Księga Daniela! Czyli jak się kochają Stary i Nowy Testament

Księga Daniela łączy Stare i Nowe w Biblii. W pierwszym wpisie o tej księdze było o przemocy i władzy, w drugim o mistyce, trzeci pokaże że wbrew temu, co się mówi na katechezie, Jezus z Ewangelii we wszystkim odpowiada Mesjaszowi, na jakiego Żydzi czekali. 

Obrazek z Jezusem Miłosiernym sprzed Narodzenia Chrystusa

Zanim zobaczyła Pana Jezusa siostra Faustyna, widziała Go Matka Boska, ale jeszcze zanim Ona Jezusa widziała, widzieli Go prorocy, a z nich Daniel widział już Go już całkiem wyraźnie. Syn Człowieczy, przychodzący na obłokach, stojący przed Starowiecznym, jak ks. Wujek nazwał ładnie Pana Boga Ojca. Znajomy obrazek! Cofamy się o dwa tysiąclecia. Jerozolima. Pokazujesz Żydowi obrazek z Jezusem Miłosiernym, z promieniami, podniesioną dłonią i stopami, których nie można tak postawić. Żyd komentuje, o, Mesjasz, Syn Człowieczy z Księgi Daniela. Ale jak to? Przecież powinien porwać i podeptać, ewentualnie grzecznie podziękować, jak ten czarnoskóry Czech, któremu próbowałem wręczyć ten obrazek w ostrawskim autobusie. Czech był z protestantów, którzy uważali, że obrazów czynić nie wolno. No, a tym bardziej Żydzi nie mogą ich czcić ni czynić! Tak jest napisane w ich prawie. No, jest też napisane to samo w naszym prawie, o którym Pan Jezus powiedział, że ani jedna kreska się w nim nie zmieni. Mimo to, licząc tylko oba dekanaty lubelskie jest po kościołach więcej obrazów, niż w świątyniach hinduskich nad całym Gangesem. I tak dobrze, że nie mamy fazy na ubieranie figurek, na którą cierpią katolicy znad Śródziemnego Morza. Wydaje się, że ten nasz zwyczaj to od pogan, bo gdzież by Żydzi? Nawet weźmy tylko księgę Daniela. Napisana krótko przez obrzezaniem Dzieciątka Jezus. Przecież cała ta księga jest jednym wielkim śmiechem z bogów, którzy pozwalają sobie robić podobizny!

Stare i Nowe Testamenty, czyli z czego Pan ulepił teologów

Hipotezy, dlaczego jest taka nieścisłość – nie-nieścisłość z wizerunkami w Biblii są dwie. Pierwsza mówi, że na mocy przewidzianych grzechów katolików Pan Bóg tak zarządził, by dokuczali im Świadkowie Jehowy. Przychodzą więc i wyciągają te kłopotliwe cytaty. Jest ona słaba z powodów, których nie będę tu rozwijał. Druga zaś, poważna już i naprawdę prawdziwa, zawiera się w anegdocie. Aniołowie zorientowali się, że z tego, że Pan Jezus powiedział, że ani jedna jota w prawie się nie zmieni, będą kłopoty. Z obrazkami i figurkami, na przykład. Pytają więc Pana Jezusa, czy On tak na serio, a On im na to, a po co myślicie, dzieci, stworzyłem teologów? Tak było. Teolodzy istotnie toczyli wojny o wizerunki Niewidzialnego, rozwijając przy okazji teologię. Ale prawdą jest, że to się nie zaczęło, jak chcą niektórzy, dopiero po kilkuset latach chrześcijaństwa. Przeciwnie, także Żydzi nie stronili od podobizn. Stare i Nowe bliżej jest w Biblii, niż się zazwyczaj sądzi. Szkoda, że nie robiłem zdjęć, gdy pokazałem piękną mozaikę Pana Jezusa, Marii Magdaleny i dwunastu apostołów kolegom z uczelni, zwłaszcza, gdy zdradziłem, że pochodzi z klasztoru z czasów Justyniana. Jasne, że Helios, Selene i Zodiak to bardziej prawdopodobne identyfikacje, ale to i tak daje do myślenia. Jest pełno takich mozaik w Izraelu, zwłaszcza, uwaga, po starożytnych synagogach. Dość katoliccy byli ówcześni Żydzi, gdy chodziło o dekoracje. 

