umarł w przytułku, a my leżymy. „Zabawa w chownego” pokazuje nie tylko klerykalizm, czyli specjalny status duchownych, ale pokazuje nieistnienie społeczeństwa. Gdzie ludzie, którym nie jesteśmy obojętni? Ten brak, ten kikut maskuje się u nas słowami. Dlatego tak wstrząsająca jest scena z Wielkim Postem. Zaczyna się Wielki Post, czas pokuty i nawrócenia – tak próbuje zakończyć rozmowę z rodzicami ksiądz, który katował ich dziecko. Rodzice ci to dobrzy chrześcijanie. Przyszli do tego drania chyba po to, by przekonać się, że żałuje, bo gdzieś na dnie jest jednak człowiekiem. A to potwór, co pięknie gada. Wie, czego pragnie niejeden Polak. Słów! Chcemy, by ludzie okazali się dobrzy, Polska zdatna do życia, a Kościół ewangeliczny. Trzeba przecież w coś wierzyć, jak to się u nas mówi. Wiara w to, że Kościół jest poza krytyką, wydaje się cenna, bo jeśli ją stracimy, to co zostanie? Ta króciutka nóżka społeczeństwa? Tak od wieków na tej ziemi wyrabia Piast swe błędne koło. Ale czas już mu się kończy. Rodzice nie chcą słuchać bełkotu i wychodzą.

Gorzkie kremówki

Czuję się trochę niepewnie, nie potępiając najpierw kaliskiego pryncypała i jego pachołków. A mam na to ochotę. Gdy siedziałem w sobotę, a Sekielscy pokazali zdjęcia chłopców, gdyby wszedł mi wtedy do pokoju, to bym go pobił, co skutkuje ekskomuniką. Byłaby zabawa w chowanego. Moje oburzenie jednak nic nie zmienia. Zresztą denerwują mnie takie reakcje duchownych na film „Zabawa w chowanego”. Przecież oni wiedzą, a ja rozumiem. To wszystko wiadomo od dawien dawna. Od początku podejrzewamy. Gdy, jak to św. Jan Paweł II mówił, wszystko się zaczęło i gdy po maturze poszliśmy na kremówki do „Szewca”, by pięknym kobietom z klasy I c z katolickiego liceum oświadczyć, że niestety, Pan Jezus wzywa. Już wtedy coś tam słyszeliśmy. Trzech z nas poszło po ciernistych rozłogach powołania, jeden zszedł z nich przed święceniami, drugi po święceniach, a mi się rogi zaplątały w zaroślach i teraz beczę na tym blogu, by Abraham nie wiązał więcej Izaaka. 

Zabawa w chowanego w seminarium

Już na początku wiedziałem, że w Kościele zdarzają się krzywdy, choć nie miałem pojęcia o skali. Nauczyciel historii powiedział mi, że tam nikt nie myśli, a pani doktor, że wśród kleru więcej chorych psychicznie niż gdzie indziej. Był 2005 rok. Patrzyłem na znicze wzdłuż ulic i denerwowałem się, że nad mistykę naród przedkłada śmierć papieża, bądź co bądź tylko człowieka. Na nic znaki. Nie cofnąłem się nie tyle z odwagi, co z przekory. Wytrzymałem sześć lat tego, o czym też powinno się nakręcić film. To, o czym piszę, to właśnie to, co wie każdy, kto choćby się otarł o formację do kapłaństwa. Myśmy go formowali, mówi podczas zeznań biskup i rzeczywiście, pierwszą rzeczą, jaką powiedzieli mi w seminarium przełożeni, starsi koledzy, a nawet, mury i obrazy było to, że system trwa. Nie da się zmienić. Przełożonych słuchaj, kuferka pilnuj, a swoje myśl. Dwa są Kościoły, jeden, gdzie cię z pensji okradną i nic nie powiesz oraz drugi, ten z uśmiechem na eksport. To właśnie tytułowa zabawa w chowanego. 

