Reforma Koloratek

Jestem po spotkaniu z kapelanem Polskiego Związku Hodowców Kur Ozdobnych.

Czy wiecie, że różne odmiany kur noszą na głowach ponad tysiąc odmian grzebieni? Wprawne oko hodowcy łatwo rozpozna kuroliera, karzełka ciapatego, bojowca indyjskiego lub jokohamkę po samym kroju grzebienia. Bo po co też Pan Bóg im je dał?

Niestety, ewolucja duchowieństwa nie przynosi tyle chluby dziełu stworzenia. Nic dziwnego, zamiast natury, jak u kur, prowadziły ją kurie.

Nie rozpoznasz więc księdza po grzebieniu, chyba, że nieuczesany.

Pół biedy, jeśli chodzą w sutannach, albo jeśli akurat odprawiają. Ale z dala od ołtarza? Nigdy nie wiesz, czy to kanonik, czy prałat, czy co, czy może biskup w zwykłym polarze.

Kiedyś poznawano po nakryciu głowy. Chadzało w kwadratowych biretach o różnej liczbie listków w zależności, na ile ktoś był biegły w teologii. Czasem zaś purpurowy pompon za zasługi duszpasterskie, jeśli ktoś odnowił wystarczająco wiele ogrodzeń na cmentarzach.

Różne są kwiatki w ogrodzie Pana Boga. Tylko, że obawiam się, że jeśli zaczęlibyśmy wracać do biretów, salero, mitr i reszty, oraz obmyślać nowe, papież Franciszek nie zdzierżyłby i posypałyby się głowy.

Jak mawiał pewien pasterz, trzeba tu stylu św. Józefa. Dyskrecja metrem krawieckim eklezjalnej mody!

Dlatego wyjdźmy ludziom na przeciw przez reformę koloratek! Rzut oka pod poczciwą twarz plebana i już wiesz.

Co wiesz, na przykład?

Ano, jeśli koloratkę ma bardziej na prawo, ma prawicowe poglądy. Dlatego powiózł ministrantów i siostry śmieszki na Marsz Niepodległości.

Jeśli jeszcze bardziej na prawo, spodziewasz się, że mówi na kazaniach, od jakiej cyferki zaczyna się kod towarów z Izraela, a potem cały kościół za nim powtarza.

Taka znacząca koloratka może być też na lewo.

Tych jest mniej. W niektórych diecezjach, jak w naszej, spokojnie możesz zapytać takiego księdza o nowy tomik wierszy, bo wszyscy oni je piszą.

Jak koloratka jest bardzo na lewo, możesz porozmawiać z nim nawet o ostatniej homilii papieskiej, a jak widzisz, że na to nie gryzie, nie zieje, nie ucieka, to odważ się i o synodzie amazońskim.

Portier w TVN kocha tę reformę i tym miło uśmiecha się do księdza Alfreda!

Już na tych przykładach widać, ile by to pozycjonowanie ułatwiło.

Ludzie, na przykład, mogliby się oburzać już przed kazaniem. Widzę rano w niedzielę, że ksiądz pod lewą koloratką, czy też prawą, w zależności od mojej opcji, idzie do zakrystii, to mogę od razu iść oprotestować kazanie, które za chwilę usłyszę, a potem żona nie narzeka w aucie, że znów wystygły kotlety przez zaangażowanie świeckich w kościele.

Wiele ciekawych rozwiązań można by wprowadzić.

Na przykład, regulację prawo-lewo. Coś na wypadek zmiany światopoglądowej. Tak, by można było regulować jej ułożenie pod szyją. Trzeba by jednak sprawdzonej firmy, by gwałtowna zmiana poglądów przy zmianie biskupa nie zdziesiątkowała pracowników Kurii, by się nie podusili mechanizmem zmiany.

Czas im jednak odpuścić i rzucić kamieniem we własny ogródek.

Przy okazji zmiany koloratek można w nich zamontować czipy. Jest sierpień, miesiąc trzeźwości, ale i susza potworna, więc ksiądz zbliża się do żabki, więc wyjmuje koloratkę z mokrej koszuli i wkłada do czarnych spodni. Teraz nikt go nie pozna. Ale czip w koloratce zna czip w kasie fiskalnej, komunikują się przez materiał polski tropik, i gdy pani skanuje piwo, rozlega się syrena alarmowa, z tych starych, sowieckich, babka przy nabiale upuszcza jogurt, dzieci z piskiem uciekają, ksiądz w panice wbiega w stoisko z czipsami. Po kwadransie wycia do żabki wkraczają strażacy, policja, egzorcyści, po nich dziennikarze wschodniego dziennika.

Naród będzie miał duchową strawę!

Ponieważ to chodzi o księżyka, co na piechotę chadza do żabki po piwo, więc nie pił pewnie wódy z generałami, więc nie zna też wielu polityków, więc zalicza się do tych, co im nie wolno, jak wojewodzie, więc walić można bez obawy, że to atak na Pana Jezusa albo Polskę.

W seminarium taki koloratkowy czip podbiłby serce prefektów i ojców duchownych. Kleryk bawi się smartfonem i gdy pięć minut, koloratka wysyła impuls i razi go prąd.

Czipy mogłyby też uruchamiać nieludzko piszczące alarmy w razie zbytniego zbliżenia koloratek.

Pole reformy jest więc bogate.

Mój anioł stróż, zaintrygowany nazwami ras z początku eseju, karzełkiem ciapatym, bojowcem indyjskim i jokohamką, szepce mi przez ramię, bym na ich kanwie zreformował także tytuły kościelne.

Ja mu na to, apage! To ten drugi pewnie przebrał się w ornat i mi kurami o kanoników dzwoni, by potem cieszyć się, gdy nadejdą prześladowania, miękkie i ciężkie jak pierzasta poducha.

Dodaj komentarz