Po takiej posadzce chadzali starożytni mnisi w Beth Shean.

Stare w Nowym, a nowe w Starym

Ledwo uniknąłem stosu, gdy opowiedziałem na KUL-u następujący kawał. W pewnym momencie Jezus mówi Żydom w Ewangelii Jana, że Abraham zobaczył jego dzień i się ucieszył. Faktycznie, Abraham w otchłani ogląda Jezusa, jak to opowiada i się śmieje. To jego obiecany potomek! Zdobędzie warownie, będzie miał wszystkie owce, wszystkie wielbłądy, i tak dalej! Ale Abraham słyszy, że poniżej niego ktoś się jeszcze głośniej śmieje. Ha, ha! Niżej siedzą Kananejczycy, których Abraham bił i płaczą ze śmiechu tarzają się, wachlują i tak dalej. Z czego się cieszycie?? Pyta patriarcha. Ano, z ciebie, ojcze! Bo  ty teraz dopiero zaczynasz się tego domyślać, a my od zawsze mówiliśmy, że Elohim ma Syna! No i zaczęli mu wykładać teologię trynitarną w pogańskiej wersji. Nie musiał więc ojciec wiary czekać kogoś z wydziału dogmatyki KUL, żeby trafił do Otchłani i tam mu narysował trójkąt w kole i wyjaśnił, że jakkolwiek Pan Bóg jest jeden, to nie jest aż fanatykiem tejże jedności. Gdy więc opowiedziałem taki kawał, zapanowało milczenie. Profesorowie, doktorzy i magistrzy tylko się popatrzyli. Konsternacja. Prawie, jak wśród tych kapłanów, którzy dyskutowali film „Milczenie” Scorsese, ten, w którym jezuita wypiera się wiary żeby mu parafian nie torturowali. Rozwija się przy stole na plebanii dyskusja. Czy wolno tak się wyprzeć? Starsi kapłani sądzą, że jednak nie. W pewnym momencie młody wikary mówi proboszczowi, by się nie obawiał: Choćby żywcem zdzierali z księdza kanonika skórę, albo i gorsze rzeczy księdzu robili, ja nie wyprę się wiary. Różnica, że konsternacja przy kawale o tym, że wszyscy Kananejczycy wiedzieli, że El ma Syna, była nie po linii miłości nieprzyjaciół, lecz właśnie po linii wiary. Profesorowie, doktorzy i magistrzy byli skonsternowani, bo uważali, że to im ujmuje. Po to bowiem teolog jest, by pokazać, że chrześcijaństwo jest wyjątkowe. Jedyne, jak ukochana kobieta. W niczym nie podobne do innych kobiet, a już najmniej do jej sióstr, czyli w wypadku chrześcijaństwa, do pogaństwa znad Morza Śródziemnego i judaizmu. Ten kawał podważa to niepodobieństwo to i ja do dziś lubię to robić. Nie tylko Stare z Biblii, ale i stare pogańskie zapowiada nasze nowe. 

