Czyściec i mewa

Pod poprzednim wpisem Marcin zapytał, skąd skojarzenie mewy z Czyśćcem.

W The Lighthouse młody latarnik pyta, dlaczego zabicie mewy przynosi pecha? Stary odpowiada, że są w nich dusze żeglarzy, którzy spotkali już swojego Stwórcę.

Reinkarnacja? Raczej nie, skoro spotkali swego stwórcę. Stary nie twierdzi też, że żeglarze stali się mewami, ale że w mewach są ich dusze. Przesąd oparty o znajomość marynarzy. Stwórca nie bierze ich od razu do Nieba, więc rzucił je więc z powrotem na morze, dla oczyszczenia. By w ptakach morskich, które mają ciężki żywot (latanie męczy!), odebrały karę.

Pokuta pomiędzy dwoma błękitami. Poza tym przesąd, ale przesąd, ale znów nie taki daleki od Czyśćca.

W Biblii zwłaszcza dwa miejsca mówią o tym, jak ludzie doprowadza się do ładu przed Niebem. Raz tam, gdzie Juda Machabejczyk modli się za swoich żołnierzy, którzy polegli z grzechem na sumieniu i dwa, tam, gdzie Paweł Apostoł mówi, że niektórzy będą zbawieni „przez ogień”.

W Biblii nie ma więc prawdziwego traktatu o Czyśćcu, napisali taki traktat dopiero katoliccy teolodzy w średniowieczu i od tamtej bronią go w dyskusjach z protestantami, świadkami Jehowy i prawosławnymi.

Prawosławni jednak mają coś podobnego, choć jest to mniej określone, niż nasz Czyściec. Mówią o tym celonie, jakby bramki na lotnisku albo komory celne przed niebiem, lub mówią na to Hades, odchłań. Nie pali tam ognień, jakby dusza była ze złota, które trzeba oczyścić, ale raczej ogień ten rozgrzewa ją powoli do Bożego ciepła, jak kamyk, który ogrzewa się w dłoni.

Prawosławni czasem sugerują, że nasz Czyściec przypomina pogańskie wierzenia o duszach pokutujących po bagnach czy strumykach, a także w zwierzętach. Mewa z filmu mruga tu do nas.

Różnice tu zresztą nie są między katolikami a prawosławnymi aż tak duże. Wszyscy modlimy się za zmarłych, by im pomóc, na wypadek, gdyby tego potrzebowali. Różnice dziś już nie mają znaczenia, niemal ikt o nich nie mówi. Ale jeszcze niedawno uczyła mnie pani katechetka, że Czyściec od Piekła różni się tylko tym, że nie jest na zawsze. Pocieszające! Z kolei ta pani od swojej katechetki słyszała o odpustach liczonych na dni, miesiące, lata. Nie było modlitwy za małej, by nie mieć przypisanego czasu. Znak krzyża, na przykład, to mogło być kilka dni. Ale tego już nam nie powtarzała.

Skąd mielibyśmy wiedzieć, po ile dni chodzi w Czyśćcu Ojcze nasz lub znak krzyża?

Odpowiedź znajdziemy u św Piotra i w jego kluczach. Służą one do takich regulacji. Czyściec uważali papieże za miejsce konkretne, jak Bazylika Świętego Piotra i równie, jak ona, im podlegające, a w dodatku prostsze w zarządzaniu. Dziś Franciszek się z tym może nie obnosi, ale też tak uważa, jak i wszyscy katolicy. Z tym, że konkretną liczbę dni zastąpiliśmy pojemnymi zwrotami „odpust cząstkowy” albo „odpust zupełny”, co oznacza, że karę odsiadki obcina się nieco, albo całkiem.

Czyściec to miejsce i czas. Gdyby duszom pozwolono na zegar i kalendarz, na płomieniach czyścowych mogłyby się pojawić kreski na oznaczenie dni.

Teologia katolicka, z powodu, którego uzasadnienia trochę kuleją, głosi, że dusze nie mogą sobie pomóc. Dlaczego po śmierci nie można się za siebie modlić, a takie prawo jest w Czyśćcu, nie mam pojęcia, pomimo lat nauki teologii. Myślę, że Pan Jezus, a nawet szeregowy anioł widząc, jak próbuję się modlić, pożałowałby mnie i trochę wcześniej wypuścił. Albo za ładną modlitwę za innych.

