Kościół i pandemia

Kościół i pandemia. Strzelał Episkopat Polski, strzelali katolicy świętsi od papieża, ale tylko kulę starego Niemca Pan Bóg poniósł. Trafił nią w samo serce pandemii. O katolickiej nauce społecznej w walce z wirusem i nie tylko, będzie ten wpis.

Kościół i pandemia i kajak

Jestem z tych, co się po cichu śmieją z Listów Episkopatu. Póki co, nikt do mnie nie strzela. List, który otrzymałem na skrzynkę jest na stulecie urodzin św. Jana Pawła II. Budzi raczej łzy, niż śmiech. Jak przypuszczałem, nie ma tam słowa o encyklikach społecznych tego papieża. Po co pisał Ich aż trzy? W liście nic nie ma o ich zawartości, za to jest o kajaku i że wiatr zamknął księgę na trumnie. Jednak, o ile pamiętam z wykładów, nauka społeczna Kościoła jest. Istnieje! Katolicyzm ma sporo do powiedzenia o tym, jak ludzie się rządzą. Na szczeblu lokalnym i centralnym. Pewnie dlatego katolicy startujący na prezydenta RP tak się o nią spierają! Na przykład o to, jak rozumieją zasadę pomocniczości, o której pisał Wojtyła, u nas święty ustępujący miejsca jedynie Matce Boskiej. Żartuję, oczywiście, że się nie spierają. Nikt nie wie, co to zasada pomocniczości. Nikt nie wie, co to katolicka nauka społeczna. Kościół i pandemia tworzą jedynie emocjonalne skojarzenia, jak w tym liście, mówiącym odkrywcze rzeczy, że Jan Paweł jakby żył, to by się modlił.

Żywy, czy nie żywy?

Nie wydaje mi się, by ktoś przed wysłaniem czytał ten list. Poza brakiem wzmianki o nauce społecznej Kościoła, są w nim rzeczy zahaczające o kapitulację. Anonimowy autor stwierdza, że gdyby Jan Paweł II żył, to by się modlił się za chorych, zmarłych oraz ich rodziny. Cóż, GDYBY żył! Z beatyfikacji pamiętam, że mówili o Wojtyle tak, jakby żył i modlił się za wszystkich przez świętych obcowanie. A tu taka zagwozdka! Na końcu zresztą list nawet stwierdza, że do dziś ludzie proszą Wojtyłę o wstawiennictwo. To dziwne ujęcie sprawy nie jest przypadkowe. Potwierdza moją obserwację o wzrastającym humanizmie kazań, a spadającej nadprzyrodzoności. Nawet w oficjalnym liście trudno pisać o świętym inaczej, niż po świecku. To też tłumaczy, że prócz przywołania cierpień papieża, w zasadzie niewiele jest tam z jego nauczania, poza kwestią aborcji. Nic o nauce społecznej. Tak, jakby nie miał on wiele do powiedzenia o pandemii. Tekst kończy się zresztą apelem o to, byśmy prosili Boga o jej ustanie. To naiwna prośba. Gdyby wszystkie wirusy powodujące Covid-19 na całej planecie nagle się rozpadły, zostajemy pośrodku kryzysu. Ustanie pandemii nie sprawi, że będzie wiadomo, co robić. Modlić się trzeba, jak zawsze, o rozum.

Kościół i pandemia i co robić?

