+Alasdair Gray [1934-2019]

Zmarł Alasdair Gray. Ofiara własnego socjalizmu. Artysta na miarę burego i mokrego Glasgow, najpiękniejszego miasta na świecie.

Odszedł 29 grudnia, dzień po swoich osiemdziesiątych piątych urodzinach.

Alasdair Gray przyszykował mnie na Szkocję. Walizka leżała na podłodze, sutanna z niej wyłaziła i święte księgi, a ja stałem na stole na Lipowej nad książką, a wokół stołu ganiał biały pies.

Ogromny, biały pies o uśmiechniętej mordzie.

Oprócz strachu przed psem, czułem nieskończony podziw dla książki. Wyrastał z niej żongler, z kudłatą siwizną, grubymi okularami.

Żongler o wyglądzie szalonego profesora najpierw podrzucał jabłko, potem dodał jajko, potem moje bilety do Glasgow, potem białego psa, potem kobietę, piękną, potem mitologię, celtycką, potem mężczyznę, to największe przedstawienie na świecie, potem całą planetę Ziemię.

Ilekroć niebieska kulka lądowała mu w dłoni, muskał ją w miejscu, które Pan Bóg wyznaczył Szkocji.

Z otwartymi ustami patrzyłem na tę żonglerkę Alastaira Graya.

„Komedia Białego Psa” to opowiadanie, które jest jak „Szczęki”, ale takie oglądane samotnie na łódce, albo „Park Jurajski” oglądany w dżungli nocą. To o emocjach. By znaleźć rzeczy literacko podobne do „Komedii białego psa”, trzeba sięgnąć po Biblię i najdawniejsze mity.

Opowiadanie dało mi poczucie, że miasto, które wydało takiego pisarza, nie może być banalne. Tak też zakochałem się w Glasgow, przemysłowym siedlisku Szkotów.

Brudny chodnik Glasgow zjada dla mnie na śniadanie królewski zamek w Edynburgu, potwora z Loch Ness i wszystkich szkockich kobziarzy.

Alastair był człowiekiem z Glasgow. Analiza naukowa człowieka z Glasgow pozwala stwierdzić fakt posiadania przezeń nieśmiertelnej duszy. Fakt tej duszy przesądził też o jego ustawicznej biedzie i o tym, że minął się ze sławą.

Jak inaczej, niż duszą wytłumaczyć, że Alastair chowa do kieszeni czek z nagrody literackiej na dwadzieścia tysięcy funtów, po czym gubi go, po czym się śmieje?

Alastair pisał i malował duszą, która, prócz Boga, miała jeszcze współautorów w jego rodzicach. W matce kochającej operę i ojcu kochającym szkocką wieś, w matce robotnicy i w ojcu robotniku. Robotnicza czerwień Glasgow niewiele ma wspólnego z socjalizmem, jaki znamy z PRL. Do dziś istnieje w Szkocji Towarzystwo Przyjaźni Szkocko- Radzieckiej i nie spotkasz tam tępego ubeka, raczej intrygującego socjalistę o wyglądzie szalonego profesora. Alastair należał swego czasu do takiego towarzystwa.

Socjalizm szkocki, przemilczając obecny upadek partii Labour, jest za wolność naszą i waszą, może z wyłączeniem co dumniejszych Anglików.

Zdanie zużyte nieco, że socjalizm jest chrześcijańską herezją, w Szkocji brzmi tak, że ani socjalizmowi, ani chrześcijaństwu nie jest niemiło.

Taki był Gray, ten szkocki nacjonalista o socjalistycznych poglądach, o iście katolickiej wyobraźni, którą mu wymodlił św. Mungo, patron Glasgow.

Byłem w księgarni, którą odwiedzał, Voltaire&Rosseau, gdzie wygrzebałem zbiór jego opowiadań spod wielkich hałd literatury, po jakich spacerował tłusty kot i kilku dziwnych Szkotów. Stałem potem z tym zbiorem i z tych wzgórz książek patrzyłem na Glasgow. Marzyłem, że kiedyś uda mi się Alasdaira odwiedzić i wypić z nim pintę portera.

Nie wiem, jak to się stało, że rozpłakałem się na wieść o jego śmierci.

Nie przeczytałem jego najważniejszych powieści, jeszcze. Ciągle zostało mi kilka opowiadań, nie mówiąc o rysunkach, bo Alastair był grafikiem tak samo mocno, jak pisarzem.

Być może czułość wobec tego człowieka wzbiera się we mnie, bo był ofiarą własnego socjalizmu. Nie chciał się sprzedać. Alastair uważał ludzi za równych i czytając jego najlepsze teksty, czujesz się nie jakby napisał je ktoś lepszy od ciebie, ale że ty sam w lepszy dzień mógłbyś coś takiego napisać.

Alasdair Gray nie był pupilkiem medialnej lewicy.

Był nacjonalistą. Pisał potężne eseje, nawołujące do niepodległości Szkocji. Eseje te ozdobione są muralami argumentów, bardzo przemyślanych. Ale te murale malował Alasdair na ścianach emocji. Ich mury nie są z rozumowania. Są z cegieł i krwi ludu szkockiego.

Trudno nie kochać człowieka, który potęgę swego rozumu oddaje miłości.

Chyba ten socjalizm Alasdaira sprawiał, że potrafił on umieszczać w kolejnych wydaniach własnych książek ich negatywne recenzje, których czasem sam był autorem. Z pomysłów, jakie miał mogłoby wyrosnąć na pagórkach Glasgow i Hollywood i Bollywood, ale ich właściciel był skromny, wręcz wstydliwy.

Jego stosunek do pieniędzy był taki, jaki mnicha ze starych przypowieści, który wynosi kielichy z zakrystii, by nakarmić swoich przyjaciół. Dwa pokoiki koło uniwersytetu, w którym zdarzyło mu się pracować, to był zaledwie przedpokój jego mieszkania, którym były ulice Glasgow. Miał zwyczaj nabijać się ze swoich osiągnięć. Miał zwyczaj przeceniać zasługi swoich przyjaciół. Miał zwyczaj gościć nieznajomych w swojej małej pracowni.

Gwoździem jego życia są jednak kobiety.

Jest coś nieskończenie ludzkiego w jego pisaniu i rysowaniu.

*zdjęcie Marka Wilda przedstawia mural Alasdaira Graya. Licencja CC BY-SA 04.

uwagi

  1. Bardzo ładny estetycznie jest ten mural, choć zawsze mi szkoda kościołów przerobionych na cele świeckie. Jak sądzisz, co Gray miał na myśli przez Death Republic?

  2. Bardzo ładny estetycznie ten mural, choć zawsze szkoda mi kościołów przerobionych na cele świeckie. Jak sądzisz, co Gray rozumiał przez Death Republic?

  3. Tak, szczerze, nie zauważyłem, że wykonał to w kościele. Co do death republic, to w republice rządzą ludzie przez wybranych przedstawicieli. Jak mogą rządzić nami zmarli? Przez tradycję, kulturę. Chesterton mówił, że tradycja to demokracja, w której biorą udział zmarli.

  4. Oo, to całkiem nowa myśl dla mnie, jeśli chodzi o rozumienie tradycji. Przepraszam za podwójny komentarz! Dałem się oszukać przeglądarce 😉

Dodaj komentarz