Doktor, który urodził tę zasadę, miał wyraźną koncepcję niebiańskiej biurokracji i modlitwy jako jej środka płatniczego. Co dowodzi, że Czyściec to dzieło teologów i teolodzy powinni je ulepszać, by nie straszyło po nocach i nie szkodziło ich własnej sprawie.

Także Czyściec to miejsce tajemnicze i katolickie. Materialne, jak cała nasza religia. Niebo i Piekło katolików też są materialne i czasowe, a co za tym idzie, czasowe, pomimo tego, że codziennie spada z ambon na pogrzebach słowo „wieczność”. Ale to akurat mówi tyle, że mamy problem w myśleniu o miejscach, których nie możemy odwiedzić.

W średniowieczu, gdy Czyściec był młodą nauką, rozważano, czy przypadkiem nie jest gdzieś na ziemi, na przykład w wulkanie na Wyspach Kanaryjskich.

W „Najwyższym Czasie”, albo w „Opcji na prawo”, dawno, dawno temu, gdy jeszcze ciekawiły mnie takie tytuły, było o Czyśćcu na Saharze. Dusze siedzą w ziarnach piasku, nękają je zmiany temperatur, a wiatr sprawia, że obijają się o siebie.

Niezły Czyściec, prawie jak zatłoczona komunikacja miejska!

W takich kontrowersyjnych wpisach warto zaznaczać, że poglądów w nich wyrażonych będę bronił aż po lekkie tortury i aż po groźbę prześladowań. Ale nie spodziewam się ich, bo reformowanie Czyśćca trwa już od dawna. Już Chesterton cieszył się z niego jako z okazji do rozwoju osobistego po śmierci.

Na koniec rzecz może najciekawsza. Wśród badaczy Czyśćca są i antropolodzy, jak Le Goff i sugerują oni, że ustanowienie tego miejsca pomogło narodzić się nowoczesnej Europie.

Także mewa nie jest najlepszym obrazem Czyśćca, bo przesiąknięta jest przesądem. Gdy jednak wystartuje z latarni i poleci nad morze, i zanurkuje, by coś z niego wyciągnąć, mówi chyba wszystko, co da się sensownie powiedzieć o teologach.

uwagi

  1. Bardzo dziękuję za rozszerzenie tematu! Całkiem podoba mi się wizja armii teologów w pocie czoła ulepszających czyściec, tu i ówdzie łatając coś szpachelką, lub zamalowując wałkiem 😀 Swoją drogą obraz z nagłowka wpisu wygląda dość upiornie – szczególnie te czerwone twarze na drugim planie.

  2. Wyglądają upiornie, bo służyły do dyscyplinowania. Jak mnie pani uczyła, będzie tam jak w piekle, tylko trochę krócej 😉

  3. Gdzieś usłyszałem, że wg słów Matki Bożej znajoma Łucji z Fatimy, Amelia, będzie w czyśćcu aż do końca świata. To trochę przeczy odpustom niemniej nie wiemy w jakiej rachubie czasu mówiła o tym Maryja.

  4. Z moich lektur wynika, że objawienia prywatne, nawet największe, to teologicznie bardzo ciężki temat. Amelia, jak rozumiem, była zmarłą dziewczynką z tamtej wioski. Nietrudno uruchomić wyobraźnię. Myślę, że wypowiedź Łucji na ten temat wiąże się z wpojonym jej poglądem na wstydliwość, wykluczającym żarty i śmiech z chłopakami, nie mówiąc o całusach w policzek, bo za to to już było piekło. Nie żartuję, niestety. Nawet dziś na katechezie w Polsce dzieci słyszą, że za masturbację należy się kara wieczna, to jest piekło, nie jakiś tam czyściec. Nie dawałbym teologom, co ten pogląd upichcili, aż kary piekła, ale kije na odpowiednie miejsce mam nadzieję, że ktoś im wymierzy.

  5. Rozumiem, że Ci katecheci mają taki schemat : masturbacja-grzech ciężki, śmierć w stanie lub nie stanie (trochę to śmiesznie brzmi ‚stanie’ w przypadku masturbacji) łaski uświęcającej (bo skoro idą do piekła to ten stan nie ma znaczenia), po sądzie piekło.

Dodaj komentarz