Obecne protesty przedsiębiorców i luzowanie dyscypliny przez Polaków biorą się z utraty zaufania wobec rządu. Nic dziwnego, że tak jest. Rząd bowiem nie może rządzić bez kontaktu z ludźmi. Słowem, bez uwzględnienia władzy, jaką mają ludzie nad swoim życiem. Należało zaufać najpierw fryzjerkom i kawiarkom, a nie galeriom handlowym. Należało, w myśl zasady pomocniczości, wytłumaczyć ludziom, co chcemy osiągnąć, z czym walczymy i zostawić im wolną rękę w wyborze środków. Nie da rady bowiem czuwać nad tym, by każda ręka była czysta. Społeczeństwo czuło się przez chwilę odpowiedzialne, ale to już minęło i nie wróci. Będzie zaś powiększał się chaos. Także katolicy mieli okazję przypomnieć, na czym polegają zasady solidarności, pomocniczości i dobra wspólnego. Cóż, gdy od lat promuje się u nas wojnę kulturową, tylko to potrafimy, a na czasy pandemii jest to bez znaczenia. Podobnie potraktowano tam dwa skrzydła wiary i rozumu. Temat zaufania nauce, a zwłaszcza medycynie jest przemilczany. Polacy są katolickim narodem, w którym nikt nawet przez moment nie pyta się o to, czego naucza Kościół.

Apel podejrzliwości

Teraz nie o liście, a o apelu. Tam, gdzie powinno promować się zaufanie, kluczowe w walce z pandemią, szerzy się zaś podejrzliwość. Mistrzami podejrzeń nie są już jednak, jak mnie uczono, Marks, Freud i Nietzsche, ale kardynał Gerhard Muller, były szef Kongregacji Doktryny wiary, nuncjusz Carlo Maria Vigano, który wzywał Franciszka do dymisji na tle skandalów pedofilskich, oraz inni lekko zbuntowani biskupi, w rodzaju Athanasiusa Schneidera. Cóż, w mniej tolerancyjnych czasach pewnie skończyliby na zwiedzaniu papieskich piwnic. Ich apel promuje wizję, w myśl której pandemia jest wyolbrzymiona. Nakręca się ją po to, by szkodzić wierzącym i by masoni i inni banksterzy zdobyli po cichu władzę nad światem. Są tam uwagi trafne, ale częściej myśli jeżące włosy na piętach. Jest, jak to w takich apelach, wiele teorii o buncie i sprzeciwie, ale bez żadnych praktycznych konsekwencji. Znów ktoś krzyczy, że świat się wali, ale wszystko, na co go stać, to podpisanie internetowego apelu. Cóż, czasy męczenników nie minęły, ale oni na podobne apele nie mają czasu. Także, jak w liście na stulecie urodzin Wojtyły, niewiele tam o katolickiej nauce społecznej. Mimo to, jedno zdanie trafiło do mnie i za nie jestem wdzięczny. Gdy podejrzliwi sygnatariusze ostrzegali przed powstaniem rządu światowego, przypomnieli mi nauczanie Benedykta.

Kościół i pandemia i pewien emeryt

Ratzinger, który nigdy nie pisałby o świętym tak, jakby ten nie żył i obrócił się w nicość, był teologiem niepodległym. Nie zawsze miał rację. Nieomylność nie jest przywilejem teologii. Jednak miał swoją drogę. Będąc twarzą konserwatywnego katolicyzmu, przywiązanego do Mszy Wszechczasów i tradycji, ciągle mówił o ochronie planety. Niemcy, którzy akurat swoich papieży słuchają, choćby się nie zgadzali, przypięli Benedyktowi łatkę „zielony”. Ale nie to stanowi szczyt kontrowersji. W swojej encyklice Caritas in veritate, w 67 punkcie papież poparł rząd światowy. Wezwał do stworzenia, jak wcześniej uczynił to Jan XXIII, światowej władzy politycznej. Benedykt stwierdził, że świat nie obejdzie się bez jednej centralnej władzy, gdyż wyzwania, jakie czekają na ludzkość, są globalne. Pisał to w 2009 roku, gdy był kryzys gospodarczy. Już wiadomo, że ten, w którym żyjemy, będzie dziesiątki razy gorszy. Uważam, że idea Benedykta jest słuszna i całkowicie katolicka, a zapomniana chyba dlatego, że ludzie naturalnie łączą władzę z ciężarem i przemocą. Wydaje im się, że rząd światowy to musiałby być totalitaryzm na smyczy korporacji, Putina, komunistycznej partii Chin i Bóg wie kogo jeszcze. Tymczasem taka władza jest jedynym, co nas może przed tyranią ochronić. Jeśli nie powstanie rząd światowy, będzie rząd zaświatowy. Wtedy obawy katolików myślących tak, jak ci podpisani pod apelem podejrzliwości, mogą się spełnić. Wtedy będą rządzić banksterzy. Władza ich będzie z bierności chrześcijan.

