Wicehabia Przepołowiony, Italo Calvino [Recenzja]

Recenzować książkę, na której okładce litery układają się w Italo Calvino, tytuł dowolny, to jakby recenzować Ocean Spokojny, świeże maliny, pierścienie Saturna albo, choć z nieco innych powodów, dokumenty podpisane: Episkopat Polski.To jakby przyznawać gwiazdki spadającym gwiazdom letniej nocy, o ta, to leci na siedem, a tamta ledwie na pięć gwiazdek na dziesięć spadła.

Można robić takie rzeczy, ale tylko, jeśli wiesz, że to absurdalne i nie zgorszysz się śmiechem.

A jednak o istnieniu książek Calvino dowiedziałem się właśnie z pewnego rodzaju recenzji. Przyjaciel polecił teksty Gore Vidala, amerykańskiego dziennikarza i na samym początku zbioru jego esejów zjawił się Calvino, jasny jak droga Mleczna w lipcu w cieplejszych krajach. Vidal pisał o nim tak, że gdy tylko dotarłem do końca, zacząłem intensywnie przeczesywać realne i wirtualne otoczenie w poszukiwaniu, jak wyczytałem, być może najlepszej prozy dwudziestego wieku.

Co mnie przekonało, że amerykański dziennikarz nie przesadza? Calvino się czyta, powiada Vidal, z poczuciem, że sam w zasadzie też mógłbyś tak napisać.

To prawda.

Weźmy zdanie Pamela, pulchna i bosa, w prostej, różowej sukienczynie wylegiwała się na trawie trochę drzemiąc, trochę rozmawiając ze swymi kozami i wąchając kwiatki. Każdy może takie napisać! A przecież książki są najczęściej tego pozbawione… Jak to? Dlaczego?

Jako teolog, mam swoją teorię. Wygląda na to, że aniołowie stróżowie otrzymali z Nieba ogólny rozkaz, by nie pozwalać nikomu pisać takich cudowności, natomiast Calvino miał chyba anioła nie kalwińskiego, a katolickiego, znaczy, wolnego od pracoholizmu, który patrzył na to łamanie zakazu, obowiązującego co najmniej od czasu słynnego wieżowca spółki Babel, przez palce, tak właśnie, jak Pamela spoglądała na kwiaty i kozy.

Niewykluczone nawet, że miał ten anioł pozwolone tak patrzeć! Biorąc zaś pod uwagę, co Pamela powiedziała lepszej połowie Wicehrabi na wizję miłości jako wspólnego spełniania dobrych uczynków, poważę się o tezę jeszcze mocniejszą. Przypuszczam, że miał anioł stróż Italo Calvino nie tylko przyzwolone, ale wprost NAKAZANE wąchać kwiatki, przez pióra patrzeć i ogólnie nie przeszkadzać w pisaniu, i to przez samą Górę!

Calvino wyprawiał się zresztą na obszar teologii nie raz, co nie dziwi, gdyż jest to dziedzina ludzi z pasją, ludzi inteligentnych. Najmocniej widać to w Opowieściach kosmikomicznych które rzeczywiście dostarczyły mi co najmniej tyle rozrywki intelektualnej, ile traktat z Dogmatyki ks. Bartnika poświęcony technicznym aspektom stworzenia wszechświata.

Wracając do Wicehrabi Przepołowionego, to jest to z kolei wyprawa na grząskie rozłogi teologii moralnej. Nie będę ukrywał, że wizja włoskiego pisarza odbiega na tym polu od wizji ostatniego Soboru, czy nawet trzynastu ostatnich soborów i to wcale nie w stronę srogiego doktora Jana Kalwina, ale raczej w kierunku symbolizowanym przez Pamelę i kozy, i to ułożone na łące na kształt znanego wschodniego symbolu harmonii, Ying Yang. Ha, zagrożenia duchowe! Wobec czegoś takiego nie wolno mi taić przed przyszłym czytelnikiem, że gdyby indeks ksiąg zakazanych istniał do dziś dnia, Calvino mógłby na nim wylądować z Wicehrabią swoim, Rycerzem Nieistniejącym i kilkoma innymi książeczkami.

Mieliby zresztą z nim trochę roboty owi rzymscy teologowie do specjalnych poruczeń, bo z prozą Calvino jest tak, i Wicehrabia służy tu wspaniale jako przykład, że jeśli nie znasz Platona, to nic nie szkodzi i czytaj, czytaj, ale jak znasz, to tym lepiej, więc takie czujne teologiczne harty, gdyby wpadły w las liter, jaki wyrósł w bezmiernej duszy tego pisarza, znalazłyby tropy setek, jeśli nie tysięcy legend, podań, bajek, ksiąg, traktatów, teorii, analiz, mitów, słowem, żyje w Wicehrabi i to chmarami, niczym łosie wokoło Włodawy, cała kultura Europejska.

Obojętne więc, jak bardzo przerażony byłby inkwizytor, o ile wiedziałby cokolwiek o swej własnej sztuce, musiałby mieć dla Calvino sporo podziwu.

Nawet jednak, gdyby znów wróciły stare, dobre czasy przykręcania duchowych śrubek, myślę, że Wicehrabia Przepołowiony mógłby trafić jakoś na kolana samego Ojca Świętego. A wówczas kardynałowie zachodziliby w głowę, czemu Jego Świątobliwość, miast słuchać raportów z dalekiego kraju, opuszcza wzrok pod biurko, czyta coś i raz za razem oczy mu się zapalają, brzuch wpada w wibracje pod białą sutanną, a Następca Piotra wybucha niepohamowanym śmiechem.

