O tym, jak Gilgamesz założył Wielką Lechię i co zrobił z niepokojem

Gilgamesz założył Wielką Lechię przy okazji. Okazja była taka, że pewnego dnia poczuł się niespokojnie. Było to niemiłe jak ciasny but. Gilgamesz wziął się do pracy.

Bez czterdziestoletniego kredytu i bez funduszy Europejskich, Wielka Lechia powstała. Rozkwitała w niej kultura, od Sumerów, przez Etrusków, po Kocudzę.

Cieszył się więc Gilgamesz na tronie w Pałacu Namiestnikowskim. Aż znowu poczuł się nie tak. Nie potęga i nie pieniądze, i nie łopoczące sztandary!

Wyruszył Gilgamesz szukać przyjaciela.

W przedziale pomiędzy Kaliszem a Warszawą Gilgamesz powiedział, że będzie padać, a jeden chłopak mu odrzekł, że się najwyraźniej nie zna na chmurach. Po krótkiej potyczce zakochali się w sobie, Gilgamesz z Enkidu. Mieli mnóstwo przygód. Całe lato spędzili nad rzeką, smażąc okonie i licząc gwiazdy.

Przy jednej z nich Gilgamesz westchnął i nagle się zatrzymał.

Enkidu zrozumiał, o co chodzi. Wiesz, pojedź do miasta, powiedział Gilgameszowi, siądź w kawiarni i trochę posiedź, a zobaczysz, co się stanie.

Gilgamesz, jeszcze nie dopił zielonej herbaty, jak byli zaręczeni, bo nieczęsto się trafiał tak piękny i samotny człowiek. Sporządzono protokół w odpowiedniej parafii, ogłoszenia wisiały dwie niedziele i już mógł Gilgamesz bez okazji do grzechu patrzeć w te wielkie, czarne oczy.

Czy niepokój go zostawił? Nie. Rychło też porodziły się z niego dzieci.

Znów uczucie wróciło, a że dzieci chorowały, niepokój znalazł gniazdo w ich chorobie.

Gilgamesz chciał pójść do lekarza z nimi, ale było za wcześnie, nauka nie istniała. Gnany niepokojem więc stworzył ją całą, od podstaw, pracowało mu się dobrze, bo miał dobrą metodę. W krótkim czasie osiągnął nie tylko wszystkie możliwe noble z medycyny, fizyki i biologii. Dzieci stały się nieśmiertelne. A on nie ustawał.

Pracował, pracował, aż sięgnął pułapu zarezerwowanego dla kulowskiej teologii.

Niebo niemal się otwarło, gdy opanował Gilgamesz przypisy w systemie kropkowym.

Zwykły człowiek by myślał, że niepokój da sobie spokój po czymś takim! A jednak.

Gdy uczucie wróciło, dobrze wiedział Gilgamesz, że ma jeden tylko kierunek. Religia! W Wielkiej Lechii, konkretnie w lesie na terenie parafii Sawin, żył pustelnik. Wtedy jeszcze dziki nie ryły tak wściekle jak teraz i były wysokie góry w Sawinie. Od Rejowca aż po Włodawę takie Himalaje, tylko wyższe, z których do dziś ostała się jeno Górka Chełmska z tamtejszym proboszczem słynącym łaskami. Tamten pustelnik właśnie, do którego Gilgamesz poszedł, był jego praprzodkiem. Duchowym.

Taki to był Tybet+ w Wielkiej Lechii i musiał się Gilgamesz dobrze przygotować na wyprawę. Idąc poboczem drogi, dumał, co mu święty mąż poradzi.

Oddalenie żony, wstąpienie do franciszkanów, codzienna modlitwa Pismem Świętym, albo nawet odmalowanie ogrodzenia wokół cmentarza.

Oby mi dzieci nie radził złożyć na ofiarę, dumał Gilgamesz, bo w takim razie moja formacja u niego prędko się skończy.

Na każdą inną ofiarę był jednak gotowy. Chciał wygrać z niepokojem.

Wśród śniegów doszedł do jaskini, w której był pustelnik. Zdjął aparat tlenowy i usiadł na kamieniu. Pustelnik dłubał kijem w małym ogniu. Wiem, co mi poradzisz, dobry ojcze! Odezwał się Gilgaamesz. Bym rozdał, co mam i poszukał sobie swojej jaskini.

Pustelnik popatrzył na niego. Owszem, możesz tak zrobić, odrzekł Gilgameszowi. Ale powiedz mi najpierw, o co Tobie chodzi.

Tu Gilgamesz mu opowiedział o niepokoju.

Pustelnik się roześmiał, i co, myślisz, że tutaj Cię nie znajdzie? Zaprawdę, powiadam Ci, że nawet szybciej, niż w pięknych podlubelskich dolinach.

Będzie on z Tobą, bohaterze, zawsze, o ile będziesz człowiekiem.

Zdjęcie Dana na podstawie licencji CC A 3.0.