Klątwa na pandemię została rzucona

Kryzys to czas na transformację. Społeczeństwo staje się płynne i trzeba mówić o jego możliwych kształtach. Wymaga to wiary w możliwość zmian i we własną wizję. To taka wiara, jak zauważa Jezus, zaczyna od ziarnka a kończy na żonglerce górami. Póki co jednak kapitał społeczny Kościoła jest w dużej mierze uśpiony i działa jedynie oddolnie. Szyjemy maseczki i składamy się na kaplice szpitalne (sprawa pierwszej pilności), a boimy się nawet wspominać wizję ludzi, którzy nie bali się mieć wizji. To pokazał sentymentalny list o Janie Pawle II. Przy tym wszystkim prawda pozostaje prawdą. Wypowiedział ją Benedykt XVI ponad dekadę temu. Trzeba władzy światowej, która będzie koordynować i nawigować ludzkością. Bez przymusu i bez przemocy. To skandalicznie odważna wizja. Tak nierealistyczna, że Władcy tego świata mogą pominąć ją w swych kalkulacjach. Diabły ją wyśmieją. W końcu stwierdzenie, że trzeba nam idei w polityce, wydaje się nieskończenie śmieszne. Ale to właśnie z takich miejsc, gdzie nikt nie patrzy, przychodzi tak dobro, jak i zło, zarówno pandemia, jak i zmiana.

uwagi

  1. Wydźwięk tego listu o JP2 brzmi dość znajomo – w mojej rodzinnej parafii nawiązującej wezwaniem do tegoż świętego, na kazaniach nie mówiło się o jego tekstach i nauce praktycznie nic, więc ja jako osoba, która wiekowo załapała sie tylko na koniec jego pontyfikatu, o jego nauce właściwie nic nie wiem. Widziałem za to ogromny pomnik z włoskiego marmuru i wielkie witraże z owym świętym.

    Co do władzy światowej to w sumie nie wiem. Faktycznie szaleńczo odważna wizja – według mnie zupełnie nie do zrobienia przez ten sam czynnik, o który inne wielkie idee po drodze się potknęły – trzeba by do ich realizacji mieć idealnych ludzi.

    Dzięki za ten tekst! W końcu też poznałem dobre hasło na wojnę polsko-polską – wojna kulturowa brzmi cokolwiek bardziej elegancko! 😉

  2. Wojna kulturowa jest globalna. Dlatego Trump głosuje na PiS, a Biden na KO 😉 Co do władzy światowej, to teraz część decyzji podejmuje nie wiadomo kto, a część nikt. Do zarządzania wsią też trzeba by idealnych. A władza centralna nie zakłada wszechmocy. Ot, papież to przykład władzy globalnej opartej na autorytecie. Najczęściej nawet usadzić paru biskupów nie może, ale czasem jednak coś zrobi;) Co do nauczania JP II to temat rzeka. Nie jestem wielkim znawcą, ani nawet orędownikiem, ale parę myśli w tych encyklikach społecznych jest, na pewno lepszych niż obecna pustka ideowa.

  3. Taka władza centralna musiałaby mieć też jakąś spójną wizję, bo inaczej też pewnie padłaby ofiarą wojny kulturowej. Nawet w samym Kościele też w końcu są różne stronnictwa i w ramach jednego światopoglądu już jest trudno ludziom się dogadać co do priorytetów. Pewnie i tak przez jakiś czas jeszcze pozostaniemy z tymi organizacjami międzynarodowymi, które już teraz działają. O ile oczywiście teorie spiskowe nie okażą się prawdziwe i zaraz po pandemii będziemy mieli otwarcie masoński rząd centralny i NWO xD

Dodaj komentarz