Reguła pięciu sekund, Mel Robbins

W Ameryce ludzie miewają rozmaite objawienia, od Pana Jezusa na toście, poprzez dwanaście złotych tablic w Palmyrze, stan Nowy Jork, aż po rozpoznanie przez Donalda Trumpa jego własnego geniuszu. To Mel Robbins miała jednak najbardziej amerykańskie objawienie ze wszystkich.

Mieszała drink, który był częścią jej nieszczęścia. O późnej porze, pośród niezapłaconych rachunków, lekko brudnych dzieci, zawalonej kariery mieszała drink, bo to jest dokładnie to, co robią ludzie, którym życie uciekło jak niepilnowany złodziej z małomiasteczkowej komendy. Jej zmęczoną twarz oświetlał blask telewizora. Startowała w nim rakieta. Odliczanie: 5, 4, 3, 2, 1, go! Następnego dnia, gdy zadzwonił budzik, zamiast włączyć drzemkę i leżeć jeszcze godzinę, albo dwie, policzyła w głowie od pięciu do jednego i wystrzeliła z łóżka.

Odliczała potem jeszcze nie raz no i zgadnijcie! Tak, pracuje w CNN, ogarnia dzieci, nie rozwiodła się z mężem, pisze poradniki i otrzymuje milion maili z podziękowaniem za odmienienie życia.

Oto objawienie Mel Robbins. Pieczęć tych proroków, co piszą poradniki.

Nikt nie ma wątpliwości, że jej kazanie o regule 5 sekund jest wspaniałe.

Wielu ma wątpliwości, czy ta reguła zasłużyła na całą książkę. Pewne geny sprawiają, że ludzie spomiędzy Odry a Bugu odczuwają pewną niechęć do zapłaty trzydziestu złoty za kilkaset stron. Ta historia zmieściłaby się na kartce papieru i tak mogłaby być sprzedawana, za dwadzieścia groszy!

Jest w tym pewna racja, ale nie do końca. Poza objawieniem reguły książka ma bowiem w sobie kilka rzeczy:

– świadectwa ludzi, którzy ją używali, by zacząć myć garnki, przestać pić, odzywać się na spotkaniach, etc.

– uzasadnienie naukowe reguły. Okazuje się, że naukowcy wszystkich dziedzin tłumaczą ją i popierają.

– garść mądrości na temat takich zjawisk, jak przekładanie. Otóż kto zawsze odkłada pracę, ten nie jest leniwy, ale zestresowany i trzeba sobie to wybaczyć. Oraz podobne.

– zawór bezpieczeństwa dla pracoholików. Czasem trzeba odliczyć, przerwać robotę i pójść oglądać filmy o kotach na YouTubie.

– tło kulturowo-religijne, czyli Amerykę początku nowego tysiąclecia, gdzie dalej ludzie chcą, pragną i pożądają sukcesu.

Książka jest dobra. Za nic bym jej nie przeczytał, ale słucham jej chętnie, sprzątając w mieszkaniu i chodząc po Lublinie. Jakie jest polskie tłumaczenie, nie wiem, ale można spróbować jakiejś bezpłatnej, mówionej lub spisanej próbki. Albo skrótu.

Czy faktycznie „Reguła pięciu sekund” jest pieczęcią proroków, co piszą poradniki? Czy to jest szczyt radzenia ludziom? Tego się ocenić nie umiem. Książka nie raz mnie rozśmieszyła uproszczeniami. W komentarzach na YouTubie ludzie śmieją się z tej reguły jak ze wszystkiego i jak zawsze, mają rację.

Nie jest to panaceum, bo panaceum to jak kanonik bez biretu, nikt w naturze go nie widział, no chyba, że zna Tadzia 😉

Tym niemniej, ten start rakiety, ta kobieta w szlafroku z drinkiem, mają coś w sobie.

Poza tym, reguła działa.

Zacząłem wstawać zgodnie ze swoim naturalnym zegarem, o 5:30, a pewnie dojdę i do piątej. Musiałem zacząć wcześniej się kłaść, ale było warto. Budzę się i jestem tak rześki, że mógłbym usiąść do konfesjonału i przespowiadać pół Episkopatu! (Nie dlatego piszę, że pół, że tylko pół się spowiada, tylko, że moja rześkość ma jednak granice)

Moje życie zatoczyło więc koło. Jak kiedyś budziłem się o 5:20 w seminarium, a potem organizowali mi czas, tak teraz sam się budzę i sobie organizuję.

Guzika z drzemką nie tykam, a nawet nie muszę już odliczać, odliczałem ze dwa razy, a teraz sam obraz rakiety w głowie wystarczy.

uwagi

  1. Gorzej, jak ktoś ciągle ogląda w pracy filmy o kotach i jest wiecznie zestresowany – wtedy ma wymówkę 😉

  2. Nie jest to nawet słaba wymówka! Ale, że może być to męczące, bo koty potęgują stres i kółko się zamyka, to ktoś może chcieć je rzucić. Wtedy, powiadają poradniki, w razie niepowodzeń, można zacząć z czymś mniejszym 😉

Dodaj komentarz