Krzyż Stary i Nowy

To nawet mówi się na kazaniach, że Żydzi nie potrafili przyjąć krzyża, bo cierpiący Mesjasz był dla nich problematyczny. Oni chcieli politycznego Mesjasza. Nie takiego czekali! W Wielki Piątek słyszałem to wiele razy, choć przecież czyta się wtedy Pieśń Sługi Pańskiego z Izajasza, która to pieśń, jak zauważył o. Cantalamessa, wyraźniej opisuje ukrzyżowanie, niż Ewangelie. Nie trzeba być zresztą kaznodzieją papieskim, by to zobaczyć. Stary Testament pełen jest jasnych co do tego sugestii. Mimo to, teolodzy chętniej akcentują różnice. Żydzi mieli ponoć oczekiwać Mesjasza politycznego, mówili mi wykładowcy, a nie takiego, co będzie cierpiał, jak Pan Jezus. Niby coś w tym jest, ale ja zawsze miałem wątpliwści. Wiadomo, że Mesjasz miał być synem Dawida. A Dawid to kto? Ano, człowiek cierpiący, niski, odrzucony przez głupie stereotypy, gdyż miał cudne rude włosy, jak mój ksiądz rektor z seminarium. Mówi się też, że znak dynastii Dawidowej, poza znaną gwiazdą, to mógł być krzyż, T, hebrajska litera taw. Otóż te podobieństwa i nawiązania fascynują nie tylko mnie, ale i Ojców Kościoła. Nowy ukryty jest w Starym, a Stary wyjaśnia się w Nowym, pisali.

Daniel z katakumb

Lwy i zmartwychwstanie

Scena z Księgi Daniela, którą Ojcowie Kościoła przywoływali jako zwiastującą zmartwychwstanie, to Daniel w jaskini lwów. Gdy piszę te słowa, ludzkość odkrywa dzięki świat hodowców dzikich kotów w serialu „Tiger King” na platformie Netflix. Jest to specyficzny dokument. Ja się z ludzkości wyłamałem po pierwszym odcinku. Jaki by jednak nie był ten serial, to na pewno spodobałby się na dworze Dariusza, króla perskiego. Z tym, że Dariusz nie musiał robić mini-zoo. Nie potrzebował trzymać lwiątek, by dwie nastolatki z KSM-u z Nebraski zrobiły sobie selfie płacąc mu dziesięć dolarów. Dariusz król perski miał to w nosie. Miał niewolników i krwiożercze podatki, a fascynujący świat wielkich kotów oglądał dla własnej przyjemności. Na żywo, w grocie. 

Dół lwi – stara i nowa polityka

Uradziły wszystkie książęta królestwa twego, urzędnicy i panowie, rada i sędziowie, aby wyszedł dekret i wyrok królewski, aby każdy, kto by prosił jakiéj prośby od któregóżkolwiek boga albo człowieka, aż do trzydziestu dni, jedno ciebie, królu! był wrzucon do dołu lwiego. Widzimy tu, jak dwór Dariusza króla perskiego nie zadowala się złotymi posągami, ale czyni ze swego szefa boga nad bogami. Dariusz, by nie robić tym dobrym ludziom przykrości, nie odmawia. Dobrzy ci ludzie, owe wszystkie książęta, nie tyle że tak kochają Dariusza, ile nienawidzą Daniela i to ma być zasadzka na niego. Ponieważ Daniel jest ważnym politykiem, a w dodatku lubi się modlić, wystarczy go teraz przyłapać na modlitwie, by Dariusz musiał go wrzucić w dół lwi i by owe książęta miały święty spokój. Daniel nadal zmawiał pacierz na kolanach. Nie przejął się. Trzech czasów na dzień modli się modlitwą swoją, wykłada nam ks. Wujek. Dariusz lubił Daniela i nie chciał mu tego robić, ale owe książęta nalegały. Znalazł więc król persów iście salomonowe wyjście, by spodobać się tak Danielowi, jak jego wrogom. Wrzucił proroka w dół lwi z głośnym wyznaniem wiary, że Pan Bóg, do którego Daniel się modli, na pewno go wybawi. Kroki polityka na drodze Bożej zawsze są taneczne. 

