Hymn Tuwy i zjednoczenie świata

W ogrodach watykańskich wylądują kosmici, wysłuchają hymnu Tuwy i nastąpi zjednoczenie świata. Kiedy? Za siedem tygodni, pierwszego czerwca 2020 roku. Po wyjściu ze statku na trawę, aleją białego żwirku udadzą się kosmici do kaplicy. Tam przyjmą chrzest z rąk papieża emeryta. Po czym ogłoszą nam swój plan na zjednoczenie świata. Narodem, który powiedzie ludzkość w galaktykę, jak wytłumaczą, będzie obojętnie który, bo i tak potrzebne będą szkolenia, więc wybierze się go po hymnie. Kryterium będzie śpiew. Wezmą więc nie naród najliczniejszy (Chińczycy), ani ten o najpiękniejszych Czeszkach (Czesi) ani o świętych kapłanach (Polacy), ani o imponującej liczbie bomb (Rosjanie) ale ten właśnie, co najładniej śpiewa. Tuwa hymnem podbije serca obcych. Zje Marsyliankę, popije hymnem Jugosławii, a na deser połknie piosenkę o sadach. Hymn Tuwy! Warto było przelecieć całą galaktykę, by posłuchać, jak Tuwa śpiewa, wykrzykną kosmici nad bawarskim piwem Benedykta.

Tuwa i jej hymn

Tuwa, autonomiczna republika Federacji Rosyjskiej graniczy z Mongolią oraz z takimi rajami jak Republika Ałtaju, Chakasja, Kraj Krasnojarski i Buriacja, które to republiki Matka Rosja ciągle nosi w swym syberyjskim brzuchu. W Tuwie Ruskich ludzi jednak mało; częściej niż rosyjski, słyszy się tuwiański. Język ten z kolei bliżej ma do tureckiego, niż mongolskiego. Tuwińcy uprawiają pszenicę, owies, rośliny strączkowe i warzywa (jak cały Boży świat), nieobca jest im także hodowla owiec i kóz. Biblijnie! Przy tym Tuwińcy wyznają lamaizm, czyli taki buddyzm, który jeszcze w Tybecie nauczył się szanować szamańskie kapliczki. Uprzemysłowieni zaś są niczym województwo podlaskie. Tuwa ma tylu mieszkańców, ile Lublin, o ile Chińczycy i Nigeryjczycy wyjadą na wakacje, a terytorium ma takie, jak większa połowa Polski. Pan Wołodyjowski czułby się tam jak u siebie, choć dziwiłyby go kołchozy z brygadami na wielbłądach. Tuwę kochają Tuwińcy, wybitny fizyk Richard Feynman, fani zespołu Huun-Huur-Tu oraz wszyscy, którzy słyszeli Hymn Tuwy.

Hymn na mleku i krwi

Hymn Tuwy przypomina formą „Bogurodzicę”, a wykonywany z orkiestrą brzmi jak muzyka z westernu. Napisano go i skomponowano dziewięć lat temu, a przecież to nie ma znaczenia. To wiekuisty śpiew. Autorem jest Okej Szanagasz, pomagał mu Aleksander Darżaja, A nuty ułożył Kantomur Saryglar. Tak wikipedia. A przecież odwieczne szczyty, szerokie rzeki i starożytni przodkowie to autorzy, i Pan Bóg, Stwórca ośmiu stron świata. Dlatego właśnie walory teologiczne hymnu Tuwy są tak ogromne. Hymn ten zaczyna się od opisu modlitwy. Sławi obrzęd piękny jak nasze poświęcenie pól, jeśli dobrze kropić. Tylko, że to obrzęd osobisty jak chrzest. W tekście hymnu Tuwy człowiek wspina się na górę, by wylać mleko na kamień. Szamanizm! Ale też dosłowny obraz ludzkiego życia. To wylane mleko kojarzy się z masturbacją, o czym można poczytać pod hymnem na YouTubie. Mleko zastępuje jednak inny płyn, też życiodajny, nie nasienie, a krew. Kto zna tę cenę życia, ten tylko jest Tuwińcem, synem wiecznie ośnieżonych gór, córką srebrzystych rzek.

