Recenzja pierwszego odcinka „Gry o tron”, sezon ósmy [spojlery!]

Odcinek ten zrecenzował w pierwszym sezonie Ned Stark, gdy kazał swojej kreatywnej żonie obsadzić przesmyk pomiędzy Północą, a resztą kontynentu. Pół sekundy zajęłoby mu ułożenie sensowniejszego planu obrony Westeros, niż ten, który uradzili geniusze strategii pokroju Jona i Tyriona. Pomaszerowanie na spustoszoną czterema latami nieustannej feudalnej wojny Północ w zimie kilkoma armiami – nawet Hitler byłby sceptyczny, zwłaszcza po Stalingradzie. Ned zarządziłby po prostu – Ewakuujmy cokolwiek pozostało z dzikich, z poddanych naszych, Boltonów i reszty i brońmy się na przesmyku, przy okazji jeszcze będąc na tyle blisko lannisterskiej jędzy, by zawczasu pokrzyżować jej knowania.

Ale Ned mógł się najwyżej pokręcić w swej przytulnej krypcie.

A nam trzeba się pogodzić, żeby oglądać Grę o Tron po piątym sezonie trzeba przymknąć oko umysłu, na kołku zawiesić wewnętrzną logikę wymyślonego przez Martina świata.

W całym odcinku zwrócił moją uwagę jeden tylko moment, gdy lord Ned Umber wychodził z wielkiej sali Winterfell, by ruszyć po swoich. Mniejsza, że mając dziesiątki tysięcy żołnierzy oraz dwa smoki wysyłają tego chłopca samego. Scenarzyści tego serialu od dawna już wyłączyli tak daleko idące kojarzenie faktów. Ale! To, jak ten chłopiec idzie na swoją wyprawę, jak się pręży i śpieszy, by pokazać, że jest lordem i że się nie boi! Było w tym jego kroku więcej życia, niż we wszyskich pozostałych scenach.

Oraz więcej sensu. Ktoś, albo reżyser, albo sam młody aktor, musiał sobie zadać pytanie o to, co czuje młodociany lord wysłany na taką wyprawę, jak chce się pokazać.

Przy pozostałych postaciach nikt nie zadaje żadnych pytań o psychologiczną wiarygodność, ani żadną inną.

Z Eurona Greyjoja, szalonego zdobywcy, nadczłowieka niemal, który w książce wydaje się sojusznikiem samego Nocnego Króla, zrobili playboya, którego krąg zainteresowań wyznacza całowanie się z Cersei.

Sam Tarly przemierza cały kontynent na wozie i nie ma nikogo, kto by mu powiedział, jak po największej bitwie, jaką widziało Westeros, smocza Królowa spopieliła sławnego generała i wraz z synem, dziedziców Hornhill, czyli jego ojca i brata. To tak, jakby Westeros różniło się od naszego świata nie tyle nieregularnymi porami roku, ile brakiem jakichkolwiek plotek. Tylko to tłumaczy obustronne zaskoczenie w bibliotece. Jorah Mormont wiedział, nie powiedział, nawet zagrał zdziwionego. Ale, dzięki Siedmiu, Sam może zachować książki ukradzione z biblioteki…

Nie będę się pastwił nad objawieniem Jonowi, że jest Aegonem. Kto pamięta walkę Oberyna z Górą ten zrozumie, dlaczego.

Arya. Co kładli Aryi do głowy w Braavos? Że wszyscy ludzie muszą umrzeć. To przecież program wyborczy nocnego króla! Naprawdę, nic, a nic jej nie kusi, by stanąć po jego stronie? A przecież już poczyniła pewne kroki, piekąc ciasto z Freyów i robiąc im ogólne ludobójstwo.

Przenikliwy Tyrion sądzi, że to Sansa zabiła Joffreya. Robi sobie za to jaja z Varysa, gościa, który próbował otruć ciężarną Daenerys, co ta mu zresztą bez dyskusji przebaczyła…

Ale to wszystko, jak już mówiłem, znamy już od pierwszego odcinka, którego scenariusz nie był pisany według książki Martina, czyli od 5 sezonu.

Co natomiast się pogłębiło i co mnie najbardziej martwi, to ogólna tonacja odcinka.

To ona sprawia, że raźny chód chłopca tak się wyróżniał.

Jest smutno, poważnie, ponuro, nudno.

Nie ma tam żadnego Kmicica. Nikt tam nie szaleje, nikt nie śmieje się pełnym głosem.

Wesoło jak na purytańskim pogrzebie.

Weźmy Ogara. Chłop przeszedł przez śmierć. To powinno go odmienić – a on z cynicznego nihilisty stał się jeszcze cyniczniejszym nihilistą. Dalej na prawo od niego tylko listopadowa depresja. Albo Lyanna Mormont.

Rozumiem, że czekają na armię nieumarłych. Ale właśnie z niezliczonych podań wiemy, że nie wszyscy ludzie przeżywają widmo zagłady na smutno. Większość chce się bawić, wygłupiać, ryzykować. Najbliżej tego była Daenerys z Jonem, ale ich wycieczka na smokach była jak z (nowoczesnego) Disneya, pozbawiona jakiegokolwiek tarcia, jakiegokolwiek ognia.

Jak tak dalej pójdzie, to serialowi grozi, że Nocny Król weźmie zbieraninę w siedzibie Starków za zombie i ominie, szukając ofiar bardziej na południu.

Co pisząc, czekam niecierpliwie na drugi odcinek;)

Dodaj komentarz