Lublin

1. Moje życie dzieli się na dwie ery: Przed zorientowaniem się, czym są białe plamki na chodnikach Lublina i po zorientowaniu się. Drugą erę charakteryzuje tęsknota za chłostą jako karę za wyplucie gumy.

2. Pod Kapucynami na Krakowskim, w miejscu, które wygląda, zwłaszcza spod Pałacu Czartoryskich, jakby pochodziło z jakiegoś ładnego, miłego miasta, stał wczoraj i krzyczał dziad, jak mówiło się wczoraj, albo mieszkaniec peryferiów, jak mówi się dziś. Otóż ten dziad miał brodę, reklamówkę na nodze i zaczepiał przechodniów. Moja droga wypadała koło niego. Pomyślałem, że nie będę go mijał, ale, jeśli mnie zaczepi, odpowiem po angielsku, że niby nie znam jego języka. Tylko, że przyszło mi do głowy, że wszyscy Anglicy i Szkoci, jakich znam, zatrzymaliby się przy nim i starali się pomóc mimo wszystko, a przynajmniej stracili kilka minut na uśmiechy.

3. W czasach, gdy takich brodatych, bezdomnych nazywało się dziadami, czyli w sposób wykluczający, ludzie dawali im czasem, na dzień lub dwa, miejsce w komórce lub na zapiecku. Dziś, gdy nazywa się ich godnie, nawet nikt z nich nie próbuje pytać, przepraszam, czy mogę na jedną noc zostać u was w przedpokoju? W garażu na plebanii?

4. Jasne, Państwo się zajmuje, z naszych podatków, bla, bla, bla.

5. Jedyny argument, by przyjąć nominację na biskupa, to zapuścić brodę, zamienić się z bezdomnym na ubranie, włożyć reklamówkę na nogę i pójść o kiju po plebaniach. Potem wrócić na wizytację, z TYM SAMYM kijem w roli pastorału.

6. Tylko, trzeba by to zrobić rozumnie. Fakt, że ktoś ci powie „spadaj”, może właśnie znaczyć, że potraktował cię jak człowieka. Ma zły humor, nie sili się na nic, szczerze mówi, co ma na wątrobie. Fakt, że ktoś ci da kanapkę, może właśnie znaczyć, że ma cię za element swej gry.

7. Jest opowiadanie Singera, w którym kobieta szuka żony dla swego syna (zwyczaje przedpierwszowojennych Żydów!). Jest bogaczką, ale ukrywa to. Idzie do dwu sklepów w Zamościu. W obu jest wybredną klientką, która szuka igły. Igłę zaś, według zwyczaju, tylko przy okazji wolno kupować. Więc jedna ekspedientka jest zirytowana, a druga przemiła. Gdy w końcu dokonuje wyboru, masz wrażenie, że coś bardzo ważnego ominie jej syna.

8. Znam gościa, któremu dziad ukradł łopatę spod drzwi. Zabrał ją wtedy, gdy gość, szef jednej z lubelskich parafii, poszedł robić mu kanapkę. Gdy wrócił z kanapką, łopaty, nie było. Usłyszałem tę opowieść wiele razy. Oburzenie zawsze sięgało nieba. Pod koniec, znając na własnej skórze dobroć tego gospodarza, miałem ochotę zapytać, czy a) łopata sama od niego nie uciekła, b) że jeśli nie uciekła i ją ukradli, to ja bym, na miejscu tego dziada, wrócił z pustą butelką po łopacie i wybił nią jeszcze szybę.

9. Zabawna była, swoją drogą, ta łopata. Towarzyszył jej zakaz odśnieżania schodów. Pojechał na ferie i dopiero odśnieżyłem.

10. Nie wszystkie problemy mają rozwiązanie.

11. Usłyszałem właśnie, jak ktoś pobił człowieka w pracy. To dobra okazja, by skończyć sny o chłoście za plucie na chodnik. A nawet o wybijaniu szyb strasznym dziadom. Przemocą wobec draniów krzywdzi się siebie.

uwagi

  1. Nie mam czasu komentować ale czytam wszystko co piszesz, Piotrze. A potem radość i zaduma, kolejność dowolna.
    Już kiedyś to mówiłam, przepraszam że się powtarzam…
    Pozdrawiam serdecznie.
    Marynia (60+ , żeby nie było).

Dodaj komentarz