Raimon Panikkar, kosmiczny ksiądz. Biografia złośliwa.

Raimon Panikkar zasłużył na złośliwą biografię. To będzie złośliwa biografia Raimona Panikkara, teologa, który mówił, że jest kosmicznym kapłanem obrządku Melchizedeka. Tak mu zapłacę za lata, które zmarnowałem nad doktoratem o nim. Większość, jak to z ludźmi, ignoruje go, wielu podziwia a niektórzy czczą. Innych kosmiczny ksiądz ciekawi. Dlatego opowiem o nim złośliwie i dlatego też, że go lubię. 

Narodziny Panikkara

Był dzieckiem z małżeństwa katolicko-hinduskiego. 3 grudnia 1918 urodziła go Carmen Alemany, a Ramuni Panikkar uznał za syna. Jak widać, Z katalońskiej matki on wzięty, krew jego hinduskie bohatery. A jednak, okazał się krzyżówką niemieckiego intelektualisty z Hippisem! Jestem złośliwy, bo jak już pisałem, lubię tego kosmicznego księdza. To jedyny dopuszczalny warunek złośliwości, lubienie. Lubię, choć nie podziwiam. A podziwiali Panikkara wszyscy. Od Rzymu po Berkeley. Pisali o nim, ksiądz i chemik, katolik i hindus, z matki Katalonki i z ojca Hindusa, Europa i Indie, Malabar i Hiszpania, a przy tym naukowiec, mędrzec, prorok, chodzący dialog międzyreligijny, człowiek pokoju, i tak dalej. Tak o nim pisali wrogowie i przyjaciele. A ja mówię, że to intelektualista i hippis. Brat Panikkara też miał go za hippisa i pracownika naukowego.

Pogrzeb kosmicznego księdza

Opowieść o życiu Raimona Panikkara, kosmicznego księdza, zacznę od końca. Od jego pożegnania z planetą Ziemią. W narodowym sanktuarium Katalończyków, u Matki Boskiej w Monserrat, w słoneczny dzień, blisko nieba, w górach, płacze wdowa po księdzu. Biskup też płacze, płaczą księża, łzy ma w oczach Jordi Savall i płacze mu w rękach viola di gabba nutami czterech kultur. Płaczą kamery telewizyjne, płaczą rzesze przyjaciół i uczniów, płaczą politycy katalońscy i płaczą katalońscy buddyści, i katolicy z okolicznych parafii. Ja nie płaczę, nie oglądam transmisji, bo jestem na szóstym roku lubelskiego seminarium i nie w głowie mi jeszcze doktorat. Jest 2010 rok. Potem uronię łzę nad dziełami Panikkara, lecz nie nad nim, a nad nieznośną lekkością mego doktoratu. Tyle złośliwego opisu pogrzebu Panikkara. Tak naprawdę, co widać na nagraniach, prawie nikt nie płakał. Były uśmiechy, jak na jakimś wydarzeniu kulturalnym. Kosmiczni księża miewają pogodne pogrzeby. 

Zresztą, poza Jordim Savallem, było to zwykłe pożegnanie starego księdza, z tą różnicą, że najważniejsza kobieta nie siedziała w piątej ławce. 

Jeszcze raz od początku. Skąd się wziął Raimon?

Zdaje się, że imię i nazwisko zmieniał łącznie 27 razy, ostatecznie na Raimon Panikkar. Było to wynikiem tego, że jego rodzina zmieniła je raz. Ojciec Panikkara przyjechał z Indii, gdzie walczył o niepodległość od Brytyjczyków, i z Brytyjskim paszportem, jako arystokrata z Malabaru, doskonały chemik, udał się na wygnanie do Katalonii. Był dżentelmenem. Między nim, a Carmen była prawdziwa miłość, ale była też cała chemiczna fabryka i interes rodzinny. Prócz Panikkara, mieli jeszcze trójkę dzieci, z których brat, Salvador Paniker, zasłyną jako wybitny filozof, też łączący Wschód z Zachodem, ale inaczej, niż jego braciszek, kosmiczny ksiądz. Panikkar sam tak o sobie mówił. Jestem kosmicznym kapłanem dharmy Melchizedeka, powiadał. Tak napisane miał na książeczce, jaką dostali uczestnicy pogrzebu. Najpierw jednak Panikkar pożył i to pożył ciekawie.

Rodzina Panikerów. Młody Raymundo stoi przy matce.

Niemiecka filozofia i pobożna chemia

Raimon Panikkar otrzymał katolickie wychowanie, chodził do jezuitów, uczył się chemii według tradycji rodzinnej, ale i filozofii, a potem teologii. W rodzinie jego, jak pisał, panowała głęboka harmonia. Przez wybuch wojny domowej w Hiszpanii, jako student musiał pewien czas spędzić w Niemczech. Przyszły Raimon Panikkar siedział nad Heglem, albo Jacobim, a po wyjściu z biblioteki pytał kolegów, co to za marsze z pochodniami po ulicach? Były lata trzydzieste i naziści zaczynali krzesać książkowe ogniska. A jednak, od nikogo się więcej nie nauczył, niż od niemieckich filozofów. Po wojnie wrócił do Hiszpanii, w której wygrał Franco. Ten kraj był tak katolicki, że nawet więźniowie musieli obowiązkowo zaliczać pierwsze piątki miesiąca, także ci, którzy wznosili wielki grób dla dyktatora, w górach, w strasznych warunkach.

