Szampan Sanah koi w pandemię

„Szampan” Sanah zalał Polskę i nawet ja dobrze się bawiłem. 

Najlepsza popowa piosenka 2020 miała pod górkę, bo o czymś mówi. Wydawało się, że prędzej Wisła wyschnie, albo że prędzej zamkną w Polsce kościoły, niż, że radia poleci coś z gramem sensu, a tu proszę! Mamy rok cudów i dziwów. Znaki wielkie i niesłychane idą łeb w łeb. „Szampan” Sannah koi w pandemię. Babka wystrzeliła tekstem i korek jeszcze leci. Gorzka, ale na słodko, piosenka jej płacze, ale tak, jak można płakać prowadząc kabriolet. „Szampan” namawia do gibania się za kierownicą w lepszym stylu, niż to u nas przyjęte. Od dłuższego czasu zmieniałem stacje w polo i myślałem, nie jest to kraj dla piosenek. Aż trafiłem na „Szampan”. Dzięki Sanah słuchamy w kółko piosenki, która w porywach jest mądrzejsza, niż felietony Olgi Tokarczuk, a nawet listy do Polaków wiadomej organizacji.

Pod górkę mam, choć się na nic nie pisałem

„Szampan” Sanah zalał Polskę i bawiłem się dobrze, choć ja się bawić nie potrafię. Imprezy denerwowały mnie zawsze przez liczny w nich udział ludzi. „Szampan” opiewa właśnie taką ludną imprezę. Tekst jest prosty. Zdaje się, że pani chciałaby popłakać, a nie ma jak, bo ludzie gadają po kątach, a w tle kręci się jej były pan. Udaje więc zadowoloną. To jedna interpretacja. Jest ich więcej! Tekst jest bowiem prosty, ale otwarty. Może być to na przykład utwór o kosztach grania w ludzkiej komedii. Albo o potędze oszustwa. Albo o seksie. Sławoj Žižek powiedziałby pewnie, że Szampan Sannah koi w pandemię, bo śpiewa o ludzkiej globalnej imprezie, nieudanej jeszcze przed wtargnięciem złowrogiego Covida. Tak czy inaczej, szampan właśnie się wylał i są lekcje do odrobienia.

O co jej chodzi?

Dziwny to szampan, który nie strzela na początek, ale cyka jak stoper. Piosenka o pracy, choć dzieje się na imprezie, to ocieka od wysiłku. Kazik kiedyś śpiewał, że płomienne zorze budzą go ze snu, a potem opisywał prace i dnie polskiego maklera. Ale Kazik, jak to chłopiec, zrobił to tonem skargi, ironicznej, ale jednak. Sanah zaś to dziewczyna. Polka. Polki zaś się nie skarżą. Pierwszą rzeczą, jaką sobie w tej piosence mówi, to że się sama pisała. Bierze odpowiedzialność. Całą! Niewiastę dzielną któż znajdzie? zapytał Pan Bóg w Biblii, na co Maryja odpowiedziała Polkami. Ten świat, co je popędza i nie wierzy ich łzom, co je obgaduje po kątach i mówi rzeczy, od których uśmiech zamiera, one biorą, jakim jest. Łzy i żałowanie siebie to najwyżej hobby – jak znaleźć na nie czas? Sanah śpiewa partię kobiety, która jest bardzo silna i trochę zmęczona, i to tyle. Nie ma dramatu. Złamanie nie grozi. Organizm zdołał zachować homeostazę. Teledysk to dobrze oddaje. Zanim baba się wścieknie na to, co jej robią te ręce spoza kadru, film cofa się do początku. Rytm, najważniejsze słowo świata, jak mi podpowiada Panikkar, może iść dalej. Kobieta bita kwiatkiem woli przypomnieć sobie, że tak naprawdę to sama się pisała. Kto Ci to zrobił, kochanie? Zrobiłam sobie sama. Myślę, że zalana „Szampanem” Polska lubi tę właśnie gorzką nutę i to ją koi.

Otwarty „Szampan” i jego gorzkie bąbelki

Z życiem jest tak, że nikt się na nie pisał. Także w późniejszych decyzjach nawet polskie nadkobiety nie są wolne. Prawda ta jednak jest niepraktyczna. Lubimy myśleć, że jesteśmy w centrum, na dobre i na złe. Nie los, nie klimat ani Bóg, ale my decydujemy. Nawet klęska inaczej smakuje, gdy myślisz, że to jednak wyrosło z twojego ogródka. „Szampan” więc jest pesymistyczny, ale do granic. Ludzie są źródłem cierpienia, życie jest jego źródłem, ale toast mogę wznieść, nic nie szkodzi. Bycie na ludzkiej imprezie wymaga udawania, że już nie boli. Te ciemne bąbelki „Szampana” bardzo mi się podobają. Nie chcę robić analizy wiersza, bo to nudzi, jak się kiedyś dowiedziałem pisząc dziennik ze Szkocji. „Szampan” Sanah to jednak dobry wiersz. Sporo się w nim rusza, alkohol się wylewa, schną łzy, wznosimy toast. Bohaterka wiersza też się wznosi ponad to, co myślą o niej inni, „ktoś tam dissuje mnie, niech gada co chce”. To najstarsze wzniesienie się na świecie. Ludzie jeszcze nie mówili, może tylko śpiewali, jak nucą sobie goryle, a już udawali, że nie boli, już się nie rozumieli i zamykali oczy. „Szampan” Sanah to najstarsza piosenka świata. Dlatego mogłaby być śpiewana na pogrzebie naszej cywilizacji. Działo się w globalnej wiosce tyle, że nie było czasu myśleć o tym, co pod spodem. Aż przyszedł Kovid. Stąd Sanah swój singiel wydała w idealnym momencie. Gdy zaczniemy tęsknić za tym, co było, „Szampan” przypomni nam, że warunki życia mają drugorzędne znaczenie. Jak wiele szampana by się nie lało, człowiek i tak wydziela z siebie niezadowolenie niczym ślimak śluz.