Córka srebrzystych rzek poi syna ośnieżonych gór 🙂

Tuwiniec zmienia losy świata

Rozlany w hymnie płyn to też nauka o bestii w człowieku. Gdy pracowałem w Puławach, pewien ministrant czytał sobie wspomnienia z frontu wschodniego Leona Degrelle, belgijskiego pachołka Hitlera. Z ciekawości wziąłem i ja. Nie wiem, co myślał tamten jedenastolatek, ale gdy ja czytałem, jak belgijski esesman ubolewa, że na Kaukazie nie walczą już nawet z podludźmi, ale z pokracznymi azjatyckimi bestiami, to odpływałem w marzenia. Noc wokoło cicha jak wilk. Jestem Kałmukiem, a może Tuwińcem? Z nożem w zębach pełznę w kierunku nazistów, chrapiących po swych trudach. Za chwilę pomogę zmienić dzieje. Już świata ten esesman nie zjednoczy. Ministrant, nienawidzący Armii Czerwonej, patrzyłby ze zgrozą na taki sen. A jednak nazizm to gorsza plaga niż komunizm. Gdy sowiet bił koczowników, nie ogłaszał przy tym, że nie są ludźmi. Ministrant kiwa głową. Niby, że rozumie, ale dodaje, że tym Belgom to się tylko tak zdarzyło, jak ratowali Europę. Wtedy ja mruczę pod nosem „Kongo Belgijskie” i tłumaczę. Takie to były formacje w Puławach.

Nienawidzić trzeba nicości

W hymnie musi być nienawiść. Inaczej nie porwie. Hymn Tuwy głosi nienawiść. Nienawidzi się, śpiewając go, nicości. To bunt przeciw pustkom, wyzwisko rzucone nagim skałom, których pełno w kosmosie, a na ktore nie ma komu rozlać mleka, nad którymi nie ma komu się pomodlić, skał, ba, planet całych, co nie mają starożytnych przodków, choćby liczyły miliardy Bóg wie jakich lat. Hymn Tuwy nie potrzebuje kosmitów, by rządzić. Być może kosmitów ktoś potrzebuje, ale to na inny wpis. Na pewno potrzebujemy zjednoczyć świat. Nie da się zaś tego zrobić (słuchaj, lewico!) bez wylania mleka, bez śpiewu i obrzędu. Jest w tym pokusa, nikt tak nie był za obrzędami, jak wspomniane hitlerowskie ciury, ale to jedynie znak, że sprawa jest poważna. W jednej z powieści Vladimira Volkoffa na koniec bohater tańczy w deszczu przed domem, bo zdał sobie sprawę, że korzeni, co go łączą z tym budynkiem obok, z glebą, z padającą z wysoka wodą, z drzewami porośniętymi mchem (rzecz była na amerykańskim Południu) nie da się wykarczować. Ani życie tego nie zrobi, ani śmierć, ani żadna filozofia. Stoi w deszczu i czuje się jak to mleko na kamieniu, nie przypadkiem wylane. Słyszy hymn krwi.

