Książka o najpiękniejszym tytule na świecie [recenzja]

„Tylko Beatrycze” Teodora Parnickiego to czysta radość.

Po lekturze jego „Opowiadań” wiedziałem już, że Beatrycze nie poprowadzi mnie ku eksponatom, bym posmakował kolorytu epoki, ani na oglądanie grupy rekonstrukcyjnej, bym zobaczył śmiesznie poprzebieranych ludzi.

„Tylko Beatrycze” jest na to zbyt dobrze przemyślana, obchodzi się bez całego tego makijażu, który w przeciętnej książce historycznej bywa nakładany na goły szkielet.

Parnicki jest na to zbyt dobrze przemyślanym pisarzem. Interesuje się, do czego człowiekowi jego inteligencja. Nurtuje go historia jako gra inteligencji. Umysłów walka, agonia, zmaganie, zabawa, rozpoznawanie się, gubienie, śledzenie, przerywanie sobie, rozmawianie, snucie, domyślanie, orientowanie się, pojmowanie i polowanie, słowem – całe to życie, które orbituje wokół duszy nieśmiertelnej.

To życie zaś zna od zawsze jedną tylko Królową. Jej się kłaniają dusze nieśmiertelne, czy to Dantego, czy to niepiśmiennego młynarczyka. Czy to awiniońskiego papieża.

Nienaruszona przez rewolucje, nic niewinna demokracji, nieznająca się na prawach człowieka, także dziś śmieje się z nas głośno, stojąc w samym w centrum wszechświata, bo co ją obchodzi astrofizyka? Ona żyje i króluje, sprawia, że chce się krążyć księżycom i świecić gwiazdom, a czasem także, że chce się komuś rano wstać, na przykład po to, by ścigać przez lata mordercę przez ćwierć planety. Parnicki wie, że jej panowanie, czy pokazane w wieku XIV, czy jakimkolwiek innym, będzie dla nas w najwyższym stopniu ciekawe.

Zwłaszcza wiosną ma się ochotę ciszej wymawiać jej imię, by nie wywołać jej z lasu i zieleniejącego pola. Jak ojce nasze nazywały groźnego drapieżnika uszatkiem lub miśkiem, tak my przebąkujemy coś o feromonach i związkach. Na kartach „Tylko Beatrycze”, jak obiecuje tytuł, usłyszymy jej śmiech nad żelazną logiką polityków, nad płomienną wiarą mnichów, nad honorem rycerzy i intrygami dworu, nad strzelistym gotykiem anielskich teologów i ponad zamkami filozofów. Przy czym każdy z tych fenomenów pokazany jest swoją drogą jako wielki i poważny, co jeszcze wyżej podnosi jej tron. Obrazy, w których pokazuje ją Parnicki są niezapomniane, a zwłaszcza scena między dziećmi na śniegu w wielkopostny poranek, wszystko tam jest tak naturalnie namalowane, piekło i niebo, odchłań, że nie da się tego zapomnieć. Znudzić się zaś tym to jak znudzić się wschodami słońca.

Dlatego też, dla tych okruchów straszliwej prawdy o świecie, o sobie i o Miłości, człowiek przedziera się przez niejasną nieraz prozę Parnickiego. „Tylko Beatrycze” wciąga stroniąc od sztuczek, jakimi dziś faszeruje się teksty, by człowiek doczytał do końca i kliknął w następny.

Parnicki jest, jednym słowem, wybredny w wyborze czytelników, ale, jeśli da Ci szansę, to skorzystaj.

Czytałem ją równolegle z dziennikami SI, co pewnie dołożyło pieniążka na mój surowy sąd nad nimi. Bo „Tylko Beatrycze” bije je na ich własnym polu! Tak, powieść historyczna sprzed dekad! Słuchając wywodów kardynała sprzed stuleci w „Tylko Beatrycze” więcej dowiesz się na temat dziś i jutro inteligencji, niż czytając uśrednione proroctwa internetów. Po prostu patrząc na żywy umysł można wyrobić sobie sąd o umyśle większym, natomiast słuchając gadaniny o świadomej i superinteligentnej maszynie musisz przymknąć oko i udawać, że to nie bełkot.

Wybór epoki, choć nie przesądza o wielkości dzieła tak, jak ranga, jaką mają w niej myślenie i Miłość większa od myślenia, także intryguje.

Pokazuje nam bowiem pan Teodor czasy arcyciekawe. Właśnie w łonie Europy poczęła się nowożytność i tylko my wiemy, jak burzliwa będzie ciąża i poród. W swych własnych oczach jest jeszcze Europa „Tylko Beatrycze” dziewicą z głową jednorożca na kolanach.

O tym, co je kształtuje, bo nadchodzi przełom. Jeszcze co prawda ojciec święty planuje reformę administracyjną czyśćca, ale jest już z mieszczan, nie ze szlachty. Jeszcze pali się na stosie za zrobienie woskowej laleczki w niecnym celu, ale już się lekko nie dowierza, jeszcze Dante uważany jest za miarodajnego w sprawach geografii, ale statki wypływają już coraz dalej.

Uważam, że to piękne, że autor bohaterem czyni umysł wybitny, z tych, którzy zmienią dzieje świata i każe mu poświęcić się nie nauce, ani filozofii, ani teologii nawet, lecz polityce i to polityce na służbie Miłości.

Uważam za zbawienne, że autor nie sądzi swoich bohaterów, ani czytelników też nie sądzi.

Ale ja sobie na koniec tej recenzji pozwolę na pewien sąd. Ta powieść pokazuje naszą inność wobec Zachodu. Wtedy byliśmy lepiej zintegrowani, bardziej na czasie. Dowód?

Oto w lochach papieskich są rzemieślnicy, którzy potrafią tak męczyć, by na moment przed śmiercią wydobyć z ofiary straszliwe bluźnierstwo, by z doczesnego piekła trafiła prosto do wiecznego. Jest to dla ludzi XIV wieku całkiem oczywiste, cała ta mechanika. Chciałem napisać, że dla nas jest to już niepojęte, ale przypomniałem sobie dyskusje, jakie przetoczyły się przez mój wydział teologii po premierze „Milczenia” Scorsese. Byłem wówczas jedynym, który uważał zaparcie się wiary w celu powstrzymania tortur swoich wiernych jako dopuszczalne i przecież w oczywisty sposób nieważne. Zgorszone miny kolegów wróciły do mnie, gdy, dzięki Parnickiemu, podsłuchałem, co diakonowi Janowi mówił kardynał Orsini, a może pewien wiking?

„Tylko Beatrycze” to czysta radość, choć bywa, że czysta jak kwietniowy poranek, jasna i nieco zimna.

Dodaj komentarz