Istnieje na świecie klasztor buddyjski, gdzie mnisi usiłują przyzwyczaić tygrysy do diety Daniela

Nowy Testament kocha Stary

Tu znaczna się urok Biblii, czyli w Testamencie Starym Nowy Testament. Poprosimy, niech nam dalej ksiądz, księże Wujku, tłumaczy: przyniesiono kamień jeden i położono go na dziurze dołu, który król zapieczętował sygnetem swym i sygnetem przednich panów swych, żeby czego nie uczyniono przeciw Danielowi. Mamy tu proroka w dole śmierci, kamień na tymże dole i pieczęć na nim. Jest jeszcze jedno miejsce w Biblii, gdzie tak jest. Oczywiście, zmartwychwstanie! Dlatego Ojcowie Kościoła lubili ten dół lwi. Nie dla krwi, jak w serialu, lecz dla teologii. Pieczęć króla Dariusza została złamana, jak i pieczęć na Grobie Pana Jezusa. Jak wrogowie Daniela potem byli wrzuceni i pomarli, tak straże u Grobu, jak czytamy u Ewangelisty Mateusza, były jak martwe. Podobieństw jest sporo. Mnie na tym tle intryguje, czemu nie ma nigdzie relikwii tej pieczęci z Grobu? To znaczy rozumiem, że arcykapłani pewnie swą złamaną pieczęć po wszystkim zabrali, albo strażnicy ją przepili. Albo może zaginęła. To, czego nie rozumiem, to że nie znalazł się żaden rozsądny Grek, przedsiębiorczy Ormianin czy bogobojny Żyd, który by w dwunastym wieku sprzedał jakąś złamaną pieczęć krzyżowcom, naiwnym jak dzieci pierwszokomunijne. A chyba się nie znalazł, bo nie ma takiej relikwii w żadnym kościele.

Co zdarzyło się w dole lwów?

Cud, mówią, ale dla mnie niekoniecznie. Sam Daniel się Panu Bogu udał. On był cudem. Prorok! Trzymał królestwo za twarz i trzymał sam, bez sitwy, skoro wszyscy solidarnie donieśli na niego. Był charyzmatycznym urzędnikiem bez zaplecza politycznego. Niepowtarzalny. Być może więc, gdy w jamie zjawiło się kilku aniołów, każdy z dużą ilością łaski, by poskromić lwy, okazało się, że starczy je ledwo pokropić, bo Daniel sam sobie z nimi radzi. Widziałem takie rzeczy na YouTubie. Są filmy, jak Słowianin wozi misia, albo Bur koi tygrysa, ale też na wsi lubelskiej, na własne oczy! Obserwowałem tam drogi ludzi z końmi, krowami, psami i wieloma gatunkami dinozaurów, jakimi są indyki, gęsi i niektóre koguty. Człowiek bowiem, gdy zachowuje się jak król, naprawdę jest królem stworzeń. Może złapać za pysk zwierza z przewagą fizyczną. Gorzej idzie łapanie stworów z przewagą psychiczną, ale tu akurat nie lwy są groźne, a koty. Nic bowiem nie zastąpi charakteru. Stąd powiedziane jest: będziesz woleć drania na katechezie, dla charakteru jego, a dzieci zblazowane zapomnisz. Wracając do Księgi Daniela, oddajmy się jeszcze spekulacji. Co, gdyby były tam nie lwy, a koty? Tam, w dole? Być może, gdyby to był koci dół, prorok byłby złamany. Gdyby mali mordercy sikorek długo miałczeli, to, być może, Daniel waliłby w kamień. Wołałby i błagał, jeśli nie o oddalenie kary, to chociaż o kocią karmę, nie mogąc znieść kociego płaczu. Kot, nawet nie perski to despota gorszy niż Dariusz. Tenże król, jednak nie znał się na wojnie psychologicznej i dlatego rzucił Daniela lwom. Z nimi zaś Daniel, jeszcze z anielską pomocą, poradził sobie bez problemu. Jak Pan Jezus z grzechem, śmiercią i diabłem.  

Dodaj komentarz