Trzeba się oburzać

Mimo, że denerwują, wypowiedzi oburzonych duchownych są pożyteczne. Wreszcie mówimy. Pryska czar, bo ktoś wyrzekł, że król, czy raczej kapłan, jest nagi. Bajka o niewidzialnej kapie, ktoś pownien to napisać, z zausznikami w pałacu chwalącymi biel nieistniejącej alby, złote chafty nierealnej stuły, z zadowoloną miną wypełniającą sobą całe lustro. Mniejsza z bajkami. Jakie są fakty? Niestety takie, że większości krzywd nawet nie poznamy. Zbrodnie nie zostaną ukarane na tej ziemi. Im większa skala, tym, paradoksalnie, łatwiej przejść nad złem do porządku. Wystarczy zobaczyć, ilu nazistów spotkała kara z tych wielkich rzesz, które pomagały w zbrodni. Niestety, nie będzie sprawiedliwości w większości spraw. Natomiast nadzieja na zmianę jest. Czasy, gdy dziecko było nikim, odeszły. Co zrobić, by zmianę przyspieszyć? Jaka rewolucja musi przyjść, by nie trzeba było więcej pisać o ukrywaniu pedofilii wśród katolików?

Antyklerykalizm to także zabawa w chowanego

Antyklerykalizm to wdzięczny sport, ale nie przeszkodził on zbrodniom na dzieciach. To ta sama moneta, co klerykalizm. Przekonanie, że Kościół to mafijna i niereformowalna instytucja, zaskakująco pokrywa się w swojej wizji świata z klerykalizmem. Dlatego oba są w polskiej krwi wymieszane. Szacunek do księdza wpaja się, ale też przekazuje starą przypowieść o krowie, jedynej żywicielce, sprzedanej, by zapłacić za pogrzeb matki sześciorga dzieci. Czytam u Stillera, że koło Brześcia był przed wojną proboszcz, co strzelał z rewolweru, jak mu ludzie po polu chodzili. Mówię to koledze w zakrystii, a on mi na to, że jego rodzonemu dziadkowi ksiądz przytknął rewolwer do twarzy, gdy poróżnili się na tle płotu. Tyle anegdoty, ale że Kościół rządzi się swoimi prawami, czasem przemocowymi, naród wiedział zawsze. Zawsze też była gotowość do zabawy w chowanego, by kpić z szarego księdza, a hołubić tych przy władzy. To nie antyklerykalizm, a elityzm. Takie feudalne rozumienie pańskości gniecie nasz kraj. Jak to było w dowcipie, tu nawet liga bezbożników przyjmie kapelana, o ile byłby kardynałem.

To nie tylko zabawa, to filozofia życia

Tragedia osób pokazanych w „Zabawie w chowanego” sygnalizuje brak społeczeństwa. Rewolucja, która naprawdę coś zmieni to według mnie taka, która wszystkich uczyni ludźmi. Równymi przed Bogiem, życiem i prawem. Bo na razie jest tak: gdy zło spotyka siostrę zakonną czy księdza wikarego, nikogo to nie obchodzi. Tak jak mamy w nosie pracowników z innych dziedzin. Mobbing, kradzieże i manipulacje to odwieczny porządek. Przecież sami na to się pisali. Chcieli – niech mają. Od takiego myślenia tylko krok do ignorowania dzieci. Dlatego padają głupie pytania, w stylu, gdzie byli rodzice? Albo zarzuty, że to seksualizacja z Zachodu. Kryje się za tym filozofia, że w tym kraju każdy musi przełożonych słuchać, kuferka pilnować i myśleć o sobie, bo nikt o nim nie pomyśli. Tak wielkie zbrodnie buduje się na mniejszych. Że obojętność wobec pedofilii duchownych wspiera się na ogólnej obojętności wobec tego, co się dzieje w Kościele i tych, którzy są w nim i tych, którzy żyją obok. Biją za ścianą, więc sobie podgłośnię.

