Kartki znalezione na ambonie [7] koniec

Bóg rysuje drzewo ewolucji mediów. Na gałęziach siedzą pisarze zwojów, drukarze, dziennikarze, wyżej nadaje radiowiec, ktoś w gąszczu robi telewizję, a na czubku siedzą youtuberzy i blogerzy niczym wrony. Poniżej, na samym dole, Bóg rysuje gościa w piórach i muszlach, a docelowo w sutannie, a jeśli rzemiosło swe ma praktykować dziś, to w polarze i z koloratką w kieszeni.

Jego zawód to środek zbawienia rodzaju ludzkiego. Przez głupstwo głoszenia spodobało się Bogu zbawić wierzących.

Oznacza to, że w Swoim stylu, Bóg wybrał wyboistą drogę, wąską bramę, stromą ścieżkę. Połykanie wieloryba, przeciąganie wielbłąda przez ucho igielne. 

Myślimy, że Bóg, znany Zwolennik dobrego zachowania, wybrał kazania za środek po to, by polepszać ludzkość. Cel Jego jest jednak inny.

Bóg chce ustanowić łączność między człowiekiem, a Sobą, co jest trudne, bo On człowieka nie przypomina i nawet to, że Nim się stał, niezupełnie pomogło. 

Wielką krytykę kaznodziejstwa zawiera Księga Hioba.

Przyjaciele mówią mu kazania o jego cierpieniu, kazania, zaznaczmy, teologicznie poprawne, które budzą jednak Boży gniew. Nie budzi go natomiast buntownicza, niemal antyteistyczna tyrada skrzywdzonego Hioba. Na koniec Pan Bóg rozkazuje im przeprosić za te kazania zbuntowanego człowieka. Jakby wątpliwości Hioba i jego gorzka modlitwa mówiły o Nim nie tyle nawet więcej, ile szczerzej, prawdziwej. 

To, że słowa nie wyczerpią Boga, objawia sIę moim zdaniem i w tym, że Pan Jezus jako kaznodzieja powiedział niewiele. Nowy Testament to cienka książeczka. Nawet zakładając, że nie wszystko spisali, z tego, co On głosił, co sugeruje pod koniec autor czwartej Ewangelii, to Pan nasz wygłosił raczej niewiele nauk. Nie było tak, że Pan Jezus cały czas gadał i wymyślał przypowieści. Już bardziej stawiał na czyny. Uzdrowienia i cuda.

Może być tak, że największym Jego cudem, najbardziej ujmującym, było słuchanie ludzi. Dlatego się do Niego garnęli.

Krzyż na końcu Jego drogi to symbol tego, co się nasłuchał. Odpowiedzią, jakiej udzielił, jeśli chcemy to przyjąć, jest pusty grób i Poranek. Nie głosisz zaś kazania o tym, co możesz zawrzeć w uśmiechu. 

Bo Bóg słucha kaznodzieję, co nakłania z ambony dzieci do dobra i wie, że to nie koniec. Dzieci mogą całe życie zajmować się doskonaleniem siebie, ale problem cierpienia i śmierci może jednocześnie pozostać dla nich nietknięty. Nietknięty pozostać też może i sam Bóg.

Przecież jednak jakieś korzyści z kazań są. Umocnienie wspólnoty, umoralnienie, przekazanie nauk. A to wszystko sprzyja temu osławionemu przez mistyków spotkaniu. Jeśli nie jest nim nawet, to jest niby macica, jak tłumaczyła Simone Weil. Pozwala wzrastać człowiekowi aż do dnia duchowych narodzin.

Pozwalając tysiącom ludzi mówić w Swoim imieniu, Pan nasz naraża się na ciągłe niezrozumienie. Nawet najlepszy kaznodzieja nie odda Jego. Byłem ze trzy razy zadowolony z kazania, ale musiałbym upaść na głowę, by stwierdzić, że mówiło ono o Bogu więcej, niż pocałunek, albo słowik w maju, albo słoik na zimę, co go morelami napełniła moja babcia.

Bóg może dotknąć serca kazaniem, ale może i bez. Pamiętam przykład człowieka, który przeżył głębokie doświadczenie mistyczne zupełnie z zaskoczenia. Wszedł rutynowo do kościoła, wszystko było zwyczajnie, kazanie zwyczajne, msza zwyczajna, a jemu świat stanął na głowie, Bóg, niczym wiatr, robi, co chce. 

Dlaczego Bóg jednak kazania promuje? Jestem tu skazany na przypuszczenia, czyli na uprawianie teologii. 

Czy wybrał je tylko dlatego, że są najtrudniejszym, najpierwotniejszym z mediów, pramedium przesiąkniętym pierwotnymi emocjami, budującymi wspólnotę? A może dlatego, że to sposób komunikacji, w którym znasz twarz człowieka, co przemawia i mieszkasz koło niego? 

Kto się jeszcze dziwi, niech spojrzy na to, jak Pan Bóg rozwiązał, czy pozwolił przyrodzie rozwiązać, sprowadzanie na świat nowych ludzi. 

Kazania są ciekawe i dzieje się w nich więcej, niż nam się wydaje. Między ustami, a uszami biegną niewidzialne linie. Czasem trąca je Bóg, ale są zrobione z ludzkiej materii. 

Koniec.

uwagi

  1. Pan Bóg w ogóle ma tendencję do działania skrajnie naokoło i nieidealnymi środkami, jakby chciał się popisać, że i w taki sposób da radę coś zrobić :X

    Dzięki za całą tę serię! Pozwoliła mi trochę od zera przyjrzeć się kazaniom i generalnie gadaniu do ludzi.

Dodaj komentarz