Panikkar prostuje ścieżki

Wojna pokazała przyszłemu księdzu, że świat wymaga naprawy. Raymundo Paniker poszedł więc do seminarium. Wyświęcili go w 1946 roku. Jak niejeden przed nim i po nim, także po to, by prostować kręte drogi. Kościoła drogi gmatwał Franco. Hiszpanów drogi, nowoczesność. Kręte drogi młodego kosmicznego księdza, jak myślę, gmatwały zakręty miedzy wiarą matki, a nauką ojca. Nie wydaje mi się, żeby ojciec, Ramuni Panikkar był religijny. Miał też problem, by pogodzić się ze święceniami syna. A syn był dobry w nauce, znał języki. Pisał doktoraty, choć przypisywanie mu doktoratu z chemii to przesada. Napisał tylko doktorat filozoficzny z domieszką chemii. Takie pryskane jabłka. Przesłaniem tego doktoratu, który obronił w 1957, było, że teologia może pomóc chemii i chemia uprawiana pobożnie to lepsza, pełniejsza chemia. Przeszkadzał mu normalny dla nas podział. 

Raimon walczy o ład kosmosu

Ksiądz Paniker wstąpił do Opus Dei. Wtedy to była awangarda! Rekonkwista kultury. Ofensywa, by uczynić nie tylko, chemię, lecz i świat naprawdę katolickim. Josemaria Escriva obiecywał coś więcej, niż zmuszanie komunistów do spowiedzi. Paniker wyróżniał się jako kaznodzieja i duszpasterz dzieła. Potem zaczęli go przenosić z miejsca na miejsce, być może dlatego, że się zakochał, choć był zawsze i szczery, i grzeczny. W ciągu lat Opus Dei trochę go wymęczyło, raz, już w Rzymie więzili go nawet. Po zerwaniu z Escrivą nie krytykował jednak dzieła. Przyznam, że przyglądając się sprawie ks. Panikera źle pomyślałem o Opus Dei.

Panikkar i Paweł VI

Panikkar i Rzym

W Rzymie, a był to Rzym oczekujący na Sobór, studiował wschodnich Ojców Kościoła, co było wówczas wielką nowinką, niemal herezją. Królowała bowiem neoscholastyka. Co to jest neoscholastyka? Ano, to taka teologia, która wydała na świat te słynne 167 pytań, co je musiałem zaliczyć przed pierwszą Komunią. Neoscholastyka wiedziała wszystko. Nawet Trójca mogła czuć się skrępowana przy rzymskim prałacie profesorze Świętej Nauki. Nie od razu wszedł Panikkar, wtedy jeszcze Paniker, na kurs zderzeniowy z Rzymem. Wszystko zaczęło się od podróży do Indii. Cudowne lata pięćdziesiąte! Jeszcze głodno i straszno w niepodległych Indiach, a już Paniker w białej sutannie siada na motor i rusza, by zobaczyć Malabar, by odkryć świątynie i ludzi. Tam orientuje się, że jadąc do Europy jego nieżyjący już ojciec zostawił w Indiach żonę i dzieci. Ma więc za kogo zmawiać brewiarz i czytać Wedy. Pracuje też nad swoją książką, pod tytułem „Nieznany Chrystus hinduizmu”, którą zasłynie. 

Nieznany ksiądz hinduizmu

Istotą tej książki jest ironia. Katolik to czyta i myśli tak: oto jest Pan Jezus w hinduizmie, co go hindusi nie znają. Pięknie! To miło z jego strony i z naszej, że to dopuszczamy! Ale ks. Paniker, wtedy już Panikkar, wtedy już wracający do hinduskiego brzmienia nazwiska, powie tak: jest Pan Jezus w hinduizmie, nieznany, ale dla katolików! Bo hindusi znają Go dobrze! to znaczy, że aby poznać Go, trzeba katolikom poznać Indie. Ta niedoskonała, niedokończona, lecz śmiała książka została dobrze przyjęta. Trafiła w dobry czas. Zaczynały się w kościele zmiany soborowe. Panikkar od księdza, który chciał odnowić Zachód przeszedł na pozycję księdza, który chce odnowić Kościół przez dialog z religiami. Wychodziło różnie. Weźmy hinduizm. Jest to cała wielka rzeka pełna wszystkiego, co religijne i duchowe. Panikkar był z wysokiej kasty i perspektywy wysokiej filozofii patrzył na Indie. Mieli mu to za złe chrześcijanie z niskich kast, spoza kast, niedotykalni, których Kościół uczynił ludźmi i wyzwolił z niewoli, jaką gwarantował im hinduizm. Rozumiem ich dobrze.

Nie trzeba być papieżem, by latać w białej sutannie.

Raimon Panikkar trzymał z innymi księżmi, którzy odkrywali wtedy Indie, choć, o dziwo, nie znał się z Mertonem. Jak powtarzał, pojechał do Indii jako katolik, tam odkrył, że jest hindusem, do Europy wrócił jako buddysta, nie przestając być katolikiem, tylko po to, bym ja napisał, że był przede wszystkim niemieckimintelektualistą i hippisem.

Drugą część, z wigilią paschalną w Kalifornii, ze ślubnym protestem, z buddyzmem, ateizmem i kosmoteandryzmem, wrzucę na blog za kilka dni. Zdjęcia zaczerpnąłem z tej strony.

uwagi

  1. Tylko niechże Ksiądz wrzuci, bo ciekawe. I niech nie zwleka zbyt długo . 🙂

  2. Mocno synkretycznie u księdza Panikkara 😀 Ciekawe faktycznie co takiego zobaczył w hinduizmie – mnie niezmiennie kojarzy się z barwnym folklorem i już mniej barwnym systemem kastowym.

Dodaj komentarz