3 myśli na temat “Wicehabia Przepołowiony, Italo Calvino [Recenzja]

  1. Miły Człowieku, proszę Księdza, Ojcze, czy Wasza Wysokość. Piszę pod najnowszą notką, choć nie na temat, ale nie wiem, czy komentarz przed taką sprzed pół roku w ogóle byłby do zuważenia:)
    Tak się to dobrze czyta! Tak rzadko czytam pododobnie pełną pasji błyskotliwość! Tak lubię teksty pełne odniesień, nazwisk i tytułów, teksty opisujące korelacje i powiązania w kulturze, w literaturze i w ludzkiej myśli, zwłaszcza jeśli nie mam części tych nazwisk i tytułów na swoich ścianach i w swojej głowie i dają impuls do poszukania:) i język porządny, słowa wszystkie co trzeba, zdania z sensem budowane, nawet jak podwójnie złożone i jeszcze z wtrąceniem:) jak ja uwielbiam czytać takie dobre rzeczy! Wydaj tę książkę o teologii w Grze o Tron i drugą o Martinie, tekst o nim jest taki naprawdę świetny:) Trafiłam na tego bloga tropem ciekawych tekstów ciekawych księży, przez Deon, przez Morze z Ogniem, ale przy całym szacunku dla Twej księżowskiej godności, to się czyta jak najlepsze felietony, to intelektualna rozrywka na prawdziwie wysokim poziomie, dla wierzących i niewierzących równie ciekawa, a nieczęsto spotyka się coś taķ świetnego, przy takiej lekkości. Niewątpliwie jestem bardzo anarchistyczną owieczką, potrzebującą ewangelizacji i tu ewangelizujesz takie snobskie owieczki, pokazując jak bardzo błyskotliwi i skrzący się kpiącym intelektem mogą być księża:) a ja się ewangelizuję szukając i poznając mądrych księży, z którymi dało by się rozmawiać i nawet jak byłaby to kłótnia kończąca się trzaskaniem drzwiami, to wcześniej warto by ją prowadzić przez godziny:) no i budujące jest też poznawanie kolejnych księży, co nie rozpalają stosów dla każdego objawu wolnej myśl… W sensie ja wierzę w Boga i wierzę nawrt także w Kościół, tylko trochę tak po piłsudzskowsku, że naród wspaniały, tylko… i podnosi mnie na duchu, że tacy są i to wielu, co nie tylko myślą, ale jeszcze z jakim wdziękiem:) Ja widzę tu najlepsze towarzystwo Balzaca, Wańkowicza, Boya, Sandauera i pasję jak w autobiografii Celliniego:) No więc chciałam tylko powiedzieć, że podobają mi się teksty i cieszę się, że na tego bloga trafiłam. No i za sukces kościoła można chyba uznać, że bardzo ciekawa jestem Twoich kazań, a skoro do Lublina daleko, to może porządniej się przyłożę do szukania kazań w okolicy:) Pozostaję z szacunkiem i pozdrawiam serdecznie i w ogóle, Dyczek

    Polubione przez 1 osoba

  2. Mam na imię Piotr, i choć w moich żyłach płynie krew zarówno królów Wielkiej Lechii, jak i króla Dawida, jak i Dżyngis Chana, oraz duchowo, krew Rzymu, to można mówić po imieniu:)

    Miło było mi przeczytać Twój komentarz!

    Wybaczę ten przesadnie pochlebny wpis, bo też lubię przesadnie pochlebiać. Z książką o Martinie jest ten problem, że to ma być książka o jego świecie, a ja bym chyba za mocno zabarwił swoimi myślami i czytelnik mógłby poczuć się oszukany, wziął do ręki rzecz o GoT a dostał o różnych innych rzeczach. Pewnie gdy coś wydam to najpierw będą to moje rzeczy. Sporo się już nazbierało tego, czego nigdzie nie opublikowałem. Nadchodzi dla mnie czas pukania stukania za gazetami i wydawnictwami 🙂

    Jeśli jest coś, co chciałabyś Joanno przeczytać, jakiś temat, albo myśl, albo obraz, albo cokolwiek, to rzuć, chętnie napiszę. Taka będzie nagroda za najbardziej pochwalczy komentarz!

    Polubienie

  3. Bardzo dziękuję za odpowiedź:) myślałam, że może nie wypada pisać tak długich komentarzy. I on wcale nie był pochlebczy, był entuzjastyczny:) Długo, bardzo długo myślałam nad Twoją propozycją tematu, o którym chciałabym przeczytać, ale nieodmiennie dochodzę do wniosku, że dużo lepiej będzie czytać właśnie to na co nie wpadłam, o książkach, których nie czytałam, rzeczach, których nie znam i obrazach, skojarzeniach, które nie pojawiły się w mojej głowie:) oczywiście, ciekawa jesrem Twego zdania na wiele tematów, ale nie da się wybrać jednego i w ogóle to nienadaje się chyba na blogowo-komentarzowe rozważania:) więc to byłoby marnotrawstwo. Bardziej ciekawa jestem tego co wymyślisz sam z siebie:))))
    A co do wydawania – wydaj wszystko co masz, ja bardzo proszę, ja sobie kupię:) Bardzo pozdrawiam, Dyczek

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s