„Szampan” Sannah bawi i koi

„Szampan” Sanah koi w pandemię, bo kpi z życia. Szampan to symbol szczęścia. Melodia i tekst piosenki Sannah pokazują wszystkie etapy tego trunku w życiu człowieka. Najpierw zegar cyka i na butelkę zarabiasz, potem toast możesz wznieść, potem masz dość i przychodzi zmęczenie. Cykl życia jętki zwanej szczęściem. Szampan opiewa jętkę wyrojoną jeszcze w tłustym czasie, ale przez to właśnie, że mówi o jej życiu szczerze, zapowiada klęskę bieżącego roku. To, co może mieliśmy siłę jeszcze niedawno ukrywać, czyli gorycz życia i rozczarowania, rozleją się na Polskę i świat, wszystko się będzie aż lepić. Ujawni się przemoc. Nie dla wszystkich jest zaś jasne, że ludzie mają skłonność do przemocy i lubią ją tak, jak się lubi słoneczny, majowy dzień. Słyszałem w TOK FM panią psycholog od społeczeństwa przyszpiloną pytaniem o mobbing. Czemu on się kręci w koło, czemu to wraca, jak przeklęty rytm? Pani psycholog zasugerowała nieśmiało, że coś musi doskwierać temu szefowi, co prześladuje. Była więc w sumie blisko dostrzeżenia, że przemoc to też taki szampan. Znieczulający życie narkotyk.

Popteologie

„Szampan” Sanah podoba mi się. Może nie aż tak, jak „Zbyszek”, albo „On Battleship Hill”, ale jednak. Może podoba mi się dlatego, że ja już lata temu porzuciłem imprezy? Wybrałem drogę buntu przeciw szampanom. Drogę Antysukcesu. Siadłem na furcie seminarium lubleskiego, słuchałem w mistycznym nastroju RMF FM i stwierdziłem, że każda piosenka może zostać zinterpretowana teologicznie. Zwłaszcza te o miłości. Św. Jan, słysząc przeciętną popową piosenkę, mógłby ją wyjaśnić jako dialog duszy z Bogiem. Przy „Szampanie” jednak miałby chyba wątpliwości. Tam po miłości zostało ledwie wspomnienie. Jeśli szukać biblijnych analogii dla utworu Sanah, to chyba w Ostatniej Wieczerzy. Największy cud Pana Jezusa to ponoć posiadanie dwunastu przyjaciół po trzydziestce. Ale być może przebił to tym, że przed śmiercią z nimi szczerze pogadał. Oni szczerzy nie byli, ale to tylko ludzie. On natomiast mógł mieć satysfakcję, że powiedział, co powiedział. Impreza pożegnalna Jezusa była znośna, bo nie ukrywała bólu. Takie użycie słów, jak Jego wtedy, to znaczy taka szczerość, to skarb. Nawet Poncjusz Piłat to czuł. Nalegano na niego, by zmienił tabliczkę nad krzyżem, lecz on, bawiąc się myślą, że w jakimś niepojętym sensie tabliczka nad krzyżem nie kłamie, wyrzekł jedno z najpiękniejszych zdań Biblii, „com napisał, napisałem”. Może kpił z Żydów, może z siebie kpił? A może chciał skrycie powiedzieć prawdę? Tak też popowy „Szampan”, co nas zalał, po badaniach ujawnia obecność tej dziwnej substancji. Szczerość opłaciła się Sannah, obdarzyła duszą jej hit.

Seks i Szampan Sannah koi w pandemię

Szampan wylewający się to pokaz siły. Po to się wylewa, żeby pokazać, że nas stać na małą stratę. Poza tym jeszcze jest to powszechnie zrozumiały symbol wytrysku. Rozkosz, poczęcie, wielka historia życia, promieniowanie ojcostwa i/lub alimenty. Pan Bóg, twórca życia, musiał już na samym początku uśmiechać się do tego symbolu. Życie to bowiem wyjątkowa impreza. To szampan wylany na kosmiczną skalę, nieczęsty jak przelew z Kurii, jak wygrana w Totka, jak szansa, że w 460 sejmowych miejscach trafimy jednego sprawiedliwszego drania. Tak też znamy jedną tylko zalaną życiem planetę. Pytania o zasadność tego kroku, skutkującego cierpieniem miliardów istot, niewiele wnoszą. Odkąd słuchałem Sanah, kojarzyła mi się jeszcze inna piosenka, bardziej patetyczna i mniej prywatna, o imprezie właśnie. Był tam akcent na to, że zapraszają tylko raz i trzeba korzystać, zacisnąć zęby i wznieść toast, a nawet warto trochę poudawać. Może uda się potańczyć? Osiecka to napisała, a wyryczała Maryla, że życie to bal jest nad bale. Jak dowiodła „Szampanem” Sannah, a być może potwierdzi to też nową płytą, czasem puszczą w nim znośną piosenkę.

 

 

uwagi

  1. Dlaczego wciąż wracam do tego właśnie tekstu? Może z powodu trafnych spostrzeżeń? Może z powodu potoczystości? Może przyciąga mnie lekkość muzyczna wokalistki? Nie wiem.
    Wiem jedno: przyjemnie smakować sens tych wyrazów…

  2. Świat nie wierzy, ale one czasem mówią sobie: dość, bo niby wspaniale,ale wcale nie jest dobrze… Fajna piosenka, jej analiza też ;).

Leave a Reply