Koniec zabawy, znajdujemy wszystkich

Papierek lakmusowy, jaki film Sekielskich oferuje, To ta płacząca siostra z zakrystii. Od tego, co sobie o niej pomyślimy, zależy przyszłość Kościoła w Polsce. Od tego, czy pomyślimy o takich pracownicach. Objęcie sióstr, zakrystianów i organistów prawem pracy wydaje się niezwiązane z pedofilią. To jednak pozory. Dopóki naród tego nie pojmi, na nic cała ta dyskusja, na nic tak antyklerykalizm, jak klerykalizm. Jedni powiedzą: co nas oni obchodzą, drudzy stwierdzą, że skoro się pisali, to niech cicho krzyż niosą dla dobra wizerunku Kościoła. Nawet uprawniona reakcja oburzenia nic tu sama nie pomoże.. Trzeba w jak największym stopniu objęcia spraw kościoła prawem państwowym. Tego i wiary w to, że tworzymy społeczeństwo. Że możemy rozmawiać, jakby wszyscy zainteresowani, czy chodzą w mitrze, czy w kaszkiecie, są braćmi i siostrami. Kimś jednym. Ktoś kiedyś, gdzieś tak właśnie o tym mówił. 

uwagi

  1. Trudne te filmy, ale chyba potrzebne. Dzięki za ten tekst i przemyślenia!

  2. Ano trudne, pierwszego nie obejrzałem dotąd w całości, nie dałem rady.

  3. Nic się nie zmieni.
    Musi zmienić się mentalność ludzi przy władzy, w tym przypadku władzy kościelnej. Nie wiem z czego to wynika, że taka osoba przestaje rozumieć, że ma władzę,żeby lepiej dbać o innych a nie żeby stwarzać pozory swojego idealnego wizerunku.

    Wystarczy spojrzeć na strony parafialne, w komentarzach samo słodzenie, parę dni temu widziałam komentarz nie tyle krytyczny co zwracający uwagę na bezpieczeństwo, w tym czasie, widziane od strony ławki kościelnej , zresztą jak najbardziej zasadny..został usunięty..pozostały uśmiechy ,serduszka..

    jeśli w tak drobnej sprawie proboszcz tak reaguje to jakby zareagował gdyby jakaś tragedia ludzka zrobiła głębszą rysę na idealnym wizerunku „jego „parafii , i nie mam na myśli parafii jako ludzi, którym ma on towarzyszyć w wierze.

  4. Dokładnie tak jest, jak piszesz. Oglądałem to od środka w wielu wariantach. Nic nie jest przejrzyste, a wszystko w uśmiechach i serduszkach, infantylne, że aż boli. Przypomina mi się pewien pięćdziesięciolatek, który przez dwa tygodnie obchodził swoje imieniny, żeby przyjąć wszystkie autokary z poprzednich parafii.

  5. Krowa żywicielka… Alternatywna wersja mówi, że to matka staruszka po śmierci męża przekazywała gospodarkę synom, czyli szła „na wycug”, a jej własnością zostawała tylko jedna krowa jako zabezpieczenie na koszty przyszłego pogrzebu, pokładnego i gregorianki. Proboszcz o układzie wiedział, albo i znając rodzinkę sam staruszce podpowiedział. Gdy po kilku latach synowie przepili już wszystko co było w gospodarce oprócz krowy, która nie była ich, przyszła śmierć litościwa. I w kancelarii gdy powstał płacz, że tacy biedni i nic nie zapłacą, proboszcz przypomniał o układzie z krową. Ale po parafii poszło hasło: „Proboszcz ostatnią krowę kazał sprzedać!” Z tym pistoletem, to też – podobno ślepakami do tych co kradli warzywa z ogrodu. A w konflikcie z „rodzonym dziadkiem” zabrakło informacji, a co dziadek trzymał w ręku? I tak to każda narracja warta głębszej analizy…

  6. To prawda. Sam kiedyś w ludowej legendzie kopnąłem w stolik, na którym kanonicy wódkę pili i grali w karty o dzwony. Na podobnej zasadzie nie w każdej rodzinie dworski gajowy pobił dziecko, co zbierało jagódki, choć nieraz mogłłoby się tak wydawać 🙂

Dodaj komentarz