Tuwińcy a Wielka Lechia

Tuwa i okolice to przedziwne ziemie, gdzie legendy są prawdziwe. U nas cała Wielka Lechia to śmiech. Tyle prawdy, że pewnie trzeba by Polaków, by tak przebimbać największe imperium, żeby nie zostało nawet pół kamienia. U nas Grażyna ma rację, że śmieje się z Janusza, gdy ten jej czyta o Lechu I, bo Lechii pewnie nie było, a jeśli była, to nie zrobił jej przecież taki Janusz ksiądz, kierowca, makler czy poseł. Weźmy nawet Johna z Anglii, co się pręży i ryczy, że Brytania rządzi morzami. Jego Lucy też z niego kpi, bo on rządzi w porywie kosiarką do trawy i walczy o pracę z Litwinem, i taki to z niego pan oceanu. To już nie te czasy! Nie tacy, jak on zrobili imperium. Jedno jest tylko miejsce na świecie, gdzie jest inaczej. Tam baba się z chłopa nie śmieje, bo jego prapradziad żył, jak on teraz i pewnego dnia wsiadł na klacz i podbił sto cywilizacji z Chinami na czele, zrobił piramidę z czaszek, zorganizował sprawną pocztę, rozsiał swe geny po wszystkich powiatach i zmienił na zawsze oblicze planety. Wielką Lechię Mongołów, Tuwińców, Kirgizów i innych plemion wyróżnia to, że była uprzejma istnieć.

Koncert w jurcie to piękna rzecz 🙂 foto: Eirin Roseneng via Wikimedia.

Perspektywy zjednoczenia świata przez Tuwę

A gdyby Tuwa nie zmieniła hymnu w 2011 kto by wygrał konkurs kosmitów? Tuwa. Nie ma ratunku. Wystarczy powiedzieć, że ich poprzedni hymn zaczyna się od zdania „W tajdze jest wiele szyszek”, a kończy się wyliczeniem planów hodowlanych kroczącego przez las męża. Jestem silny, myśli sobie, ziemia jest żyzna, będę chował trzodę, wniosek? Będę bogaty! Bogactwo oparte o rozród zwierząt. Pewna inwestycja w niepewnych czasach. Siedzi teraz Tuwiniec przed jurtą, patrzy przed siebie i rozmyśla o pandemi, o łańcuchach dostaw, o społecznym dystansie. Wróży sobie, jak co rano, pryskając mlekiem na cztery strony stepu, będzie coś z tego, czy nie? Uśmiecha się. Oby moje dumne plemię Polaków stać było na taki optymizm!

Tuwa, hymn i proroctwo

Może jeszcze nie w ten dzień dziecka. W 2020 jeszcze nie. Ale już 2040? Może troszkę więcej trzeba… Stu lat, jak się śpiewa na urodziny. A więc Rok Pański 2120. W ogrodach watykańskich papież rozmawia z aniołami o tym, jak to biali ludzie zdołali rozwalić do reszty swą cywilizację. A hen, na wschodzie, nad srebrną rzeką ktoś wiada na koń. Na świętej górze rozlewa krew. Stamtąd jedzie po Mongoła i razem ruszają pokazać, po co Pan Bóg stworzył strzałę i łuk, i konia. Morze Aralskie się napełni, miliard suhaków popędzi stepem, a ludzie będą biedni i wolni. Bose dzieci będą się bawić w pokrzywach tym, co zostanie z naszych F-16. Słońce witać będzie się śpiewem, a chleb całować. Matce Bożej wierzyć. W ów dzień, gdy zabrzmi hymn i nadjadą Tuwińcy, nasza nadzieja będzie w końcu w tym, że święta Figurka z Wąwolnicy znów wzleci.

uwagi

  1. Och, żeby za sto lat było miliard suhaków, to świat byłby piękniejszy! Przy słuchaniu hymnu też miałem skojarzenie z westernem 😀 Piękny utwór, opływa dumą.

  2. Powiem tak, o ile ludzie z jakiegoś daj Boże powodu siądą, na czym zwykli siadać, a przy tym suchaki nie przewartościują swojej wizji rodziny i poglądów na antykoncepcję – będzie ich mnogo! 🙂

  3. Mam taką nadzieję! One potrafią zamykać nosy! Jakieś choróbsko ponoć dziesiątkuje te zwierzaki, a szkoda, żeby świat utracił tak urocze i uzdolnione bestie.

Leave a Reply